Massive Attack sięga po sprawdzone patenty
To dopiero początek 2010 roku, a Massive Attack zaliczyli już jeden z najbardziej oczekiwanych krążków dekady. Zainteresowanie kondycją bristolskiej formacji podsycały regularne przecieki na temat postępów w realizowaniu płyty. A to pojawiały się mniej lub bardziej wiarygodne wiadomości, że w nagraniach weźmie udział sam Mike Patton czy Elizabeth Fraser znana już ze współpracy z zespołem przy okazji "Mezzanine", a to do sieci trafił ekscentryczny ni to dokument, ni to teledysk z 73-letnią aktorką porno Georginą Spelvin i kawałkiem "Paradise Circus". Apetyty wygłodniałych fanów triphopowej estetyki potwierdzał dodatkowo fakt, że materiał tak właściwie krąży już nielegalnie po sieci od miesiąca.
| Massive Attack, "Heligoland" |
Ich najnowsze dzieło otwiera duszna kompozycja "Pray For Rain" z dość niespodziewanym udziałem Tunde Adebimpa z TV On The Radio. Rozpoczynający się leniwym rytmem, w towarzystwie oszczędnych elektronicznych ozdobników i dźwięków fortepianu utwór nie pozostawia złudzeń - to wciąż stare dobre Massive Attack. Charakterystyczny wokal Adebimpa do estetyki serwowanej przez Roberta Del Naja i Granta Marshalla pasuje jak ulał i aż dziw, że panowie spotkali się dopiero teraz. Zresztą wielkich nazwisk jest tutaj znacznie więcej. Na płycie udziela się Martina Topley Bird znana ze współpracy z Trickym (jej wokal snuje się na tle połamanego "Babel"), w singlowym "Splitting the Atom" można usłyszeć starego znajomego grupy Horace Andy'ego. Czarnoskóry wokalista pojawia się w jeszcze jednej kompozycji, być może najmocniejszej na tej płycie, "Girl I Love You", która powala pulsującym rytmem i hipnotyczną perkusją przywodzącą skojarzenia bardziej z "100th Window" niż zdaniem znakomitej większości jednym z najlepszych w ich dorobku gitarowym "Mezzanine".
![]() |
| Kadr z filmu promującego krążek - na zdjęciu młoda Georgina Spelvin |
Plejada zaproszonych przez Massive Attack gości robi wrażenie, starannie dobierani wokaliści zawsze byli mocną stroną triphopowej ekipy, ale to produkcja pozostaje największym atutem krążka. "Heligoland" od początku do końca brzmi perfekcyjnie - monotonnie wystukiwanym podkładom rytmicznym towarzyszą przestrzenne elektroniczne pejzaże, misternie obudowujące całe kompozycje. Najlepszym dowodem tej przemyślanej konstrukcji jest finałowy kawałek, niemal dziesięciominutowy "Atlas Air", gdzie elektroniczne minimalistyczne brzmienie nabiera iście epickiego rozmachu.
A jednak czegoś tej płycie brakuje. Jak na dzieło, na które fani musieli czekać siedem lat, wydawałoby się, że faktycznie dojdzie do zmasowanego ataku ze strony wykonawców, którzy przed prawie dwudziestoma laty na nowo zdefiniowali muzykę i przetarli szlaki całej masie współczesnych elektronicznych producentów - czego żywym dowodem jest bijąca obecnie rekordy popularności brytyjska scena dubstepowa. Nic z tego. Panowie z Massive Attack sięgnęli po sprawdzone patenty i jeśli ktoś oczekiwał po ich najnowszej propozycji rewolucji, ma prawo poczuć się zawiedziony. Cała reszta jednak może sięgnąć po ten krążek bez większych obaw, bo, mimo wszystko, płyty nagrywane z taką dbałością o szczegóły i umiejętnością budowania nastrojów (nie tylko w dyskografii samych zainteresowanych) nie zdarzają się zbyt często.
przesłuchaj płyty w ostatnim odcinku Kultury OnCastu tutaj
|
Zobacz najnowsze video do utworu "Flat Of The Blade"
|
| Massive Attack, 2010 |
Napisz artykul








