zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plDebiutyLiteratura › Bartek Biedrzycki i postapokaliptyczna Warszawa

Bartek Biedrzycki i postapokaliptyczna Warszawa

Dotąd był znany jako komiksiarz i bloger. 27 sierpnia zadebiutuje na polu powieściowym. Tylko nam opowiedział o swojej niezwykłej wizji stolicy po zagładzie atomowej.

.html
 Bartek Biedrzycki/Fabryka Słów

Można powiedzieć, że Bartek Biedrzycki to wschodząca gwiazda polskiej fantastyki. Urodzony w Warszawie komiksiarz i bloger debiutuje efektowną powieścią o rodzimym mieście. "Kompleks 7215" to wizja świata po katastrofie nuklearnej, która nawiązuje do coraz bardziej popularnego podgatunku s-f. Czym jego powieść różni się od dokonań zachodnich i wschodnich kolegów po piórze? Jak powstawała? Co sprawiło przy jej pisaniu największą trudność? Przeczytajcie wywiad, którego autor udzielił tylko nam!


Krzysztof Piersa: Proszę opowiedzieć nam o uniwersum Kompleksu 7215

Bartek Biedrzycki: Na razie hasło "uniwersum" to trochę dużo, bo ukazują się trzy teksty, dopiero pracuję nad kolejnymi. Dwa z nich rozgrywają się w 21 lat po globalnej wojnie termonuklearnej, nazywanej Zagładą, jeden natomiast wcześniej, w pięć lat po Zagładzie. To raczej standardowe warunki - część ludzkości zginęła w wyniku wojny, większość wyeliminował upadek cywilizacji, czyli brak jedzenia, opieki medycznej itd. Ludzie żyją pod ziemią, w każdym miejscu, które daje jakąkolwiek chociażby iluzoryczną ochronę przed radiacją i mutantami, pojawiającymi się wraz z upływem czasu. W takich sytuacjach zwykle rządzą jednostki silne, przebojowe, także ludzie posiadający umiejętności i wiedzę. Czasem ktoś posiadający jakieś unikatowe zdolności. Z wyjątkiem dość swobodnego potraktowania przeze mnie zagadnienia atomowej zimy ten świat nie odbiega od typowych przewidywanych warunków po globalnym konflikcie i od tego, co już dała nam popkultura. Sama Warszawa natomiast nieco się różni. To trochę tak, jak w komiksach - czasem jest ZIemia-2, a czasem Ziemia-616 i na jednej z nich żyje agent Logan, a na innej Thomas Wayne i jego żona nie zostali zastrzeleni, kiedy ich syn miał 8 lat. W Warszawie z książki też jest parę detali, które pochodzą z takich alternatywnych wszechświatów rodem z teorii strun.


Wielu fanów fantastyki i sci-fi widzi w Pana książce polską wersję  "Metra 2033" Dmitriego Glukhovsky’ego. Chciałbym zdementować lub potwierdzić te opinię.

Bardzo lubię "Piter" Wroczka i trylogię Diakowa, ale nie miałem zamiaru robić "polskiej wersji". Po prostu tło tych historii jest podobne - wojna atomowa, ludzie żyjący pod ziemią.

Kiedy pisze się o Warszawie, to metro, prócz licznych schronów i obiektów podziemnych, jest miejscem oczywistym. U mnie natomiast, w odróżnieniu od np. Głuchowskiego, nie gra głównej, nadrzędnej roli. Akcja zaczyna się w lesie i kończy w lesie, zresztą w jednym z dołączonych do książki opowiadań dziejących się zupełnie poza Warszawą miejscem akcji są obiekty naprawdę zaskakujące.

Jeśli chodzi o mój sentyment do akurat warszawskiej kolei podziemnej, to należy za niego raczej winić Pawła Siedlara i jego mikropowieść "Ewolwenta w cieniu wysokich kominów" - pojawia się w niej metro, wtedy jeszcze nieczynne (tekst powstał bodajże w 1994 roku, premierę miał w styczniu 1995 w magazynie „Fenix”  - więc przed uruchomieniem pierwszego etapu pierwszej linii). Tam akurat metro stało się masowym grobem, który bohater tylko odwiedził - ale zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.

