zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrArtykuły › Dorota Stalińska: Monodram nie znosi pustki /wywiad/

Dorota Stalińska: Monodram nie znosi pustki /wywiad/

Dorota Stalińska
 Dorota Stalińska - fot. z archiwum aktorki

Z wybitną aktorką teatralną i filmową – Dorotą Stalińską – rozmawiamy o twórczym podejściu do sztuki, istocie monodramu oraz o jej najczęściej granym jednoosobowym spektaklu ”Żmija”.

 

Barbara Lekarczyk-Cisek: Prezentowany przez Panią podczas jubileuszowych WROSTJA monodram jest związany z festiwalem nie tylko przez nagrody. Ten spektakl był grany podobno ponad cztery tysiące razy i jest swego rodzaju fenomenem. Powstał w 1978 roku w Teatrze Na Woli. Czy miał jakiś związek z repertuarem tej wspaniałej sceny?

Dorota Stalińska:  To nie było tak! Pracowałam wtedy w Teatrze Na Woli, pracowałam  bardzo dużo, codziennie grałam i miałam próby. Ale ja zawsze chciałam być twórcą, a nie tylko odtwórcą, chciałam ponosić pełną odpowiedzialność za to co dzieje się na scenie.  Stąd wziął się pomysł robienia monodramów. Sama adaptowałam teksty, reżyserowałam, projektowałam i szyłam kostiumy, bo tylko ja wiedziałam, co mi jest potrzebne. Ponieważ grałam codziennie, to po prostu między próbami a przedstawieniami zostawałam w teatrze i korzystając z jego warunków, pracowałam nad swoimi sztukami.  Ale robiłam to wszystko niezależnie od działań teatru. Natomiast Tadeusz Łomnicki, który był dyrektorem teatru, bardzo wspierał moje samodzielne działania i można  powiedzieć, że stał się ich orędownikiem. Pamiętam, że nawet po którejś z teatralnych premier bardzo krótko omówił premierowe przedstawienia i potem bardzo długo opowiadał o mojej ”Żmii”, którą parę dni wcześniej obejrzał.

Dorota Stalińska - Żmija/WROSTJA
Żmija/fot. WROSTJA


A dlaczego wybrała Pani tekst Aleksieja Tołstoja?

Szukałam tematu, który byłby ciekawy i odmienny od mojego pierwszego monodramu zrobionego rok wcześniej. To było ”Tabu”  według opowiadania Jacka Bocheńskiego – opowieść  o pierwszej, naiwnej miłości zamkniętej w klasztorze młodziutkiej dziewczyny Dolores do pełnego życia i wolnego jak wiatr poety Diego. Do kolejnego przedstawienia szukałam więc materiału, który byłby przeciwwagą dla tamtego. Trafiłam na ”Żmiję”… I wiedziałam od razu, że to jest to…, że ten materiał da mi szansę zbudowania ”pełnokrwistego” przedstawienia. To, co wtedy czułam intuicyjnie, a dziś wiem na pewno –  to fakt, że monodram jest tak specyficzną formą teatru, która nie znosi pustki.


Co to oznacza?

Często ludzie mylą monodram ze słuchowiskiem. Tymczasem nie wystarczy nauczyć się tekstu, wejść na scenę i go powiedzieć. To jest teatr, więc musi być działanie. Widz, wychodząc z teatru, musi być przekonany, że poznał całą historię i wszystkie osoby, które w niej się  pojawiały, ….  choć na scenie był tylko jeden aktor.  A aktor musi  wiedzieć, jak przenieść widza w inną rzeczywistość, w inną przestrzeń i w inny czas…, jak pokazać mu tych wszystkich ludzi, którzy doprowadzili do poszczególnych działań postaci głównej. To jest fascynujące zadanie, najciekawsze w tym zawodzie. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: kim jesteś wchodząc na scenę, kim jest dla ciebie widownia, co chcesz jej powiedzieć i dlaczego. Inaczej gramy, gdy zakładamy istnienie ”czwartej ściany”, a inaczej – gdy gramy bezpośrednio do widowni. Jeśli gramy do widowni, musimy wiedzieć, jaką rolę odgrywa w stosunku do naszej postaci: przyjazną, obojętną, a może wrogą… Przecież zupełnie inaczej wtedy się zachowujemy!

