zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plMuzykaArtykuły › Nie jestem outsiderem - rozmowa z Jacaszkiem

Nie jestem outsiderem - rozmowa z Jacaszkiem

Sebastian Gabryel: Wrzucam Twój nowy krążek do odtwarzacza i mam to samo wrażenie, jakie towarzyszyło mi przy lekturze poprzedniego - znów zaszyłeś się w kościele. Ale tak, jak przy "Pentral" było to faktem, tak na "Glimmer" okazuje się być jedynie moim złudzeniem...

Jacaszek: To prawda, "Glimmer" jest pracą typowo studyjną, wszystko rejestrowałem w swojej "pracowni".

Słucham i słucham i zaczyna to do mnie dochodzić. W momencie, kiedy zestawiasz na pozór niepasujące do siebie elementy, jak choćby dźwięk klawesynu, który jest przecież dźwiękiem bardzo specyficznym z cyfrowymi, czyli "studyjnymi" samplami. Skąd zrodził się pomysł na ten elektroniczny barok?

Szukanie nowych współbrzmień, niestandardowych zestawień, zaskakujących kontekstów to chleb powszedni wszystkich artystów, zresztą nie tylko dźwiękowych. Szukamy nowych form wyrazu z wewnętrznego przymusu, chcemy unaoczniać nasze indywidualne światy i robić to coraz lepiej. Słuchanie brzmienia barokowego powoduje, że coś się we mnie budzi, gdzieś
.html
Jacaszek/fot. Tarnowski
wewnątrz następuje reakcja, która domaga się określenia, nadania kształtu, tego unaocznienia właśnie. Na ile potrafię, na ile pozwalają mi środki, warsztat, moje umiejętności i talent, próbuję odpowiedzieć na tą inspirację. To, co słychać na "Glimmer", jest efektem takiej pracy, to skutek wysiłku nad nadaniem kształtu wewnętrznemu poruszeniu. Co prawda sądzę, że ten rezultat jest dość mizerny, ale mimo wszystko warty pokazania, opublikowania. Chciałem wyciągnąć esencję brzmienia barkowego, jego piękna, a zarazem to piękno przybrudzić, uczynić nieoczywistym, niebanalnym. Spatynowane złoto byłoby chyba tego dobrym, wizualnym odpowiednikiem. Ale jeszcze raz podkreślam, że mówię tu wyłącznie o swoich postulatach i założeniach , takich „artystycznych marzeniach”, które "Glimmer" realizuje tylko w małej części.

Nie kusiło Cię, aby porzucić software na dobre i rzucić się w wir grania na żywo?


Trochę gram na żywo na koncertach - ręcznie sterowaną elektronikę uzupełniają akustyczne instrumenty. Na pewno byłoby dobrze przenieść spontaniczny gest, żywą ekspresję, również na etap produkcyjny i kompozytorski. Tylko do tego potrzebny jest dobry warsztat, no i może trochę więcej odwagi.

Czy elektroakustyka mogłaby być dla Ciebie alternatywą wykluczającą w stosunku do elektroniki? A może jest całkiem na odwrót?

Do realizacji moich własnych, artystycznych pomysłów, brzmienia generowane wyłącznie elektronicznie chyba by mi nie wystarczyły. Co innego domena czysto akustyczna - tutaj chyba znalazłbym wystarczający arsenał środków do auto-ekspresji. Wracamy jednak do problemu warsztatu, przygotowania muzycznego. Kwestie partytur, umiejętności gry na instrumencie, komunikacji z muzykami, mogą okazać się nie do przeskoczenia. Jednak to nie znaczy, że w rękach innego artysty - software, sampler i syntezator - środki wyłącznie elektroniczne, byłyby niewystarczające do pełnoprawnej wypowiedzi artystycznej. Powstało i powstanie wiele muzyki elektronicznej będącej wielką sztuką.

Ten krążek był dla mnie taką okazją do zatrzymania, nie za bardzo potrafiłem wykonywać przy nim absorbujące czynności. Rozumiem, że w moim przypadku cel został osiągnięty?

