zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › 'Plastiki' w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie: Straszni mieszczanie /recenzja spektaklu/

'Plastiki' w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie: Straszni mieszczanie /recenzja spektaklu/

[wszystkie zdjęcia: Krzysztof Bieliński - Teatr Słowackiego]

Dysponując demaskatorskim tekstem Mariusa von Mayenbura, Grzegorz Wiśniewski nie stosuje półśrodków. Zastawia na śmiejącą się z mieszczuchów publiczność pułapkę.

Synalek dojrzewa. Trzeba go uświadomić. A może lepiej odesłać do pokoju, żeby pograł na kompie? W każdym razie chłopak nie ma za grosz szacunku dla rodziców. Filmuje ich z ukrycia, a na wszelkie polecenia reaguje wrzaskiem. Ma się zresztą tej bezczelności od kogo uczyć. Tatuś - wzięty lekarz i mamusia - asystentka znanego artysty, przypominają dwa mocarstwa w stanie zimnej wojny. Otoczone barykadami, komunikujące się za pomocą suchych komunikatów, tylko czekające na pretekst do werbalnego ataku. Największa błahostka inicjuje litanię pretensji, wyładowywanych za pomocą krzyku. Jeśli zaś ową "błahostką" jest nowo przyjęta służąca, można się spodziewać emocjonalnego tsunami. Takiego, które zniszczy i tak rozmyte fundamenty komórki społecznej.

 

Objawienie nie tylko niemieckiej dramaturgii

Autorem tego groteskowego portretu mieszczan jest Marius von Mayenburg. Objawienie młodej niemieckiej dramaturgii, na którym poznano się również w Polsce. Po utwory Mayenburga sięgali już Paweł Łysak, Anna Augustynowicz i Grzegorz Jarzyna. Reżyserem, który wyraźnie zagustował w utworach niemieckiego twórcy, jest jednak Grzegorz Wiśniewski. W łódzkim Teatrze im. Jaracza zrealizował "Brzydala", a w stołecznym Teatrze Współczesnym - "Kamień" (przeczytaj recenzję). Teraz przyszła pora na najnowsze dzieło dramaturga.

Wystawione w Krakowie "Plastiki" są polską prapremierą sztuki. Tym spektaklem Wiśniewski wraca po latach na deski Teatru im. Słowackiego. Fundując krakowskiej widowni niekoniecznie porcję obyczajowej satyry. To, co w zarysie fabularnym jawi się jako tragikomiczna psychodrama, u reżysera przybiera wymiar sterylnej wiwisekcji. Wbrew pozorom, dotykającej nie tylko kwestii rodzinnych.

 

Małżeński ping-pong

Wiśniewski nie dał się skusić na konwencję realistycznej czarnej komedii. Co więcej, zamiast zagęszczać mieszczańskie piekiełko, wpuszcza do niego sporo przestrzeni. Minimalistyczna i metaliczna scenografia sprawia, iż postaci dzielą tu czasem duże odległości. Wzrasta odczucie wyobcowania i zagubienia.

W tej wszechogarniającej pustce, ludzka szamotanina przybiera szczególnie tragiczny rys. Małżeński ping-pong wydobywa na wierzch gorycz, frustrację, żal - wszystko, co jest produktem zaburzonej więzi. Awans społeczny oraz idąca za nim stabilizacja materialna, tylko powiększają przepaść między bohaterami. Oboje chcą gdzieś uciekać - on do Afryki, aby stać się lekarzem dobrej nadziei (choć sam jest rasistą), ona - w ekscentryczne projekty swojego szefa. Pionkiem w tej grze jest oczywiście wspomniany syn. Przedstawiony na scenie z pampersem i... permanentną erekcją.

 

Sztuka w pogoni za rzeczywistością

Rodzina dorobkiewiczów to niejedyny punkt odniesień sztuki. Wiśniewski w ślad za Mayenburgiem rozmyślnie odwraca uwagę widza. Daleko na drugim planie dzieją się bowiem rzeczy dużo bardziej istotne. I chodzi nie tylko o zachowującą dystans (i wymierzającą sprawiedliwość) służącą.

