zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plLiteraturaArtykuły › Ewa Stachniak: Miłosny dysonans poety Krasińskiego

Ewa Stachniak: Miłosny dysonans poety Krasińskiego

-To jest książka o dysonansie – między miłością romantyczną a miłością rzeczywistą - mówi Ewa Stachniak. Polska pisarka mieszkająca na stałe w Kanadzie, absolwentka słynnego Uniwersytetu McGill, znana w Polsce m.in. z powieści "Ogród Afrodyty" wyjaśnia dlaczego pisze powieści o postaciach z polskiej historii i opowiada o swojej najnowszej książce "Dysonans".

Ewa Stachniak.html
Ewa Stachniak przy pracy/fot. Stanisław Jerzmański.

Na stronie tytułowej Pani książki "Dysonans" jest adnotacja "autoryzowany przekład z języka angielskiego". Dlaczego książkę o Zygmuncie Krasińskim i bliskich mu kobietach-Delfinie Potockiej oraz Elizie Branickiej napisała Pani w języku angielskim?

Mieszkam w Kanadzie, jestem anglistką z wykształcenia i funkcjonuję przede wszystkim w języku angielskim. Przed wyjazdem z Wrocławia pracowałam na anglistyce na Uniwersytecie Wrocławskim. Potem wyjechałam do Montrealu i skończyłam studia doktoranckie na Uniwersytecie McGill. Jestem więc dwujęzyczna, choć jeżeli chodzi o pisanie to angielski jest dla mnie bardziej precyzyjnym narzędziem. Nie myślałam o tym, by pisać po polsku może dlatego, że kiedy mieszkałam w Polsce pisałam głownie artykuły naukowe, zresztą także po angielsku.

W Kanadzie pisanie po angielsku było wyborem bardzo naturalnym, bo chciałam moje polskie historie opowiadać nie tylko Polakom. "Dysonans" to już trzecia książka, która powstała po angielsku i wszystkie zostały przetłumaczone na polski. Pierwsza powieść "Konieczne kłamstwa" opowiadała o Wrocławiu i Breslau, o emigracji i powrotach, druga "Ogród Afrodyty" o Zofii Potockiej, greckiej emigrantce do stanisławowskiej Polski.

I znowu powieść historyczna - "Dysonans". Jak te polskie historie są postrzegane przez zagranicznych czytelników? Jako bardzo egzotyczne?

"Ogród Afrodyty" został przetłumaczony na dziewięć języków, więc książka musiała zainteresować czytelników z wielu kultur. Kanada od lat 70-tych jest krajem bardzo otwartym na multikulturalizm i historie imigrantów. W kulturze kanadyjskiej czy amerykańskiej nie jestem ewenementem; jest tu wielu pisarzy, którzy przybyli z różnych krajów a piszą po angielsku czy francusku. I piszą często o krajach swojego pochodzenia, o Indiach, o Barbados, o Haiti. W Stanach Zjednoczonych są też pisarze chińscy – tacy jak Yinyun Li czy Ha Jin, którzy zaczynając byli w dużo gorszej sytuacji ode mnie, bo uczyli się angielskiego jako niemal dorośli ludzie a teraz odnoszą wielkie sukcesy. Nie czuję się więc wyjątkowa. Moi czytelnicy często niewiele wiedzą na temat polskiej historii a ja przede wszystkim staram się by moja opowieść była dla nich interesująca. Kiedy w "Koniecznych kłamstwach" pisałam o Wrocławiu intrygował ich obraz polskich dzieci bawiących się na niemieckich ruinach. Podobnie interesowała ich postać Zofii Potockiej, greckiej emigrantki do Polski w XVIII wieku, dziewczyny z nizin społecznych, która została arystokratką. Na spotkaniach z czytelnikami padały pytania, czy jest to powieść oparta na faktach, czy taka osoba rzeczywiście istniała, jaki jest mój stosunek do niej. Odpowiadając na nie i tłumacząc historyczne zawiłości staję się więc nieformalnym ambasadorem polskiej historii.

Ewa Stachniak.html
Ewa Stachniak, "Dysonans", autoryzowany przekład z języka angielskiego Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Świat Książki 2009. 

