zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plPlastykaArtykuły › Lorne Liesenfeld: Cicha obecność Fotografii

Lorne Liesenfeld: Cicha obecność Fotografii

Łączy projekty komercyjne z artystycznym poszukiwaniem głębi i odkrywaniem swoistej filozofii Fotografii. Rozmawiamy z fotografem i wykładowcą Lorne Liesenfeldem.


Karolina Gontarek: Niedawno ukazała się twoja książka - "Cicha obecność Fotografii". Skąd potrzeba pisania o fotografii?

.html
 Okładka książki/Uni-Druk

Lorne Liesenfeld: Zacząłem pisać o Fotografii, ponieważ nie mogłem inaczej! Przez wiele lat fotografowałem awangardową biżuterię, miałem małe studio w Mediolanie, ale też podróżowałem do Niemiec i Szwajcarii, aby fotografować na miejscu. Ze względu na ogromną wartość przedmiotów wysyłka pocztą albo kurierem nie wchodziła w grę. W pewnym momencie, może z powodu nauczania Fotografii wielkoformatowej – we Włoszech wykładałem technikę Fotografii wielkoformatowej – zacząłem więcej myśleć o tym, jak Fotografia jest budowana, co to w ogóle jest Fotografia, jak działa proces powstania zdjęcia, a przede wszystkim, czy jest różnica między Fotografią a obrazem cyfrowym. Zacząłem analizować zdjęcia innych fotografów, których lubię, zadając sobie pytanie, dlaczego ich lubię. I tak zacząłem pisać, głównie po niemiecku, ale też po angielsku. Potem teksty były tłumaczone i opracowane po polsku.  

 

Do kogo adresowana jest twoja książka? Kto powinien po nią sięgnąć?

Kiedy piszesz, czasami masz już w głowie tych, których wyobrażasz sobie, że będą czytać książkę, tych odbiorców. Dla mnie byli to moi studenci, więc grupa ludzi, którzy już trochę wiedzą o powstaniu zdjęcia, grupa, która ma ogromną ochotę więcej o tym wiedzieć, która nie boi się czytać kilkakrotnie jedno zdanie, aż się rozumie, o co chodzi. Nie jest to lektura do metra! Jednak bardzo się starałem pisać w sposób czytelny, raczej w prostym, dziennikarskim stylu, żeby nie brzmiało jak praca magisterska. Myślę, że również zawodowy fotograf, albo kochający amator, dzięki lekturze zacznie trochę inaczej patrzeć na Fotografię.


W książce oddzielasz "Ja fotografa" od "Ja Fotografii". Czemu służy to rozróżnienie?

Właśnie. Podczas pracy z różnymi aparatami, formatami i filmami zacząłem rozumieć, że Fotografia ma własny charakter, ma swój sposób patrzenia na świat, nawet swoją filozofię. Czasami bardzo daleko od fotografa. Zacząłem traktować Fotografię jakby miała własne „Ja”. Jest to podstawowy pomysł tej książki. Zacząłem analizować różne aspekty Fotografii jak np. widzenie, realizm, czas, pamięć, jak są postrzegane przez Ja Fotografii i Ja fotografa. Myślę, że to pomoże fotografom lepiej zrozumieć cały proces Fotografii i powstawania zdjęcia.

 

Nie zgadzasz się z powszechnym przekonaniem, że aparat jest tylko narzędziem fotografa. Piszesz, że kiedy fotograf znajduje "swój aparat", następuje prawdziwa symbioza. Ty znalazłeś swój aparat?

.html
Zdjęcie z cyklu "Chleb"/dziękiuprzejmości autora

Nie zawsze jest tak, że Fotografia służy fotografom, ale przeciwnie, fotograf musi się dopasować do Fotografii, aby w pełni ją rozumieć. Aparat to więcej niż narzędzie. Jest przedłużeniem wyobraźni fotografa. Ale aby naprawdę tak było, najpierw musi być między nimi symbioza. Na początku lat 40tych Bill Brandt znalazł u kramarza w Londynie stary aparat wielkoformatowe na statywie i zaczął swoją słynną serię aktów. W tej serii jest bardzo widoczne, że tylko ten aparat mógł wykonywać tak optycznie zdeformowane zdjęcia. Otwór obiektywu szerokokątnego był tak malutki, że Brandt ledwo coś widział na matówce. Każde zdjęcie było niespodzianką! Przez wiele lat Brandt fotografował akty w pomieszczeniu tylko tym aparatem. Powoli, powoli poznał aparat i razem tworzyli niesamowite zdjęcia. Była to symbioza w najczystszej formie. Ja nie znalazłem "mojego" aparatu, ale staram się dopasowywać swoje myśli do określonego aparatu. Biżuterię robiłem tylko wielkoformatowym aparatem na slajdy 4x5 cali. Kolorowe portrety lubię robić moim starym Leicaflexem z optyką z 1965 roku ze względu na niesamowitą plastykę. Czarnobiałe portrety natomiast innymi aparatami, bo czuję, że to do nich pasuje i że chcą robić takie zdjęcia.