Twoja reakcja jest dla mnie cenna, jednak wywoływanie określonych postaw u słuchaczy nie jest najważniejsze. Pierwszy cel to możliwie doskonała auto-ekspresja, przełożenie na dźwięki moich pomysłów, wizji, doznań, emocji. To wspaniałe, jeśli ktoś przygląda się temu w skupieniu i odrywa się od codzienności, kieruje myśli "do wewnątrz". Ale wywoływanie tego typy stanów nie warunkuje mojej pracy.

Czy medytacja odgrywa rolę w Twoim życiu? "Glimmer" jest jej rezultatem?

Jeśli chodzi Ci o praktykę religijną to owszem - codziennie uprawiam medytację chrześcijańską - czyli modlę się. Chciałbym, żeby moja modlitwa wpływała na moje życie. Czy tak się dzieje? Nie potrafię i nie chce oceniać. Medytacją można chyba też nazwać długotrwałe otaczanie czegoś myślą, jakiś rodzaj kontemplacji, uważnej obserwacji. Medytacja może na przykład dotyczyć poezji, elementu natury, rzeźby albo dźwięku. Bardzo często spacer nad morze, w pola, obserwowanie dalekiego horyzontu, przeradza się w mnie w rodzaj medytacji.
 Pracując z dźwiękiem, długo mu się przyglądam, uważnie szlifuję, a następnie badam jego relacje z innym dźwiękiem, dopasowuję proporcje. "Glimmer", jak i wcześniejsze albumy to właśnie skutek takiego długotrwałego badania, sprawdzania, kombinacji. Wiele z moich utworów ma wolne tempo, często oparte są one na powtarzających się frazach. To chyba również sprzyja medytacji, wewnętrznemu uporządkowaniu...

Porozmawiajmy przez chwilę o albumie "Treny". Zawszę kiedy słucham tego krążka, to zastanawiam się, jak udało się Tobie przemycić do niego tyle smutku, żalu... Ale moje pytanie będzie nieco inne - gdzie leży jego źródło?

.html
Jacaszek/fot. B. Jacaszek
Być może "Treny" to mocno emocjonalna płyta i ciesze się, jeśli oddziałuje na czyjąś wrażliwość. Jednak naprawdę trudno mi odpowiedzieć czemu tak jest, wskazać jakiś mechanizm, przywołać jakieś ewentualne przeżycia, leżące u źródeł. Pewien stan nostalgii i smutku jest moją codziennością - przeżywam taki rodzaj melancholijnego transu, z którym chodzę, funkcjonuję, załatwiam codzienne sprawy. Jest on obecny również, kiedy siadam do muzyki i chyba dlatego w sposób naturalny jest też często eksponowany w moich utworach.

Jaką myśl chciałeś zawrzeć na tej płycie? Znajduję ich wiele, ale znowu nie wiem, czy nie są wytworem mojej fantazji.

Moje płyty nie są wynikiem intelektualnej spekulacji. Może "Pentral" jest płytą bardziej koncepcyjną, jednak większość pracy to działanie intuicyjne, to półświadome operowanie emocjami. To, że w gotowej muzyce odczytujesz później mnogość konkretnych myśli, może być jak najbardziej uzasadnione i bardzo mnie cieszy, jednak ich obecność jest niejako przypadkowa, bo nie wynika ze świadomej próby zakodowania jakiś konkretnych przesłań. Muzyka czy malarstwo, nie jest tylko grą - rebusem do odczytania albo publicystyką filozoficzną. Według mnie, naturą muzyki jest wieloznaczność, wielopoziomowość i nieoczywistość. Mam nadzieję, że "Treny", choć w małym stopniu spełniają ten postulat.

Interesuje mnie technika samplingu, jakiej używasz do tworzenia poszczególnych utworów. Jak wygląda Twoja praca z samplem?

W moim przypadku, kilkusekundowa próbka pochodząca z innego utworu może być fundamentem całego, nowego utworu. Tak przynajmniej pracowałem do tej pory. Wycinam fragment z inspirującej mnie płyty, wrzucam do samplera, a potem go bardzo mocno przekształcam. Do moich ulubionych zabiegów należy obniżenie tonacji o oktawę lub więcej. Dodaję przester, wielokrotnie filtruję, odwracam, zapętlam. Z czasem może zdarzyć się tak, że ta wyjściowa, początkowo inspirująca próbka, jest w trakcie pracy wyrzucana - staje się zbędna, a zostają tylko dograne na niej partie.

