Kraina łagodności Grizzly Bear
W anglosaskich serwisach muzycznych i branżowej prasie jak dotąd chyba nie pojawiła się negatywna recenzja płyty "Veckatimest". Najnowszy krążek kwartetu z Brooklynu - Grizzly Bear w "Rolling Stone", "Q" czy "Uncut" zyskał solidne cztery gwiazdki, zaś snobistyczny Pitchfork dał mu aż 9 na 10 punktów. Pozytywna i zgodna ocena albumu katapultuje nowojorski zespół wprost do poczekalni gwiazd alternatywnego rocka. Pytanie, jak prędko ją opuści?![]() |
| Okładka płyty/Warp-Sonic Records |
Cała muzyka Grizzly Bear rozgrywa się w ślimaczych tempach delikatnych do przesady balladowych pieśni. Kręgosłupem większości kompozycji są subtelne akordy gitary akustycznej. Zespół obudowuje je zdobniczymi aranżacjami, gdzie pojawia się pełna paleta instrumentów, także tych dętych. Drobiazgowo rozplanowane, polifoniczne partie wokalne nigdy nie wchodzą tu na agresywne rejestry. Nawet dramatyczne zawołania typu I Can't Get Out brzmią niczym fragmenty kołysanek.
Melancholijne, folkowe dźwięki w połączeniu z dopracowanymi harmoniami wokali czynią Grizzly Bear dłużnikami bardów pokroju Cata Stevensa, Nicka Drake'a czy Scotta Walkera. Ale kompozycje na "Veckatimest" to również odwołania do innych obszarów rockowej przeszłości. Nowojorski kwartet na pewno bez problemów odnalazłby się na początku lat 70. pośród zespołów typu Caravan czy Gentle Giant. Choć żaden z utworów nie przekracza tu 6 minut, to całkiem blisko im do niespiesznie rozwijających się suit o symfonicznym rozmachu wspomnianych outsiderów art rocka.
![]() |
| Grizzly Bear/myspace.com |
W katalogu brytyjskiej wytwórni Warp, Grizzly Bear są już drugim po Gang Gang Dance udanym transferem z Brooklynu, który odświeża ofertę tej kuźni elektronicznych brzmień. "Veckatimest" to płyta pod wieloma względami unikatowa, ale by w pełni docenić jej wysmakowaną zawartość, wcześniej należy się uodpornić. Głównie na manieryzmy nieco zniewieściałych wokali oraz kompletnie pozbawioną dynamiki tonację piosenek. Komuś, tęskniącemu za enklawami emfatycznej wrażliwości, "Veckatimest" na pewno jednak przyniesie moc wzruszeń i zagości na wysokiej pozycji osobistej playlisty.
Popularności Grizzly Bear w dużym stopniu przysłużył się gitarzysta Radiohead - Johnny Greenwood, który miał określić Nowojorczyków swoim ulubionym zespołem. Po "Veckatimest" podobne deklaracje ze strony muzyków sceny niezależnej będą nadal w dobrym tonie. Wątpliwe, by jednak wpłynęły na jakiś spektakularny sukces komercyjny. W przeciwieństwie np. do Animal Collective, Grizzly Bear nie znaleźli złotego środka, pozwalającego z ich twórczością dotrzeć do masowego odbiorcy. Jak tkwili, tak tkwią na swoim malutkim poletku krainy łagodności. I najlepiej, by tam pozostali.
PS. Zespół przed publikacją "Veckatimest" udostępnił całą zawartość płyty na swoim profilu MySpace, ale obecnie można tam wysłuchać wyłącznie wybranych utworów z albumu. Krążek w Polsce dystrybuuje Sonic Records.
|
Zobacz teledysk do "Two Weeks"
|
| Grizzly Bear, Two Weeks, 2009 |