 

Starasz się nie wartościować Fotografii ze względu na jej kategorie: ilustracyjną, reportażową, reklamową, konceptualną. Jednak, jeśli dobrze rozumiem, uważasz, że mniej cenne są zdjęcia cyfrowe i "zmanipulowane", bo to autentyczność nadaje zdjęciom wartość. Idziesz dalej - najgorsze są "Obrazy doskonałe" – w najpiękniejszych barwach, w najkorzystniejszym świetle, bo istnieją tylko na zdjęciu.  Dość radykalna teza jak na fotografa publikującego w "Vogue”.

Ujęcia z cyfrowego aparatu albo bardzo opracowane zdjęcia nie są mniej wartościowe. Nie o to mi chodzi. Fotograf sam decyduje, co dla niego jest ważne i ma wartość. Jednak moje zdjęcia reklamowe biżuterii, kamieni szlachetnych i zegarków, które ukazywały się we włoskiej i niemieckiej edycji "Vogue” i w czasopismach branżowych, mają jedną wspólną cechę: żadnej manipulacji po naciśnięciu migawki! Godzinami aranżowałem przedmioty aż do punktu kompletnej harmonii na matówce. Dopiero wtedy robiłem zdjęcie. Slajd był publikowany tak, jak było, tak, jak go widziałem na matówce. Jest więc autentyczny, bo ta harmonia naprawdę istniała, może tylko przez pół godziny, a potem znikała i było następne zdjęcie, ale nic nie było wymyślone, jak dziś, przez komputer. W latach 90tych w Fotografii jeszcze nie pracowaliśmy komputerami.

Takie "Obrazy doskonale”, jak je nazywam, nie są gorsze. Pytanie jednak, czy fotograf zawsze musi ingerować, aby je otrzymać, jakby tylko perfekcja miała wartość. Każdy dzień, każde światło ma wartość. Fotografia powinna być doskonałym dowodem życia, a nie dowodem umiejętności pracy w ciemni. Niektórzy fotografowie właśnie tam zaczynają kreować coś, czego w rzeczywistości nie wiedzieli. Z takimi zdjęciami mam problem.

 

Jakie zatem są cechy dobrego zdjęcia?

Dla Ja fotografa dobre zdjęcie to zwykle takie, w którym czuć empatię fotografa. Może być zaaranżowane, inscenizowane albo bez żadnej ingerencji fotografa.  Dla Ja Fotografii natomiast, zdjęcie jest dobre, ponieważ powstało. Kompozycja może być udana lub nie, ale jeśli zdjęcie może pomóc zapobiec atakowi terrorystycznemu, no to chyba też było dobre zdjęcie, prawda? W takim wypadku nie ma znaczenia, kto je robił; ważne jest, że istnieje.


A jakie są cechy dobrego fotografa?

Dobry fotograf to ten, który spełni wymagania klienta, jeśli jest fotografem reklamowym. Ten, który jest w stanie stworzyć odpowiednią atmosferę, jeśli pracuje z ludźmi. Ale przede wszystkim ten, który jest w stanie wywoływać nowe, wspaniale obrazy w wyobraźni odbiorcy. To jest celem każdej fotografii czy reklamowej, czy reportażowej, czy tak znanej – artystycznej.

 

Do 23 czerwca w Leica Gallery w Warszawie można oglądać wystawę zdjęć Vivian Maier, z formalnego punktu widzenia – amatorki, która nigdy nie uczyła się fotografować. Większości negatywów nawet nie wywołała. Kiedy przypadkiem odkryto jej zbiory, krytycy się zachwycili. W kontekście takich samorodnych talentów pojawia się pytanie czy w ogóle można nauczyć się fotografować?

