Metallica nie zardzewiała
![]() |
| James Hetfield/fot. Flowkey/Creative Commons Attribution ShareAlike |
Panowie James Hetfield i spółka gościli w Polsce już szósty raz. Chorzowski występ zainaugurował ich europejska trasę, oczekiwania były więc ogromne. Koncert rozpoczął się punktualnie, od występu grupy Mnemic. Ciekawa odmiana progresywnego metalu, trochę przypominająca dokonania skandynawskiego Meshuggah. Po niej na scenę wkroczył Machine Head, który początkowo walczył z kiepskim nagłośnieniem, ale jakoś dobrnął do końca.
Równo o 21 pojawili się oni - zespół-legenda i instytucja, od ponad 25 lat w prawie niezmienionym składzie. Zaczęli od intro, "Ecstasy of Gold" z repertuaru Ennio Morricone. Spektakl wystartował. Trzy ogromne ekrany, dwupiętrowa scena, z dwoma rampami bocznymi, po których biegał niestrudzony James Hetfield. Wrażenia akustyczno-wizualne -niesamowite.
Już pierwszy utwór, "Creeping Death" z płyty "Ride the Lightning", wprowadził 60 tysięcy fanów w stan ekstazy. A później było jeszcze lepiej. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Metallica nie sięgnęła po utwory z najnowszych płyt. Zabrzmiały za to kolejne utwory z "Ride The Lightning", "Master of Puppets", "…and justice for all". Pojawił się również surowy "Whiplash" z płyty "Kill'em all" wydanej w 1983 roku.
Wszystko to przeplatane przekomarzaniem się Hetfielda z publicznością i przezabawnymi minami Larsa Ulricha. Jest już standardem, że Metallica potrafi nawiązać wspaniały kontakt z publiką i fani w Chorzowie nie byli tu wyjątkiem. Dlatego też Hetfield i koledzy mieli do pomocy cały stadion gardeł śpiewających wszystkie, bez wyjątku, utwory. A jak brzmi refren "Master of Puppets" w wykonaniu Metalliki i sześćdziesięciotysięcznej rzeszy fanów? Odpowiedź jest zbędna - to po prostu trzeba przeżyć samemu.
Kulminacyjnym momentem był antywojenny manifest "One", który poprzedził huk petard, rac, sztucznych ogni i odgłosów kanonady. Główna część koncertu zakończyła się żywiołowym "Enter Sandman". Oczywiste było, że bez bisów się nie obejdzie. Na dodatkowe utwory Metallica wybrała starsze kompozycje, takie jak "Seek and Destroy" czy "So What", chcąc chyba ostatecznie zmęczyć publiczność. Ale prawdziwi fani metalu są niezniszczalni i cały stadion domagał się więcej.
Niestety, wszystko, co dobre, musi się kiedyś skończyć - James, Lars, Kirk i Robert pożegnali polską publiczność zapowiedziami kolejnej wizyty w Polsce przy okazji promocji nowej płyty. Trzymamy za słowo, bo ten dwugodzinny spektakl pokazał jednoznacznie, że metal w wykonaniu panów z Metalliki nie zardzewiał ani trochę.
Napisz artykul