Dla mnie ciekawa jest w "Dysonansie" warstwa faktograficzna. Wiemy, że Zygmunt Krasiński napisał do swojej kochanki Delfiny Potockiej około pięciu tysięcy listów. Jan Kott nazwał je „największą powieścią polskiego romantyzmu”. Przeglądała Pani zapewne wszystkie. Zastanawiam się jednak, jak korzystając ze źródeł napisać książkę, by nie popełnić nadużycia, być najbliżej prawdy, której nigdy przecież nie poznamy?

Wychodzę z założenia, że jeśli pisze się powieść historyczną ma się pewne obowiązki wobec historii. Można interpretować wydarzenia, ale trzeba zachować fakty. Oczywiście, pewna dowolność jest możliwa. Czasem pozwalam sobie zmienić chronologię pomniejszych wydarzeń, ale nie zmieniam podstawowych faktów z życia głównych postaci. Przygotowując się do pisania najpierw bardzo dużo czytam. Kiedy zabierałam się do pisania "Dysonansu" chciałam przede wszystkim usłyszeć głosy moich bohaterów i tu natrafiłam na pierwsza trudność. Głos Zygmunta Krasińskiego jest doskonale zapisany, zostały nam trzy tomy jego intymnych listów do Delfiny Potockiej, zostały jego listy do ojca, rodziny i przyjaciół na plenipotentach skończywszy, listy napisane zresztą świetną polszczyzną. Głos Elizy Krasińskiej słychać w czterech opublikowanych tomach jej listów do rożnych adresatów. Tylko głosu Delfiny brak. Zachowały się wprawdzie jej listy do Cieszkowskiego, przyjaciela Zygmunta ale to listy późniejsze, pisane do znajomego - a wiec dość formalne w stylu i treści. Jedyny zapis jej głosu z okresu romansu z Zygmuntem Krasińskim to echa zachowane w listach poety, kiedy on zaznacza: "piszesz mi", "ty mi powiedziałaś", "to się zdarzyło". Chcąc do tego głosu dotrzeć bardzo dokładnie czytałam listy Krasińskiego do Delfiny i notowałam wszystkie nawet najbardziej nikłe ślady jej obecności. Potem wertowałam pamiętniki osób, które ją poznały. Balzac prawdopodobnie się w niej podkochiwał, ale przed Eweliną Hańską nazywał Potocką wyschniętym szkieletem o zwiędniętej skórze. Pisała o niej także Eliza Branicka jednak to wszytko relacje osób trzecich. Głos Delfiny Potockiej musiałam więc odtworzyć, sama zrekonstruować. Moment zbierania materiałów jest ważny, ale potem trzeba je odłożyć i pozwolić sobie marzyć. "Dysonans" składa się ze scen które zostały zainspirowane zdaniami lub opisami zdarzeń z listów pierwowzorów moich bohaterów. Jedna z pierwszych scen to moment poznania się Krasińskiego i Potockiej podczas Wigilii 1838 roku w Neapolu. Krasiński opisywał ten wieczór kilka razy różnym osobom i wielokrotnie wspominał. Zebrałam te opisy i odtworzyłam wieczór w neapolitańskim salonie, starając się, by czytelnik mógł się znaleźć tam razem ze mną.

Dla mnie pisanie to proces w większej mierze podświadomy. Nie należę do pisarzy, którzy planują fabułę do ostatniego szczegółu zanim zabiorą się do pisania. Ja odkrywam moich bohaterów pisząc o nich, co często kończy się tym, że mam więcej materiału niż potrzebuję - i muszę dokonywać cięć. Zawsze bowiem zaczynam od bohaterów, jeżdżę też w miejsca, o których piszę - w przypadku "Dysonansu" do Nicei, Paryża, pałacu Krasińskich, Opinogóry. Dużo wtedy notuję - obserwuję jak układa się światło, jakie drzewa rosną w parku, jak głośno kraczą wrony. Potem powoli wszystko to przetwarzam.

Ewa Stachniak.html
Delfina Potocka sportretowana przez Ary Scheffera w 1845 roku podczas wspólnej sesji z udziałem Elizy Branickiej.