"Treny" odniosły niezły sukces na naszym rynku muzycznym. Byłeś zaskoczony tak pozytywnym odbiorem albumu? Bo przyznasz chyba, że łatwostrawny nie jest.

Tak, pozytywne recenzje w Polsce i zagranicą, często entuzjastyczna reakcja słuchaczy, bardzo mnie zaskoczyły. Myślę, ze album wyróżnił się "słowiańskością", miał w sobie coś z klimatu wschodniej Europy i dlatego zwrócił uwagę.

Nie dalej jak kilka dni temu, otwieram Pitchfork, a na stronie głównej "Glimmer", ocena - 7.7!

.html
Jacaszek/mat. wyd.
Ale jednak trzymajmy się rzeczywistości. Moja muzyka to nisza w niszy alternatywy, nakłady są niewielkie, recenzenci to ludzie wyspecjalizowani w ambiencie, a słuchacze to niewielka grupa poszukiwaczy wśród wielkiej rzeszy fanów muzyki. Na tym niewielkim poletku nie ma aż tak wielkiej konkurencji.

À propos niszy, rok od czasu wydania "Trenów" poszedłeś jeszcze dalej - w przestrzeń, w sacrum. Czy "Pentral" to najbardziej osobisty album Michała Jacaszka?

Chyba nie. Jest to album chłodniejszy emocjonalnie, bardziej intelektualny. Jego koncepcyjny styl mógł tu zadziałać negatywnie - w moim przypadku chyba lepiej jest, gdy bardziej polegam na intuicji niż kalkulacji. Mimo to, jestem pewien wartości tego albumu. Wydaje mi się, że jest tam obecny duch wnętrza, prawdziwy duch gotyku.

Duch gdańskich świątyń... Co Ciebie w nim przyciąga? Co w nim odnalazłeś?

Gotycki kościół to budowla niesamowita, unikalna. Małe uniwersum pełne tajemniczej symboliki. Na początku najbardziej uderzająca jest cisza, której doświadcza ktoś, kto wejdzie do jej wnętrza prosto z ruchliwej ulicy. Wzrok i słuch przez chwilę dostrajają się do nowych okoliczności i po chwili słyszymy skąpane w pogłosie kroki, hałasy, czasem odgłosy liturgii, brzmienie organów. Kolorowe wzory witraży filtrują światło, są też nośnikiem jakiś zadziwiających treści. Detale architektury, ołtarze, rzeźby, obrazy... Sam prospekt organowy to przecież jakaś niesamowita instalacja dźwiękowa. Myślę, że nawet dziesięć płyt nie wystarczyłoby na artystyczne ustosunkowanie się do tego miejsca. Na "Pentralu", z kościelnego wnętrza chciałem uczynić instrument - wielkie pudło rezonansowe, które reaguje na dźwiękowe impulsy - stukanie w posadzkę, uderzanie w kościelne dzwonki, odgrywanie krótkich fraz na organach, śpiew i tak dalej. Te bodźce wybrzmiewały w długim, niekończącym się pogłosie, który w pewnym momencie stał się ważniejszy, niż samo źródło i w moim zamierzeniu rzeczywiście miał stanowić fundament płyty.

Jesteś autorem ścieżki dźwiękowej do głośnego filmu Jana Komasy "Sala Samobójców". Co się takiego stało, że obrazki z tego filmu, tak często są odzwierciedleniem rzeczywistości? Kto nawalił?

Moje własne dzieci są jeszcze małe. Sądzę, że Janek pokazał prawdziwy fragment rzeczywistości, jednak trzeba pamiętać, ze ta rzeczywistość jest złożona. Nie wszystkich młodych ludzi dotyczy historia z Sali, która faktycznie jest przerażająca i daje poczucie realności zła.

To pójdę dalej - co sobie myślisz, obserwując ten zgiełk dookoła nas? Czy ta swego rodzaju chaotyczna doczesność inspiruje Ciebie jako muzyka?


