zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja
Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych

Iggy Pop odwiedza Francję i Nowy Orlean

Iggy Pop, Preliminaires.html
Iggy Pop, "Preliminaires". Astralwerks/ Virgin 2009.
Muzyk, który nie dorasta wraz ze swoimi słuchaczami, jest skończony - mawia mój znajomy. Cóż, w takim razie Iggy Pop dopiero się rozkręca.

Prawie pół wieku na scenie, a on nadal tryska energią, której mógłby pozazdrościć mu niejeden zbuntowany dzieciak. Mimo sześćdziesiątki na karku podczas koncertów zamienia się w dziką bestię: tańczy półnagi, miota się jak szalony, skacze w publiczność. Jest kwintesencją rock and rolla. Przeżył wszystko to, co najlepsze i to, co najgorsze w muzycznym biznesie. I przetrwał.

Iggy Pop mógłby przez resztę życia odcinać kupony od sukcesów, które odniósł już na początku kariery, na przełomie lat 60. i 70., z grupą The Stooges. Jeździć w trasy, grać wciąż te same przeboje, zarabiać łatwe pieniądze i mieć wszystko gdzieś. Ale - na szczęście dla swoich fanów - jego niespokojny duch wciąż każe mu nas zaskakiwać.

"Préliminaires", najnowsza solowa płyta Popa, to zaledwie trzydzieści sześć minut muzyki. Ale za to jakiej! W wywiadach poprzedzających jej premierę Iggy wspominał o swoich inspiracjach, z prozą Michela Houellebecqa na czele. Bez obaw jednak - nie ma na tym krążku chłodu, charakterystycznego dla twórczości autora "Cząstek elementarnych" i "Możliwości wyspy". Jest za to sporo ukłonów w stronę Francji i jej pieśniarskiej tradycji.

W 0twierającym album klasyku "Les feuilles mortes" śpiewający po francusku Pop brzmi niemal jak Serge Gainsbourg. Jego niski, zachrypnięty głos idealnie pasuje do delikatnej chanson, sprawiającej wrażenie, jakby została nagrana nie kilka miesięcy temu, a mniej więcej w połowie ubiegłego wieku. Podobnie - choć już po angielsku - jest m.in. w przypadku "How Insensitive".

Ale "Préliminaires" to nie tylko romantyczne spacery wzdłuż Sekwany. To także wędrówki po gorących rejonach delty Missisipi. Iggy nie rzucał słów na wiatr, wspominając niedawno, że ma już powyżej uszu gitarowego zgiełku. Teraz podobnego kopa dają mu wycieczki w stronę nowoorleańskiego jazzu (w "King Of The Dogs" brakuje chyba tylko Louisa Armstronga grającego na trąbce) i bluesa ("He's Dead/She's Alive"). Co ciekawe, wypada w nich równie wiarygodnie jak czterdzieści lat temu, kiedy wykrzykiwał ze Stooges teksty "No Fun" i "I Wanna Be Your Dog".

"Préliminaires", choć bywa zaskakujące, nie jest rewolucją - fani rozpoznają na nowej płycie znajome klimaty (delikatne "I Want To Go To The Beach" czy melorecytowane "A Machine For Loving" kojarzą się z wydanym w 1999 roku albumem "Avenue B"). To jednak żaden zarzut. Iggy Pop przeżył już wystarczająco dużo, by wiedzieć, że rewolucje, owszem, bywają efektowne, ale są domeną młodzieńczej naiwności. Hałaśliwy bunt zostawił więc następcom (m.in. swojej ulubienicy Peaches), a sam skupił się na muzyce. Efekty są więcej niż zadowalające.

 Iggy Pop, "King Of The Dogs" 
 


Napisz artykul
Artykuły powiązane
Komentarze
    Co jest grane ?
     
    Reklama
    Ostatnio dodane artykuły
    O Bajkach Misia Fisia + mini-wywiad z Fiszem Literatura / Recenzje
    Prostoty "Bajkom Misia Fisia" nie można odmówić. I właśnie to jest ich przewodnią siłą. Są zbiorem wieloznacznych spostrzeżeń, dotyczących...
    Fotografuj z kulturą cz. 8: Z lampą czy bez?
    Po krótkiej przerwie wracamy do naszego cyklu, w którym fotograf Dominki Peh zdradza tajniki robienia udanych zdjęć. Kiedy używać lampy, a...
    Boso do Afryki
    Czy roczne dziecko da się oswoić z teatrem? Oczywiście, pod warunkiem że zabierzemy się za to z wyczuciem i ze zrozumieniem natury malucha....
    Arsenał wystawami stoi Możdżer wciska Enter
    Tagi