A w metrze londyńskim, dla odmiany, rozgrywa się część powieści "1948". Więc to nie jest tak, że metro, to od razu „Metro 2033”. Po prostu rosyjska seria jest w Polsce dość popularna.

Ja bym powiedział, że to podobieństwa, ale raczej wynikające z konsumpcji popkultury, niż celowe.


Z Tego co widziałem na Pańskiej stronie internetowej, jest to pierwsza napisana przez Pana książka, wydawana przez Fabrykę Słów. Wcześniej  zajmował się Pan głównie komiksami. Skąd zmiana na słowo pisane?

Czy ja wiem - zmiana? Pisanie scenariusza nie różni się tak bardzo od pisania beletrystyki. Trzeba wymyślić akcję, rozpisać ją na sceny, każdą scenę opisać rysownikowi. Tak samo trzeba robić research, czasem dokumentację zdjęciową, konsultować się.

Napisanie zeszytu na 30+ stron zajmuje mi zwykle 2-3 miesiące, napisanie powieści zajęło mi jakieś 5 miesięcy. Można więc powiedzieć, że to nawet łatwiejsze.

Skąd pomysł na spróbowanie swoich sił w innej formie? W zasadzie to ja od zawsze i robiłem komiksy i pisałem. Pierwszy komiks zrobiłem mając jakieś 4 lata i inspirując się "Pszczółką Mają", pierwsze jakieś teksty nie będące „wypracowaniami” skrobałem od początku podstawówki, a pierwsze opowiadanie s-f zainspirowane lekturą Lema napisałem chyba w szóstej klasie, może w siódmej?

Całe liceum pisywałem krótkie opowiadania, chociaż nic, co doczekałoby się druku. Potem, już po wojsku, miałem przerwę. Po prostu przez ostatnie dziesięć lat więcej "robiłem" przy komiksach. Zresztą scenariuszy pisałem mniej, raczej recenzje i branżowa publicystyka.

A "Kompleks 7215" napisałem, bo chciałem się sprawdzić. Zobaczyć, czy nadal mogę coś napisać. Zainspirował mnie Michał Gołkowski. Chciałem napisać opowiadanie, wyszła mi mikropowieść, zaproponowano mi zrobienie z tego książki. I tak to poszło.


Jakie to uczucie wydać pierwszą książkę na równi z Pilipiukiem, Piekarą i Grzędowiczem?

.html
 Okładka debiutanckiej powieści/Fabryka Słów

Ależ na jakiej równi? (śmiech) Oni są wyjadaczami, ja jestem tylko debiutantem. Musiałbym poświęcić wiele lat ciężkiej pracy, żeby móc się z nimi równać.

To niesamowita frajda zobaczyć swój tekst drukiem, chociaż tu jestem trochę rozpuszczony, bo w głównym obiegu wydawałem komiksy i miałem teksty publicystyczne. Natomiast na pewno wydanie w ogólnopolskim, popularnym wydawnictwie to jest coś niesamowitego - sam tryb pracy, redakcja, przygotowanie promocji i wszystko to, co się dzieje to coś niesamowicie podniecającego i niezwykłego, a przy tym jednak dla mnie nowego - rynek komiksowy jest mały, tam się wszyscy w zasadzie znają, recenzje piszą ludzie, których potykam potem na konwentach, kupują czytelnicy, których mam w znajomych na FB. Wejście na rynek Fabryki to nieporównywalna skala.

No a możliwość zobaczenia swojej książki na półce wśród poważnych autorów to coś niezwykłego.