Przyznam, że przez lata miałam swoje wyobrażenie Delfiny Potockiej, najwyraźniej mylne. Prawdziwa dama zakończyłaby romans, kiedy Krasiński ożenił się z Elizą Branicką. Zresztą to właśnie Eliza napisała niegdyś o Potockiej chyba słusznie "charakter bezbarwny, niczym się nie wyróżniający". W pani książce Delfina jest nieco pastelowa. Czy takie było zamierzenie?

Nie jestem przekonana, czy zapisek Elizy Branickiej jest do końca zupełnie obiektywny. Trzeba pamiętać, że Delfina była żoną jej wuja, Mieczysława Potockiego, którego Eliza bardzo nie lubiła. Delfina, gdziekolwiek się pojawiała, czarowała, stawała się duszą każdego salonu. Eliza natomiast była poważną młodą kobietą, bardzo zasadniczą, która salony uważała za stratę czasu.

Wiemy, że życie prywatne Potockiej nie było pasmem sukcesów - okrutny mąż, martwe dzieci. Ale czy powodem nieudanego związku nie była może jej próżność?

Myślę, że nie. Wszystkie zapisy wskazują na to, że Mieczysław Potocki był postacią wyjątkowo negatywną. Zresztą jego druga żona uciekła od niego oskarżając go o próbę zamordowania ich dziecka. Został także wtrącony do więzienia przez cara, bo próbował komuś porwać żonę. Delfina wyszła za niego gdy była bardzo młoda i naiwna, przekonana, że w małżeństwie z Potockim będzie pięknie jak w bajce. Odczuła to bardzo boleśnie, zanim od niego uciekła. Kiedy rozpoczęła swój romantyczny związek z Zygmuntem Krasińskim była właściwie wolna, bo żyła w separacji z mężem, który parł do unieważnienia małżeństwa. Krasiński także nie miał już zobowiązań, bo zakończył związek z Joanną Bobrową. Oboje marzyli o miłości romantycznej, a trzeba pamiętać, że w konwencji romantycznej prawdziwa miłość musi być nieszczęśliwa. Ich miłość stała się wiec tak naprawdę miłością romantyczną w chwili, gdy w życiu Zygmunta pojawiła się Eliza Branicka. Warto przypomnieć, że poeta został do tego małżeństwa zmuszony przez ojca, który chciał go skoligacić z Branickimi. Także Eliza zdawała sobie sprawę, że to nie będzie łatwe małżeństwo, że Krasiński ma swoją wielką miłość w Delfinie. Uważała jednak, że kiedy złożą sobie przysięgę, miłość do Delfiny będzie jedynie platonicznym wspomnieniem. Na początku, tak jak starałam się to przedstawić w mojej powieści, wszystkie strony starały się wytrwać w tym układzie. Delfina broniła się przed tym swego rodzaju trójkątem uczuciowym aż do śmierci swojej matki w 1844 roku. Wówczas zabroniła nawet Krasińskiemu do siebie przyjechać. On przewrotnie napisał, że żona go namawia, by przybył. Oboje, jak wiemy, nie wytrwali długo w platonicznych postanowieniach. Delfina trochę z samotności a trochę z próżności. Może rozgrzeszała się myślą, że Eliza kupiła sobie męża milionami Branickich? Pod koniec mojej powieści Delfina odchodzi od Zygmunta, choć w rzeczywistości pełne rozstanie zajęło im trochę więcej czasu, kiedy Delfina znalazła się w dojrzałej relacji z owdowiałym malarzem Paulem Delarochem. Zaś kontrowersyjny pomysł wspólnego zamieszkania w Nicei (w dwóch sąsiednich willach) wyszedł od Krasińskiego. Uważał, że jeśli jego żona oświadczy światu, że jest przyjaciółką Delfiny, wtedy swobodnie będzie mógł dalej widywać kochankę.

Ewa Stachniak.html
Zygmunt Krasiński w stroju do konnej jazdy.

W "Dysonansie" to Zygmunt Krasiński jest klasycznym szwarccharakterem, który zdradza żonę a za jej pieniądze kupuje kochance podarunki. Skoro czuł, że nie kochał Elizy Branickiej w jaki celu się z nią ożenił?

