zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › 'Głód' w Narodowym Starym Teatrze: Dieta ŻM nie działa /recenzja spektaklu/

'Głód' w Narodowym Starym Teatrze: Dieta ŻM nie działa /recenzja spektaklu/

[wszystkie zdjęcia: Łukasz Badula, próba medialna]

Jak jeść, aby jeść mogli też inni? A może nie jeść w ogóle? Aneta Groszyńska pokazuje, że globalny problem głodu to coś więcej niż kwestia rozbuchanej konsumpcji.

Późny wieczór. Rynek Główny. Rozdawane na mrozie ulotki zachęcają do zjedzenia posiłku w którejś z restauracji. Ale po co gdzieś wchodzić, skoro można konsumować pod chmurką? Między budkami jarmarku świątecznego, gdzie roznoszą się zapachy grillowanego mięsa i grzanego wina. Jeść, nie umierać! A może nie jeść? No właśnie, kilkadziesiąt metrów dalej, na teatralnej scenie sytych mieszczuchów czeka mało smaczna niespodzianka. Spektakl, po którym kiełbaska może stanąć im w gardle. Tuż przed świętami, reżyserka Aneta Groszyńska funduje widzom niemałe wyzwanie. Szczerą do bólu refleksję nad tym, co w dużej mierze kształtuje ich byt - jedzeniu właśnie. Jedzeniu postrzeganym przez pryzmat i nadmiaru i niedoboru. Gdzie to drugie wcale nie miksuje się z tym pierwszym.

 

Porozmawiajmy o głodzie

"Głód" to spektakl niezwykle skromny, pozbawiony wszelkich fajerwerków inscenizacyjnych, ale potrzebny. Tak było zresztą też z wcześniejszym dziełem młodej reżyserki - "Zapolska Superstar". Zrealizowana w Wałbrzychu sztuka przywracała pamięć wywrotowemu dziedzictwu Gabrieli Zapolskiej, bazując niemal wyłącznie na ekspresji aktorskiej. W przypadku "Głodu" powraca koncepcja małego zespołu konfrontowanego z publicznością. Choć tym razem, temat jest bardziej obszerny i poważny. Chodzi w końcu o problem głodu na świecie. Adaptację książki, która otworzyła czytelnikom na paradoksy współczesnej ekonomii i handlu żywnością.

Reporterska publikacja Martina Caparrósa to miejscami oskarżycielska, a miejscami - uderzająca poczuciem bezsilności suma cywilizacyjna. Wyczerpujący opis świata, który nie potrafi stworzyć sensownej redystrybucji dóbr. Odpowiedzialny za adaptację Jan Czapliński oczywiście wybrał tylko kilka wątków dziennikarskiego śledztwa. Zrezygnował jednak z tego, co dla wielu inscenizatorów wydałoby się zapewne kuszące. Kto oczekuje oddolnej zbiórki żywności lub inicjowanej przez aktorów petycji do podpisania - nie ten adres. Na deskach Narodowego Starego Teatru nikt nikogo nie stawia pod ścianą. To prędzej kameralne spotkanie oparte na luźnej wymianie poglądów, które dają do myślenia.

 

Pomoc z kontenera

Groszyńska rozgrywa całość w scenerii kontenera pomocy humanitarnej, na którym wyświetlane są szokujące dane. Po jednej stronie - maksymalizacja zysków i olbrzymie ilości konsumowanego jedzenia, po drugiej - wysoka śmiertelność i nędza tych miejsc, które nierzadko są miejscem wytwarzania dóbr materialnych zachodu. Obsada odgrywa absurdalne scenki, które przede wszystkim starają się odpowiedzieć na pytanie: Jak pomóc?

Czy w ogóle pomoc jest możliwa? W spektaklu Groszyńskiej perspektywa człowieka zachodniej cywilizacji ściera się z barierą i komunikacyjną i dystrybucyjną. Nie wystarczy zastosować dietę ŻM. 1 procent podatku na głodujący trzeci świat to prędzej uspokojenie wyrzutu sumienia niż realna pomoc. W ślad za Caparrósem, Groszyńska uświadamia, iż problem dotyczy przede wszystkim struktury instytucjonalnej świata. Choćby dyktatu nowojorskiej giełdy towarowej, systemu kredytowania rolnictwa w biednych państwach czy monopolu Monsanto w zakresie rynku nasion. Ale przeszkodą są też absurdalne programy pomocowe, tak jak "cudowny baton dla trzeciego świata" - przedsięwzięcie tyleż humanitarne, co marketingowe. W spektaklu musi pojawić się także symbol pomocowej siłaczki - postać Matki Teresa z Kalkuty.

 

We are the world?

Wiedza przekazywana przez Caparrósa jest porażająca. Pewnie dlatego Groszyńska zamiast dokręcać śrubę, zdecydowanie ją luzuje. Teatralny "Głód" wypełniają przebojowe, niemal musicalowe utwory, opatrzone gorzkimi, satyrycznymi tekstami. Protest- song w stylu "We are the world" czy ballada o "zerach na ekranie komputera" są odpowiednio chwytliwe i wykonane z brawurowym wyczuciem konwencji. Nie tylko pod względem wokalnym znakomicie wypadają Katarzyna Krzanowska i Małgorzata Biela.

Jedyny rodzynek w żeńskim towarzystwie - Szymon Czacki otrzymał natomiast chyba najtrudniejsze zadanie w całej sztuce. Wypowiedzieć finalną puentę wobec panaceum wegetarianizmu. Zdanie o naturalnej selekcji, która niegdyś wszystko regulowała. Puenta cyniczna, ale chyba nadal głęboko zakorzeniona w zbiorowej podświadomości. Tymczasem Wesołych Świąt. Smacznego.

 

Premiera spektaklu odbyła się 17 grudnia na Nowej Scenie Narodowego Starego Teatru w Krakowie. 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Pomysł na spektakl bardzo ciekawy a jego wykonanie godne podziwu. Szkoda, że mimo obejrzenia go wielu widzów wyjdzie z teatru nie zastanawiając się głębiej nad jego sensem.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Witold Pyrkosz nie żyje Film / Aktualności
Był wybitnym aktorem teatralnym i filmowym, ale widzowie pokochali go przede wszystkim za role w serialach "Janosik" i "Alternatywy 4".
Roger Waters wydaje pierwszy solowy album od 25 lat
„Is This the Life We Really Want?” obejmuje 12 utworów i pojawi się już w maju!
Na co do kina? Szybcy i wściekli 8, Klient i Bikini Blue
13 premier w kinach! Co wybrać, a co sobie odpuścić? Podpowiadamy.
XII urodziny Mazowieckiego Teatru Muzycznego: koncertowo i z humorem 'Technologia jest Istotą': Człowiek kontra maszyna /relacja ze spektaklu/
Tagi