Bajki na ścianie, czyli powrót rzutnika
Niektóre przedmioty z zamierzchłej epoki socjalizmu nie zostały całkowicie zapomniane. I całe szczęście! Nie wszystko przecież, co nosi miano oldschoolowe, musi faktycznie takie być. A już na pewno nie rzutnik do wyświetlania bajek na ścianie. Właśnie teraz przeżywa on swoją kolejną młodość.![]() |
|
Rzutnik Ania - cud techniki/fot. |
Myślę, że wielu obecnych 30-latków pamięta przygodny "Flipa i Flapa", "Robinsona Cruzoe" czy "Buma z Fikiem" oglądane w ciemnym pokoju na wzorzystej tapecie. Magiczny seans kina domowego, na który czekało się cały dzień. Niejeden usiłując odczytać tekst pod obrazkiem nauczył się składać pierwsze litery.
Tym, którzy nie pamiętają tego cudu ówczesnej techniki, objaśniam. Największą popularnością cieszył się rzutnik "Ania", produkowany przez Łódzkie Zakłady Kserotechniczne (ŁZK). W latach 70. i 80. znajdował się chyba w każdym domu, w którym mieszkało dziecko. Bajki (tj. zwinięte w rulonik klisze) przechowywane były w małych pudełeczkach - tekturowych, a potem plastikowych. Jak już wspomniałam, obraz wyświetlano najczęściej na ścianie. Tak na marginesie – w wielu mieszkaniach ciężko było znaleźć odpowiednie miejsce do projekcji, bo w każdym z pokoi stała meblościanka, a ściany upiększone były nieco pstrokatymi tapetami.
![]() |
| Zakłady Fotofilmowe |
Po pierwsze na łatwej obsłudze i prostej budowie (bez problemów można było wymienić psujący się element, przeważnie żarówkę). Po drugie, kiedyś nie było magnetowidów, odtwarzaczy DVD i komputerów (trudno uwierzyć, ale to prawda) i taka projekcja świetnie zastępowała np. seans kinowy. Poza tym – i chyba powinnam wymienić to na początku– cały pokaz bajek przypominał swego rodzaju spektakl z rodzicem w roli reżysera. Starsze dzieci, gdy dostępowały zaszczytu obsługiwania rzutnika, czuły się naprawdę dorosłe. Bogactwo bajkowych tytułów było przeogromne: od klasycznych bajek w stylu "Czerwonego Kapturka" czy "Królewny Śnieżki", po "Zorro", "Tarzana" i "Czterech Pancernych i Psa". Większość powstała w Zakładach Fotofilmowych "Wspólna Sprawa". Znakiem rozpoznawczym tych produkcji były trzy czerwone krasnale (a może mikołaje?).
Żaden relikt przeszłości!
![]() |
| Pokaz bajek w warszawskiej kawiarni "Numery/Litery". |
Na koniec jeszcze muszę wspomnieć, że oglądanie bajek sprawia naprawdę dużą frajdę. I to nie tylko dzieciom, ale także rodzicom. Coś o tym wiem, bo sama jestem mamą 3-latka, który minionej zimy zakochał się w bajeczkach z rzutnika. Mam wrażenie, że trochę mu w tym pomogłam.