Krasiński jest demiurgiem tego małego świata. Jest poetą romantycznym, kocha. W jego świecie miłość jest najważniejsza, ideały są najważniejsze zaś codzienność jest mało istotna. Jeśli oddamy życie wielkiej idei możemy podeptać rzeczywistość. Krasiński nie znając jeszcze ani Delfiny ani Elizy, pisał w listach do Reeva, że prawdopodobnie nigdy się nie ożeni, bo żona jest od cerowania skarpetek i podawania ziółek, kiedy jest się chorym. Małżeństwo, twierdził, zabija prawdziwą miłość. Jednak Eliza w końcu odniosła swoje zwycięstwo. Pod koniec życia poeta pisał w wierszu do żony: „A jednak wniwecz przemarniłem życie/Dlatego tylko, żem nie kochał ciebie.” Potrafił się do tego przyznać.

Skoro mowa o Branickiej najciekawsza część książki zaczyna się, moim zdaniem, w chwili kiedy pojawia się "ta trzecia", czyli właśnie żona Eliza. Początkowo wydaje się postacią mało interesującą, Delfina uważała ją za "niewydarzoną", ale potem staje się odważna i zaczyna podejmować samodzielne decyzje. Czy tak Pani planowała jej postać?

Chciałam uchwycić moment jej dojrzewania . Pierwotnie chciałam nawet, by cala akcja "Dysonansu" działa się tylko na przełomie lat 1845 i 1846 kiedy bohaterowie mieszkają razem w Nicei, ale nie było to możliwe. Bez części pierwszej, gdzie zarysowana jest romantyczna miłość Delfiny i Zygmunta w całej swojej filozoficznej i egzystencjalnej otoczce, trudno byłoby zrozumieć dalsze dzieje postaci. To jest książka o dysonansie – między miłością romantyczną a miłością rzeczywistą. I ta pierwsza musiała zaistnieć, by była ta druga. Próba życia tylko miłością romantyczną zakończyła się klęską. Mam wrażenie, że te dwie kobiety dużo się wzajemnie od siebie nauczyły. W przeciwieństwie do Zygmunta Krasińskiego, który na końcu książki przypomina siebie z tej pierwszej sceny w Neapolu.

Szkoda, że książka została przerwana na roku 1846. Finał romansu Krasińskiego z Potocką też był przecież frapujący. W chwili śmierci poety Delfina nie została wpuszczona do pokoju konającego na jego własne życzenie a żona pokazała jej jedynie oświadczenie lekarskie.

Nie wiemy dokładnie, co się wtedy stało. Wiele tych informacji pochodzi od osób niechętnych Delfinie. Inne osoby z ich otoczenia wspominały że kiedy Potocka cierpiała na raka piersi Eliza przychodziła do niej by zmieniać jej opatrunki. Z kolei kiedy Eliza Branicka wyszła za mąż za Józefa Krasińskiego, mężczyznę 12 lat młodszego od siebie, w oczach ówczesnej socjety Eliza zdradziła pamięć zmarłego męża a wtedy to Delfina była jedną z tych, którzy ją bronili twierdząc, że ma prawo do szczęścia.

Jest w "Dysonansie" niezwykłe stwierdzenie Elizy, kiedy pisze do Krasińskiego: Niczego mnie nie nauczyłeś i niczego mnie nie nauczysz. Brzmi to bardzo gorzko.

To autentyczne słowa Elizy zapisane w liście wysłanym do męża w kilka miesięcy po wydarzeniach rozgrywających się w książce. Kiedy po raz pierwszy przeczytałam ten list było dla mnie oczywiste, że musiała przeżyć coś wstrząsającego, by skierować tak gorzkie słowa do męża. Nie wiem, co się naprawdę stało - choć w mojej powieści pozwalam sobie przedstawić własną wersję zdarzeń. Cokolwiek to było, okazało się momentem przełomowym w jej życiu. A Krasiński cytował te słowa w listach do znajomych dodając, że żona zupełnie postradała zmysły. Naprawdę nie miał pojęcia, co przeżywała.

Ewa Stachniak.html
Eliza Branicka, żona Zygmunta Krasińskiego. Portret wykonany przez Ary Scheffera podczas wspólnej sesji z udziałem Delfiny Potockiej w 1845 roku.

W książce pojawia drugoplanowa, ale ciekawa postać Ary Scheffera, nadwornego portrecisty polskich romantyków w Paryżu. Wykonuje on w jednej ze scen portrety obu dam, ale większą uwagę poświęca Elizie niż zjawiskowo pięknej Delfinie, muzie artystów. Dlaczego?

