zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plFilmArtykuły › Moonlight: Chłopaki z sąsiedztwa Liberty Square /patronat/

Moonlight: Chłopaki z sąsiedztwa Liberty Square /patronat/

 fot. Solopan

Film "Moonlight" Barry'ego Jenkinsa to cichy faworyt tegorocznej ceremonii Oscarów. Nawet, jeśli nie zgarnie żadnej statuetki, pozostanie przykładem artystycznego zwycięstwa. Wbrew trudnej tematyce i ograniczeniom budżetowym.

"In Moonlight Black Boys Look Blue" - tytuł sztuki Tarella Alvina McCraney'a jest tyleż absurdalny, co dwuznaczny. Dotyka kwestii rasowych i zarazem niesie określony emocjonalny przekaz. Bo też  "feeling blue" to uczucie nieobce głównemu bohaterowi. Jest nim zaś Chiron - alter-ego autora, którego do napisania skromnej sztuki zainspirowała śmierć matki. Ze skromnej sztuki powstał później scenariusz skromnego filmu. Filmu, który podbił serca krytyków za oceanem i ma spore szanse na rozbicie w tym roku Oscarowego banku.

 

Welcome to Miami...

Dzieło McCraney'a stanowi oryginalną próbę rozliczenia się z własną przeszłością. Autor spisał osobiste świadectwo czarnoskórego nastolatka, który dorasta w Liberty Square - zamieszkałej przez Afroamerykanów biednej dzielnicy Miami. Sztuka porusza takie tematy jak uzależnienie od narkotyków, odkrywanie homoseksualnej orientacji czy przestępczość wśród młodzieży. McCarney nie spodziewał się jednak, iż ta osobista, kameralna historia zainspiruje przełomowy film.

 fot. Solopan

O "Moonlight" nie bez racji mówi się jako najważniejszym od "Hej, skarbie" dziele afroamerykańskiej kinematografii. Film Barry'ego Jenkinsa pokazuje brutalną codzienność czarnoskórych bohaterów przez pryzmat silnie autorskiej wizji. To jedno z tych off-owych dzieł, które cechuje szczególny rozmach. W zakresie i ukazywanej perspektywy czasowej i technicznej obróbki materiału. Powstawaniu filmu towarzyszyła zarazem niezwykła determinacja twórcza.  

 

Stevie Wonder i maszyna czasu

Dobiegający 40-tki Jenkins jeszcze kilkanaście miesięcy temu mógł uchodzić za niespełniony talent off-owego kina.  W 2008 roku zabłysnął fabułą "Medicine for Melancholy". Romantyczny komediodramat zyskał uznanie tak wpływowych krytyków jak Roger Ebert i był pokazywany na festiwalach filmowych całego świata (m.in. Off Plus Camera w Krakowie).

 

 

Po błyskotliwym debiucie, Jenkins chciał nakręcić coś równie wyjątkowego. Planował film o Stevie'm Wonderze i maszynie czasu oraz ekranizację powieści Jamesa Baldwina. Oba scenariusze nigdy nie zyskały zielonego światła. Jenkins musiał na chwilę zrezygnować z kariery w przemyśle filmowym. Założył małą agencję reklamową i dorabiał sobie jako... cieśla. W 2011 roku nakręcił krótkometrażówkę, by potem podjąć współpracę ze stacją HBO. Był tam jednym z wielu "szeregowych" scenarzystów. Kiedy wydawało się, iż pozostanie "gwiazdą jednego filmowego przeboju", producentka Adele Romanski zwróciła mu uwagę na pewną zapomnianą sztukę teatralną. Jenkins poczuł, iż wreszcie trafił na odpowiedni dla siebie temat.

 

Osobiste spojrzenie

Nie trudno zorientować się, co zafascynowało reżysera. Jenkins podobnie jak McCraney dorastał w Liberty Square. Analogicznie do dramaturga zmagał się z narkotykowym nałogiem własnej matki, która go wcześniej porzuciła. Wiele sytuacji opisanych w sztuce  znał z autopsji. To był idealny materiał na osobisty film. Lecz Jenkins nie chciał rezygnować z oryginalnego przekazu pierwowzoru. Zachował większość wątków dotyczących dramaturga, m.in. te poświęcone kluczowej dla narracji kwestii homoseksualizmowi.

 fot. Solopan

Scenariusz filmu porządkuje historię młodego Chirona na trzy odrębne życiowe etapy. Akcja koncentruje się głównie na jego relacjach z przyjacielem z dzieciństwa - Kevinem. To burzliwy związek, który z biegiem lat nabiera cech uczuciowej i erotycznej fascynacji. Ważnym punktem odniesienia staje się oczywiście wątek wspomnianej matki- narkomanki.

 fot. Solopan

Jenkins z pełną premedytacją odrzucił typową dla kina off-owego zgrzebność. Zamiast dokumentalnej optyki "tu i teraz", zaproponował spojrzenie rozciągnięte w czasie. Przypominające nieco słynnych "Chłopaków z sąsiedztwa" Singletona. Tyle, że Jenkins miał dysponować mało gwiazdorską obsadą oraz wyjątkowo małym budżetem.