.html
 Blancpain Sport 2100/dzięki uprzejmości artysty

Słyszałem o niej. Cudownie, jak ktoś odkrywa na raz cały dorobek fotografa! Wielu fotografów jest samoukami. Właśnie w Fotografii jest to wielka tradycja. Każdy może zrobić zdjęcie, które może zmienić świat! Bez żadnej wiedzy o kompozycji, kolorach, o niczym. Nie jak w malarstwie albo w muzyce, gdzie latami trzeba uczyć się opanować technikę albo instrument. I to bardzo dobrze. Jednak szkoła na pewno przyczynia się do symbiozy nie tylko z aparatem, ale z samą Fotografią, z jej historią, z filozofią i przekonaniami różnych fotografów. Szkoła buduje intensywną atmosferę wokół Fotografii, można tam poznać wspaniałych wykładowców, wspaniałych uczniów. Ale wszyscy wiemy, że opanowanie przepisów czyni dobrego szefa kuchni! W końcu tylko miłość decyduje o pasji, a pasja z kolei jest dobrym początkiem do doskonalenia.

 

Uczysz w Warszawskiej Szkole Fotografii, prowadzisz warsztaty. Czego Ciebie uczą Twoi studenci?

Uczą mnie być skromnym człowiekiem. Że to, co ja powiem jest tylko małą częścią tego, co jest ważne w życiu, że mogę mieć rację, ale nie muszę.  Ciągle się rewiduje własne poglądy. Kto ma uczniów, jest szczęściarzem.  

 

Jakie są Twoje najbliższe plany? Pracujesz nad jakimś projektem?

Piszę dalej. Chcę pogłębiać temat dokumentu. Mam już dużo materiału. Fotografia jest niekończącą się przygodą! A co do zdjęć, może wreszcie kupuję sobie aparat cyfrowego? Ale trochę się boję, bo każdy, kto robi ujęcie cyfrowe, zaprzepaszcza historyczną szansę bycia częścią tej wielkiej historii Fotografii.

 

Książkę "Cicha obecność Fotografii” można kupić w Domu Spotkań z Historią, księgarni Muzeum Sztuki Nowoczesnej oraz w Księgarni "Stentor” na warszawskich Kabatach.


Lorne Carl Liesenfeld urodził się w Kanadzie. Studiował fotografię wielkoformatową w prestiżowym Istituto Europeo di Design w Rzymie. W 1988 roku w tej samej szkole podjął pracę jako wykładowca. Potem wykładał w Istituto Superiore di Fotografia oraz w mediolańskim Istituto Italiano di Fotografia. Następnie pracował jako fotograf biżuterii awangardowej dla międzynarodowych magazynów. W Polsce prowadzi warsztat Fotografii wielkoformatowej w Warszawskiej Szkole Fotografii. Autor książki "Cicha obecność Fotografii”.  





Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Osobiscie zamiast czytac o fotografii,zdecydowanie bardziej wole ja ogladac.Jednak dla osob interesujacych sie ta dziedzina,taka ksiazka moze przyniesc wiele materialow do praktycznego wykorzystania i przemyslen.

  • Też nie czytam o fotografii, ale z wielką przyjemnością oglądam prace innych. Potrafię wpatrywać się godzinami :) Książka pewnie przypadnie do gustu miłośnikom chodzenia z aparatem w ręku :)

  • Nie rozstaję się z aparatem, więc ta książka jak najbardziej mnie zainteresowała. W wolnym czasie sięgnę po nią.

  • A ja kupiłem i przeczytałem tę książkę, bo LORNE to jeden z najlepszych nauczycieli fotografii na świecie!

  • czytanie o fotografii jest moim zdaniem czasem nużące, ale stanowi świetne dopełnienie tematu - polecam szczegolnie pozycje Susan Sontag "O fotografii", fajnie sie to czyta :)

  • Zdjęcie z cyklu "Chleb" - niesamowite !!!

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety! Muzyka / Aktualności
Niezwykła teatralno- muzyczna instalacja, której brzmienie nadaje sama publiczność! Mamy podwójne zaproszenie na spotkanie z Domem Dźwięku w...
Bulwar(t) nad Zalewem Nowohuckim. Lato pod znakiem kultury i rekreacji
W Nowej Hucie wakacje zaczynają się już teraz! Już 9 czerwca rusza wielki plenerowy maraton wydarzeń. 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora,...
Obraz Matejki sprzedany za ponad trzy i pół miliona złotych. Nowy rekord polskiego rynku sztuki!
Takiej licytacji nie było od lat. Na Aukcji Sztuki Dawnej w DESA Unicum obraz "Zabicie Wapowskiego” Jana Matejki zyskał rekordową sumę.
Festiwal Miłosza w Krakowie. Zacznij od swoich ulic! /zdjęcia/ We Wear Culture - największa wirtualna wystawa poświęcona modzie!
Tagi