Dorota Stalińska - Żmija/WROSTJA
Żmija/ fot. WROSTJA


Ilość przedstawień świadczy o tym, że ”Żmija” jest w Pani dorobku monodramem szczególnym. A sądząc po reakcji widowni – ciągle mocno oddziałującym.

”Żmija” jest mi szczególnie bliska. Po niej przygotowałam jeszcze niezwykle prostą   formalnie  ”Katarzynę Blum” wg Heinricha Böla.  Późniejsze sztuki już mocno rozbudowałam . Kiedy na przykład gram ”Zgagę” – a gram ją już 20 lat – jedzie ze mną ciężarówka dekoracji i parę osób ekipy. A ”Żmija” jest klasycznym monodramem – to prawdziwy ”teatr w walizce”:  jeden rekwizyt, dwa stare krzesła i kostium. Dużą rolę odgrywa w nim światło, choć przez lata obywałam się bez świateł w ogóle, bo nie było na to warunków. Dzisiaj – tam, gdzie jest to możliwe – wykorzystuję światło, bo ono wiele do przedstawienia może dodać. Pozwala widzowi lepiej skupić się na poszczególnych scenach, pomaga przenieść go w inną przestrzeń i buduje odpowiedni do danej sceny nastrój.  


A czy pamięta Pani swój pierwszy występ we Wrocławiu?

Oczywiście, na pewno grałam wtedy inaczej… pewnie mniej dojrzale…, ale też byłam bardzo młoda i zapewne mniej dojrzała niż dzisiaj. Tego szczególnego rodzaju kontaktu z widzem, prawdziwego do bólu, nabywa się z wiekiem, z obyciem ze sceną, a nawet z pewną rutyną. Przestajemy się trzymać pewnych schematów i coraz więcej czerpiemy od widzów – lepiej ich czujemy i widzimy. Uczymy się wpływać na emocje widza. Aktor to taki człowiekiem, który ma bawić i wzruszać. Dlatego też kiedy tytułowa bohaterka ”Żmii” opowiada o czymś tragicznym, to za chwilę ”przełamuje” to czymś, co – mimo  swego tragizmu – poprzez  formę opowieści, staje się zabawne. Ten spektakl dotyka ciągle zdarzeń aktualnych, bo i dziś ludzie znajdują się w sytuacji, w której zostaje im odebrana możliwość dokonywania wyborów. To jest monodram o człowieku zmiecionym przez historię. I dlatego się  nie starzeje.

Wielki szacunek dla Wiesia Gerasa, który od tylu lat daje tylu aktorom możliwość wypowiedzenia poprzez formę monodramu.  Myślę, że bardzo wiele osób dzięki temu mogło w ogóle zaistnieć.  Druga część mojego występu – recital – był zatem ukłonem  i prezentem  dla Wiesia za to, że oddał swoje życie i serce tej formie teatru.. Daj Boże, aby to mogło dalej istnieć.


Dziękuję za rozmowę.

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Wedlug mnie,monodram to najbardziej wymagajace wyzwanie dla aktora.Bedac sam na sam ze zgromadzona publicznoscia,nie ma szans na zadna chwile slabosci,czy pomoc kolegi.Tutaj najbardziej widac klase aktora (lub jej brak).

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
'Ostatnie zwierzęta' w Łaźni Nowej: Człowiek to nie brzmi dumnie /relacja - zdjęcia/ Teatr / Recenzje
Z mapką w ręku i doświadczeniami, które mogą zmienić stosunek do ludzkiej cywilizacji. Na terenie byłego budynku szkolnego w Nowej Huty,...
'Geniusz': Prawa ręka największych pisarzy /recenzja książki/
„Geniusz” A. Scotta Berga to powieść biograficzna opowiadająca o życiu niezwykłego człowieka i najlepszego redaktora – Maxa...
Na co do kina? Uciekaj! i Wybawienie
Na długą majówkę dystrybutorzy przygotowali tylko 2 premiery, adresowane głównie do fanów nieszablonowych thrillerów.
Netia Off Camera: Filmowa gorączka w Krakowie V Festiwal Muzyki Współczesnej im. Wojciecha Kilara: Przestrzenie
Tagi