 

Asystentka Jamesa Bonda w obsadzie

"Moonlight" powstał za sumę 5 milionów dolarów. Zdjęcia kręcono w autentycznych plenerach Liberty Square. Dzięki temu, iż Jenkins znał dzielnicę jak własną kieszeń, mógł przekonać okolicznych mieszkańców do wspierania projektu i nieprzeszkadzania mu na planie. Dla wielu była to nobilitacja. Tej części Miami nie pokazywano dotąd w żadnym dużym filmie.

 fot. Solopan

Do ról Chirona i Kevina Jenkins zaangażował po trzech aktorów w różnym wieku. Zabiegał jednak o to, aby nie spotkali się razem na planie i nie sugerowali style gry swojego młodszego lub starszego odpowiednika. Największe filmowe doświadczenie prezentowali tu odtwórcy "dorosłych" bohaterów - Trevante Rhodes oraz Andre Holland. 

Tak jak przy wspomnianym "Hej, Skarbie", Jenkins zatrudnił również bardziej znane postaci afroamerykańskiej popkultury. W rolę matki Chirona wciela się zatem Naomie Harris, znana m.in. z  ostatnich filmów o Bondzie (gra tam pierwszą w historii serii czarnoskórą Moneypenny). Postać żony dilera narkotykowego odtwarza natomiast wokalistka i kompozytorka R'n'B - Janelle Monáe.

 

 

W szranki z La La Land

"Moonlight" zachwycił krytyków nie tylko surowymi realiami i sugestywnym aktorstwem. Jenkins bardzo świadomie kształtuje również formalną oprawę swojego dzieła. Każdą z trzech części filmu charakteryzuje inna koncepcja kolorystyczna. Jej styl nawiązuje do konkretnej faktury fotograficznej danego okresu (od FujiFilm do Kodaka). Razem z operatorem Jamesem Laxtonem, Jenkins wykreował dość nietypową jak na dramat społeczny konwencję wizualną. Cyfrowe, dopracowane ujęcia wnoszą do filmu nieco poetyckiej, a chwilami i onirycznej nastrojowości.

Dzieło Jenkinsa ma spore szanse wyjść poza obręb autorskiego, niezależnego kina. O wielkiej sile oddziaływania filmu przekonała  ceremonia Złotych Globów. "Moonlight" zyskał tam najwięcej obok "La La Land" nominacji. Ostatecznie zgarnął najważniejszą ze statuetek - dla najlepszego dramatu. Amerykańska Akademia Filmowa również nie limitowała się pod względem liczby nominacji dla "Moonlight". Fabuła Jenkinsa ma szanse aż na 8 statuetek Oscarów. Czy zdobędzie chociaż jedną? Nawet jeśli nie, Jenkins pozostaje wygrany.

 

Film wchodzi do ekrany polskich kin 17 lutego. Dystrybutorem jest Solopan.

 

Portal Kulturaonline.pl jest jednym z patronów medialnych filmu w Polsce.    

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Skoro w filmie wyrezyserowanym przez Barry'ego Jenkinsa,glowne role graja czarnoskorzy aktorzy,to jezeli "Moonlight" nie otrzyma Oscara,to znowu podniosa sie glosy o rasizmie osob przyznajacych te nagrody.

  • "Moonlight" to ciekawa opowieść trzyaktowa o trudnych poszukiwaniach własnego ego, miłości i odkrywaniu własnej tożsamości, nawet gdy okaże się ona nie do zaakceptowania w miejscu gdzie mieszkają i skąd pochodzą bohaterowie filmu.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety! Muzyka / Aktualności
Niezwykła teatralno- muzyczna instalacja, której brzmienie nadaje sama publiczność! Mamy podwójne zaproszenie na spotkanie z Domem Dźwięku w...
Bulwar(t) nad Zalewem Nowohuckim. Lato pod znakiem kultury i rekreacji
W Nowej Hucie wakacje zaczynają się już teraz! Już 9 czerwca rusza wielki plenerowy maraton wydarzeń. 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora,...
Obraz Matejki sprzedany za ponad trzy i pół miliona złotych. Nowy rekord polskiego rynku sztuki!
Takiej licytacji nie było od lat. Na Aukcji Sztuki Dawnej w DESA Unicum obraz "Zabicie Wapowskiego” Jana Matejki zyskał rekordową sumę.
Festiwal Miłosza w Krakowie. Zacznij od swoich ulic! /zdjęcia/ We Wear Culture - największa wirtualna wystawa poświęcona modzie!
Tagi