Kilka lat temu nazwisko Daniela Odiji wymieniano jednym tchem z Wojciechem Kuczokiem i Mariuszem Sieniewiczem jako reprezentanta odradzającego się w polskiej prozie realizmu. Z trójki wymienionych autorów to właśnie pochodzący ze Słupska prozaik wydawał się najlepiej spełniać oczekiwania literatury zaangażowanej w dokumentowanie bieżącej codzienności. Odnosząc się do znanych sobie przestrzeni polskiej prowincji, w utworach pokroju powieści "Tartak" wiernie portretował powszednie życie odsuniętych od wielkomiejskiej cywilizacji ludzi. Na tyle, iż w przypadku jego utworów granica pomiędzy literacką fikcją a dziennikarskim reportażem często zacierała się.
Najnowszą powieść autora "Niech to nie będzie sen", opublikowało właśnie Wydawnictwo Literackie. Na podstawie przytoczonej fabuły można wnioskować, iż Odija pozostał wierny penetrowanych dotąd rewirom. Tym razem bohaterem jest pisarz po czterdziestce, którego trawi niemoc twórcza (czyż ktoś taki nie występuje przypadkiem w nomen omen "Senności" Kuczoka?). Porzucony przez żonę i ignorowany przez synów, trwoni czas, oddając się libacjom alkoholowym, w trakcie których nawiedzają go zjawy przodków. Na szczęście z pomocą przychodzą bohaterowi prości mieszkańcy wsi.
Wspomniany "Tartak" w 2004 roku dostąpił zaszczytu znalezienia się w gronie nominantów do NIKE. Jeśli "Niech to nie będzie sen" nie oferuje nic ponad to, co znalazło się we wcześniejszych dokonaniach autora, Odiji chyba nie tak łatwo będzie wkraść się w łaski jurorów prestiżowej nagrody.
Główny realista młodej polskiej prozy coraz mniej realistyczny? Zapowiadana przez W.A.B. nowa powieść autora ma prezentować świat rodem z makabreski Larsa von Triera.
Olsztyński prozaik, parę lat temu wymieniany jednym tchem z Wojciechem Kuczokiem, powraca nową powieścią. Zanurzoną w wyobraźni i zaskakującą tych, którzy oczekują od niego realistycznej publicystyki.