 

Postapokaliptyczny klimat staje się coraz popularniejszym nurtem we wszystkich mediach. Od "Pikniku na skraju drogi" po gry z serii "Fallout" aż po wcześniej wspomniane "Metro 2033". Jak według Pana będzie rozwijał się obraz postapo w przyszłości.

Trudno mi wyrokować. Dzieją się różne rzeczy, nurt staje się popularny, rozwija się. W miarę jak będą pojawiać się autorzy, będą pojawiać się i kopie, i nowatorskie pomysły. Ale myślę, że o to trzeba raczej pytać Roberta Szmidta, bo to jeden z najlepszych polskich postapowców, jeśli nie najlepszy. Ja osobiście liczę na coś w duchu Zajdla.

 

Czy obraz apokalipsy w Polsce odbiega od amerykańskiej (Fallout) i rosyjskiej (Metro) wizji?

Fallouta nie znam, więc trudno mi powiedzieć. Mam wrażenie, że jednak u nas więcej jest humanizmu w postapokalipsie, więcej też Polski - kiedy się czyta wspomnianego Szmidta, to są to rzeczy kameralne, o człowieku. W "Xawrasie Wyżrynie" który nie jest stricte postapo, ale można go tak sklasyfikować, widać wyraźnie popularny nurt "dobre bo polskie" -  Dukaj dodatkowo obrabia tam naszą historię, patriotyzm, "Bóg Honor Ojczyzna". Polska postapokalipsa, tak myślę, jest bardzo polska. Przecież nawet Miszka u Gołkowskiego jest Polakiem.

 

Co było najtrudniejsze w trakcie pisania Kompleksu 7215?

Pierwsza redakcja na etapie rozbudowy z objętości opowiadania do objętości powieści. A konkretnie przyjęcie do wiadomości, że nie zawsze mam rację. Ja w ogóle mam z tym problemy często. Potem się okazało, że jednak z redaktorką myślimy w jednym kierunku i już poszło. Najtrudniejsze było wymyślenie odpowiedzi na pytanie "i co teraz" kiedy "Kompleks 7215" już został "klepnięty" - zaplanowanie następnej książki.

 

Czy jest specjalna osoba, której dedykuje Pan swoją powieść?

Ala, moja żona. Po prostu gdyby nie ona, to nie napisałbym tej książki w taki sposób, chyba w ogóle w żaden sposób. Ona była pierwszym recenzentem, a jako, że nie lubi s-f, to były to recenzje bardzo krytyczne, ale jednocześnie niezwykle obiektywne, pozbawione osobistego nacechowania i dzięki temu niezwykle cenne. Plus wszystkie sytuacje, kiedy organizowała nasz dom tak, że jak ja dostawałem nagłego rzutu psychotycznego i zaczynałem pisać bez ostrzeżenia, to świat się nadal kręcił tak, jak powinien. Bez jej wsparcia w ogóle nie robiłbym w życiu wielu rzeczy.

 

Powieść "Kompleks 7215” ukazuje się nakładem wydawnictwa Fabryka Słów.  









Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Lubię filmy i książki o tematyce postapokaliptycznej. Zaintrygowała mnie ta pozycja, więc z chęcią zajrzę do książki Bartka Biedrzyckiego. Ciekawi mnie, jak opisał Warszawę po katastrofie atomowej.

  • Dla mnie Bartek Biedrzycki jest osoba kompletnie anonimowa,a tresc jego debiutanckiej powiesci nie wzbudza we mnie wiekszego zainteresowania.Nie podejrzewam abym po nia siegnal.

  • Ciekawy artykuł, zachęcający do lektury - pan Biedrzycki brzmi jak normalny człowiek, debiutant, zdający sobie sprawę, że nie jest Glukhovskim i że nie musi go imitować, by mu dorównać

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Letnie Tanie Kinobranie - Młode życie /konkurs/ Film / Aktualności
Lato w pełni, a 11. Letnie Tanie Kinobranie jest już na półmetku. Mamy dla Was podwójne zaproszenie na jeden z seansów.
Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/ Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety!
Tagi