Kulminacyjne chwile spektaklu należą do wspomnianego artysty (Jerzy Światłoń). Megalomana przechodzącego kryzys, czującego obrzydzenie do społeczeństwa, szukającego desperacko bodźców twórczych. To właśnie on determinuje odbiór tego, co dzieje się na scenie. Biorąc wszystko w autotematyczny nawias. Zmuszając widzów w finale do rewizji wcześniejszego nastawienia i zapytania się, o czym tak naprawdę opowiada Mayenburg? Czy tylko o okropnych materialistach czy może również o pogrążonej w dekadencji kulturze, która próbuje rozpaczliwie naśladować rzeczywistość? Za pomocą przewrotnego finału, Wiśniewski zatrzaskuje publiczność w scenicznej pułapce. Śmiech ze strasznych mieszczuchów nagle zastyga w gardle.

"Plastiki" to spektakl, w którym nie ma mowy o półśrodkach. Wiśniewski drąży drapieżną tematykę i pozwala aktorom wydobyć najbardziej kompromitujące aspekty granych postaci. Doskonały jest tutaj zwłaszcza "małżeński" duet Dominika Bednarczyk- Grzegorz Łukawski. Para z piekła rodem, która przechodzi od cynizmu do rozpaczy z naddźwiękową prędkością. Synalek w kreacji Krzysztofa Piątkowskiego musi niestety usunąć się w cień.

 

"Plastiki" to spektakl, który powstał w koprodukcji z festiwalem Boska Komedia. Prapremiera miała miejsce w dniu inauguracji imprezy - 8 grudnia. 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Doskonale budowany nastrój i przejmujące zakończenie :) szkoda, że publiczność nie dała wybrzmieć ciszy i ciemności, ale owacje były zasłużone.

  • Sztuka na poziomie rynsztoka. Wulgaryzmy i golizna.

  • Nie polecam szczerze powiedziawszy po wyjściu z teatru byłem mocna zniesmaczony .Teatr niezależnie od tego czy jest to sztuka nowoczesna cokolwiek by to nie znaczyło bądź klasyczna zawsze kojarzył mi się z rozrywką i wcale nie musi to oznaczac komedię . Sztuka powinna poruszać tematy trudne i kontrowersyjne ale sprowadzanie ekspresji do a nawet poniżej poziomu budki z piwem i szynku na rynku nie wpisuje się w moje postrzeganie rzeczywistości. Jeśli to miała byc komedia w której głupi mieszczanie śmieją się z tego jak aktorzy wylewają pomyje słownie i gestami dookoła to wypada tylko... no cóz brakło mi słowa ....jedyny plus jaki dostrzegam to fakt iż autor słusznie przewidział że owa "sztuka" musi mieć tylko jeden jedyn akt za co bardzo dziękuję reżyserowi , gdyż w śmiem przypuszczać że spora część widowni wyszła by w antrakcie i ja byłbym zapewne jednym z tych osób ... współczuję aktorom ... a może nie ma czego... w końcu to tylko praca

  • Niestety nie przeczytalam wczesniej zadnych komentarzy i wybralam się na ten spektakl. Sztuka nie opowiada o niczym odkrywczym, problemy już dawno poznane, nie wnosi nic pozytywnego, nie zmusza do refleksji, na pewno nie jest zabawna, ale jest żalosna i to przeslania wszystko inne. Zastosowane środki artystyczne nie przystoją teatrowi, żenujące uciekanie sie do naturalistycznych form wyrazu, prostackie dialogi, brak taktu. To bardzo smutny obraz teatru. Czy dyrektor teatru, reżyser, aktorzy ... są przekonani, że tworzą sztukę, która przekona i poruszy wspólczesnego odbiorcę? Tak naprawdę obrażają widza. A jaki byl odbiór? Dzisiaj nie grali przy pelnej sali, wyszlo parę osób w trakcie spektaklu, na końcu część publiczności nie nagrodzila ich brawami. Dlaczego pozostali oklaskiwali rozkraczonych aktorów ....? Czy dobrze się z tym czuli? Czy bijąc brawo szanują samych siebie?

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/ Film / Premiery
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/
Wspólnie z krakowskim Kinem Pod Baranami zapraszamy na wakacyjną sesję "filmoznawczą". Wielkie filmy za małe pieniądze. Mamy dla Was podwójne...
Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety! Bulwar(t) nad Zalewem Nowohuckim. Lato pod znakiem kultury i rekreacji
Tagi