Zygmunt Krasiński też się dziwił, że to właśnie Eliza intrygowała Scheffera bardziej niż Delfina. Że jego ukochany Scheffer był taki ślepy. Jak można było urodę Elizy stawiać ponad piękność Delfiny, pytał. Dlaczego? Może malarz widział niesprawiedliwość z jaką traktował Elizę jej mąż? Czytałam wiele razy opis pozowania, starannie oglądałam reprodukcje obu portretów. Delfina jest na nich raczej zadumana i oschła, podczas gdy Eliza wygląda na natchnioną i pełną niewinnego ciepła. Obrazy nie są najlepsze, ale bardzo intrygująco przedstawiają obie moje bohaterki.

Doskonale opisała Pani także paryskie środowisko, w jakim funkcjonują bohaterowie. Jest tam i curiosum w postaci gabinetu amerykańskiego dentysty, doktora Keepa. Czy to autentyczna postać i czy jego pokój rzeczywiście wyglądał jak zaczerpnięty z horroru - z kłami dzikich zwierząt i egipską mumią?

Eliza była u dentysty sześć godzin z Delfiną. Krasiński o tym pisze, ale nie podaje nazwiska lekarza. Wspomina jedynie, że był Amerykaninem. Zaintrygowana zaczęłam szperać. Znalazłam bardzo interesującą książkę na temat dentystów z tamtego okresu i dokładny opis paryskiego gabinetu stomatologicznego, z którego skorzystałam. Miałam też pamiętniki z epoki opisujące dokładnie przebieg wizyt u dentysty i wreszcie podręczniki dentystyczne. Nie wiem, jak miał na nazwisko autentyczny Amerykanin, u którego bywali hrabiostwo Krasińscy, więc nazwałam go sama i z autentycznych szczegółów odtworzyłam resztę sceny. Skorzystałam z listu Krasińskiego, który pisze do żony, że będąc u Amerykanina incognito opowiadał mu o nieszczęściach narodu polskiego z taką elokwencją, iż wzruszony lekarz nie wziął od niego pieniędzy. Krasiński nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Dręczony wyrzutami sumienia, że pozbawił lekarza należnego mu honorarium prosił żonę, by znalazła sposób na zapłacenie za wizytę.

W "Dysonansie" jest wreszcie subtelnie odmalowany portret Fryderyka Chopina. Wielu pisarzy nęciło, by pokazać salonowca. Pani sprawiła, że postać kompozytora wymyka się wszelkim opisom.

W mojej powieści Chopin jest duchem muzyki, nauczycielem, artystą który potwierdza talent Delfiny. Ma więc ważną rolę do spełnienia - jest przyjacielem który ostrzega ja przed marnotrawieniem talentu, przed życiem wypełnionym błahostkami. Bardzo podobała mi się książka "Chopin, powściągliwy romantyk" Adama Zamoyskiego i myślę, że ze wszystkich, które czytałam ta interpretacja postaci Chopina najbardziej mnie przekonała. Poza tym po raz kolejny sięgnęłam do źródeł. Czytałam listy Chopina. Chodziłam po paryskich ulicach związanych z Chopinem, czytałam fragmenty zapisków jego uczniów. Historię o czapce, którą kompozytor opowiada Delfinie, opisał w liście do rodziny.

Przez chwilę mamy też w powieści wspomnienie postaci Honoriusza Balzaca. Czy nie planowała Pani napisać o nim i jego związku z Eweliną Hańską?

Jeszcze nie, choć byli ciekawą parą. Ale na razie pracuję nad dwoma powieściami o Katarzynie Wielkiej i Stanisławie Poniatowskim, z których pierwsza ukaże się w Kanadzie w przyszłym roku. Realizację innych pomysłów na razie odłożyłam, choć wiele historii mnie intryguje i kusi bym się im bliżej przyjrzała.



          









Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Letnie Tanie Kinobranie - Młode życie /konkurs/ Film / Aktualności
Lato w pełni, a 11. Letnie Tanie Kinobranie jest już na półmetku. Mamy dla Was podwójne zaproszenie na jeden z seansów.
Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/ Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety!
Tagi