Zobacz listę gratisów, jakie mamy do rozdania! logowanierejestracja
MuzykaFilmLiteraturaTeatrPlastykaDesignWokół kulturyDebiutyGaleriePod naszym patronatem
Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych

Książki do eksperymentowania

Kto powiedział, że rozdziały powieści trzeba czytać jeden po drugim? W "Nieszczęsnych" B. S. Johnsona można swobodnie przestawiać ich kolejność i odkryć nowy sens. Tom "Sto tysiący miliardów wierszy" Raymonda Queneau dowodzi z kolei, że literatura i kombinatoryka mają wiele wspólnego. Dwie niezwykłe książki wydała korporacja ha!art, słynąca z tego, że promuje wszystko, co się nie opłaca.

Powieść w pudełku

B. S. Johnson, Nieszczęśni.html
B. S. Johnson, "Nieszczęśni". Przeł. Katarzyna Bazarnik. Korporacja ha!art 2008.
"Nieszczęśni" zmarłego 34 lata temu angielskiego pisarza Briana Stanleya Johnsona to powieść nietypowa. Nie tylko w treści, ale i formie. Całość została oryginalnie wydana (na wzór angielskiej edycji) w pudełku z zewnątrz łudząco podobnym do książki. W środku znajdujemy 27 zeszytów i instrukcję obsługi, co z nimi zrobić. Objaśnienie jest konieczne, bo autor założył, że tylko pierwszy i ostatni zeszyt (są zaznaczone) trzeba przeczytać wedle chronologii. Pozostałe 25 rozdziałów można mieszać, układając na nowo wedle własnego uznania.

Czy zaburza to rytm książki? Absolutnie nie, zamiast narzuconej nam w innych powieściach kolejności w "Nieszczęsnych" czytelnik dostaje niepowtarzalną możliwość samodzielnego ustawiania kolejności wątków, rozwijania narracji. Jak to możliwe? Pudełkowe (w Anglii nazywane "book-in-a-box") dzieło Johnsona jest rodzajem strumienia świadomości.

Nie bez powodu porównywano je z "Ulissesem" Jamesa Joyce'a. Tutaj także mamy dzień z życia bohatera (dziennikarza, który przyjeżdża do Nottingham, by zrelacjonować mecz) przedstawiony w formie strumienia świadomości rozmaitych wspomnień, obserwacji, refleksji o ludziach i miejscach z przeszłości czy teraźniejszości. Ale choć to w zamierzeniu powieść eksperymentalna, czyta się ją świetnie. Jest niezwykle poruszająca, a losy bohaterów zostały przez Johnsona oddane z wielką wrażliwością. Narracja ma bardzo osobisty charakter, zwłaszcza w momentach, w których mowa o zmarłym przyjacielu narratora (impulsem do napisania książki była śmierć Tony'ego Tillinghasta, przyjaciela Johnsona).

Zdania, podobnie jak u Joyce'a, bywają bardzo długie, jakby język chciał nadążyć za galopującym ciągiem myśli i skojarzeń. Nienowe (stosowane również przez innych pisarzy), ale jednak zaskakujące, są też przerwy oddzielające zdania w danym wersie tekstu, tzw. światło. Johnson stosuje je, jak wyjaśnia tłumaczka, w momentach, kiedy wzruszenie jest zbyt wielkie, by od razu kontynuować wątek.

"Nieszczęśni" to ewenement na rynku wydawniczym. Był nim zarówno za życia autora (którego nikt nie chciał publikować), jak i teraz. W latach sześćdziesiątych wymagania, jakie Johnson stawiał wydawnictwom, uważane były za niewykonalne i dziwaczne, ale dziś Anglicy przepraszają się z dziełami eksperymentatora. A Polacy poznają pierwsze z nich.

Sonet pocięty na paski

Raymond Queneau, Sto tysięcy miliardów wierszy.html
Raymond Queneau, "Sto tysięcy miliardów wierszy". Adaptacja Jan Gondowicz. Korporacja ha!art 2008.
O ile Johnson nie miał dotąd szczęścia do polskich wydawców, o tyle jego francuski kolega po fachu - Queneau - jest w Polsce znany za sprawą kilku książek, zwłaszcza "Zazie w metrze", czy niezwykłych "Ćwiczeń stylistycznych". W tej ostatniej zdecydował się na eksperyment bez pardonu. Opisał zwykłą sytuację (jazda miejskim autobusem) w 99 wariantach, używając bodaj wszystkich istniejących figur stylistycznych.

Ale też eksperymentowanie jest wpisane w literacką biografię Raymonda Queneau, bo Francuz był jednym z założycieli i członków grupy OuLiPo (Ouvroir de Littérature Potentielle czyli Warsztat Literatury Potencjalnej). Zrzeszeni w niej literaci chcieli, by tworzone przez nich teksty nie były odczytywane tylko na podstawowym poziomie, ale miały też wiele potencjalnych znaczeń. W tym celu opracowali własne metody.

Na ich wyżyny wspiął się Queneau, pisząc swój poemat "Sto tysięcy miliardów wierszy". Połączył w nim literaturę i zasady kombinatoryki. Podobno inspiracja wyszła z dziecięcej książeczki, w której kilka postaci było pociętych na kawałki i mały czytelnik bawił się, dobierając głowę od jednej postaci do - na przykład - nóg innej.

W środku zaadaptowanej właśnie na polski przez Jana Gondowicza książki mamy dziesięć sonetów (budowa 2 x 4 wersy plus 2 x 3 wersy). Każdy wers kolejnego sonetu znajduje się na osobnym pasku. Queneau napisał wszystkie tak, że możemy dowolnie żonglować wersami z różnych sonetów i łączyć je w całość, która - zapewniam - będzie miała sens. Mało tego, już obliczono, że aby przeczytać wszystkie kombinacje sonetowe Queneau (sam sprawdził, że będzie to sto tysięcy miliardów wierszy) potrzeba aż 200 milionów lat! Czytanie i odliczanie Francuzi zaczęli już czterdzieści siedem lat temu, w dniu premiery książki. Teraz możemy do nich dołączyć.



Napisz artykul
Artykuły powiązane

Komentarze doKsiążki do eksperymentowania Skomentuj artykuł

Tytuł:
Komentarz:
Autor: E-mail:
Przepisz kod: kod captcha ...tutaj:
Brak komentarzy w artykule
Co jest grane ?
 
Reklama Wideo
Uwaga! Twoja przegladarka ma wylaczony JavaScript albo nie obsluguje Flash, uaktualnij przegladarke by moc ogladac film!
Bilety online
Zamów bilety online
Ostatnio dodane artykuły
Alexandre Tharaud: Chopinista bez właściwości? Muzyka / Recenzje
Francuski pianista Alexandre Tharaud nagrał właśnie płytę, na której dał wyraz swojej miłości do muzyki Chopina wybierając swojego ulubione...
Upiór w operze: Sequel musicalu już na CD
Andrew Lloyd Webber i tak długo zwlekał ze skomponowaniem kontynuacji swojego wielkiego przeboju. Premiera "Love Never Dies" odbyła się 9...
Ryszard Krynicki w Poznaniu
Jeden z najwybitniejszych obecnie poetów przez dwa dni wróci do miasta, w którym zaczęła się . W Poznaniu wtgłosi wykład i spotka się...
Jubileusz Teatru Ósmego Dnia Autobiografia Tomasza Stańki w maju
Reklama
Tagi