.html
Jacaszek/fot. Grzebieniowska
Działalność artystyczną traktuję jako azyl, odskocznię. Doczesność, codzienność, problemy społeczne, polityka, ekologia, kompletnie mnie nie interesują jako twórcę i odbiorcę muzyki. Dla mnie, sztuka ze wszystkimi swoimi możliwościami jest okazją do przekonania siebie i innych, że doczesność jest tylko kurtyną, powierzchnią, zewnętrznością, za którą istnieją subtelne światy, znacznie ciekawsze niż to, co dzieje się w bezpośrednim otoczeniu. Jednak nie jestem jakimś pustelnikiem, outsiderem stojącym poza obiegiem rzeczywistości. Dość aktywnie uczestniczę w tym "pędzie" - codziennie rano odprowadzam dzieci do szkoły, zawożę je potem na różne zajęcia, słucham radia, korzystam z rozrywek, spędzam masę czasu przy internecie, czytając newsy prasowe, korespondując i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio przeglądając Twoją dyskografię, tak sobie pomyślałem, że Ty nie jesteś artystą naszych czasów, że Twoja muzyka jest silnie zakorzeniona w dalekiej przeszłości. Nie żałujesz czasem, że nie urodziłeś się w dawnych czasach?

Twoją ocenę mojej twórczości odbieram jako komplement, chociaż trzeba by chyba uściślić, że mój "język" jest raczej współczesny - nie jestem twórcą muzyki dawnej ani folkowej. W dawnych czasach podoba mi się powaga z jaką traktowano rzeczywistość, drugiego człowieka, naturę. Zwykła rozmowa mogła być celebracją, mówiono do siebie jak gdyby innym ,”odświętnym” językiem. Tam, gdzie kiedyś były demony, siły duchowe i anioły, teraz są instynkty, statystyki i drobnoustroje. Obecnie "człowiek średniowiecza" to określenie pejoratywne. Dla mnie jest to dziwne, bo nigdy nie obraziłbym się, gdyby ktoś tak mnie nazwał. Wydaje mi się, że ludzie tamtych czasów byli znacznie bardziej subtelni, niż choćby dyskutanci w telewizyjnych programach publicystycznych. Jednak nie deprecjonuję dwudziestego wieku, przyniósł on bowiem niesamowite dzieła i osiągnięcia. Na przykład medycynę, która przedłużyła życie prawie dwukrotnie. Chociażby z tego powodu nie chciałbym żyć w dawnych czasach (śmiech).

A mając na względzie kwestie muzyczne?

Ogólnie rzecz biorąc to, co działo się w sztuce i kulturze przed XX wiekiem, wydaje mi się
ciekawsze, znajduję tam więcej rzeczy dla siebie.

Co więc z kulturą naszych czasów? Będzie ciekawie?

Niewątpliwie!







Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Nie znam pana Jacaszka, ale bardzo lubię wszelkiego rodzaju eksperymenty muzyczne, poszukiwanie oryginalnych brzmień. Chętnie sprawię sobie album pod tytułem "Treny".

  • "Treny" wspaniałe, na żywo też bardzo ciekawie. :)

  • Jacaszek to kolejny artysta,ktory nie jest w Polsce nalezycie doceniany.Nie ma wiec szans aby uslyszec jego muzyke w mediach.Niedawno pochlebna recenzje jego plyty zamiescil amerykanski Pitchwork.Po raz kolejny sprawdza sie przyslowie:"Cudze chwalicie,swego nie znacie".

  • Czytając ten artykuł, gdzieś w mojej głowie było przekonanie, że wcześniej już zetknęłam się z tą osobą, ja, fanka hard rocka i heavy metalu. Bingo- Jacaszek gościł na moim twardym dysku podczas kompletowania soundtracku z filmu Sala samobójców. Darzę tego człowieka szacunkiem, podziwiam przeplatanie pasji z pracą- tak często nieosiągalne doświadczenie.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Letnie Tanie Kinobranie - Młode życie /konkurs/ Film / Aktualności
Lato w pełni, a 11. Letnie Tanie Kinobranie jest już na półmetku. Mamy dla Was podwójne zaproszenie na jeden z seansów.
Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/ Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety!
Tagi