zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plFilmRecenzje › Pokot: "ekologiczny" film Agnieszki Holland /recenzja/

Pokot: "ekologiczny" film Agnieszki Holland /recenzja/

`Pokot` - plakat filmu


Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem, ”Pokot” Agnieszki Holland jest filmem jednowymiarowym, z gotowymi tezami i jednoznacznym przesłaniem, zrobionym jakby na zamówienie. Tylko czyje?

Wyznam, że z napisaniem recenzji najnowszego Agnieszki Holland mam spory kłopot. Bardzo cenię twórczość tej reżyserki, począwszy od ”Zdjęć próbnych”, a szczególnie od ”Aktorów prowincjonalnych”, poprzez „Kobietę samotną”, amerykańskie i niemieckie filmy, jak choćby ”Gorzkie żniwa” czy ”Plac Washingtona”,  na ”W ciemności” kończąc. Celowo pomijam seriale, bo to raczej komercyjna działalność. Kino Agnieszki Holland zawsze było twórcze, mające jej ”charakter pisma” i dotyczyło istotnych spraw.  Postaci ekranowe pasjonowały i budziły różne emocje – były z krwi i kości, jak choćby Beethoven z ”Kopii mistrza”. Za znakomicie zarysowanymi postaciami stało także świetne aktorstwo, wspaniałe zdjęcia (m.in. Jacek Petrycki, Jolanta Dylewska) i piękna muzyka. Wszystko to tworzyło znakomitą artystycznie całość.

Tymczasem ”Pokot”, najnowszy film Agnieszki Holland, wygląda na tym tle jak mizerna agitka zrobiona na zamówienie hm… ekologów. Najchętniej więc zmilczałabym, bo każdemu twórcy może się przydarzyć dzieło nieudane, nie na jego miarę i nie na miarę naszych oczekiwań. Jakże jednak przemilczeć film, o którym stało się głośno z racji prestiżowej nagrody na liczącym się festiwalu?

kadr z filmu: Andrzej Grabowski jako Prezes, fot. Robert Pałka/prasowe

Czarno-biały świat, schematyczni bohaterowie

Główna bohaterka filmu, do której wszyscy zwracają się po nazwisku, ale ”źli” bohaterowie mówią zazwyczaj ”Duszeńko”, zamiast ”Duszejko”, co jest oczywistym freudowskim błędem, żyje samotnie w uroczej kotlinie. Jak się szybko przekonamy, nie jest to jednak znowu taki raj, jakby się na pozór mogło wydawać. Przeciwnie – piekło raczej, i to piekło stworzone przez miejscowych mężczyzn, będących myśliwymi, ale także ”trzymających władzę”. Także tę duchową, czego dowodzi przykład księdza.

Mężczyźni zabijają z upodobaniem, a ponieważ mają władzę i pieniądze, więc mogą bez najmniejszych konsekwencji łamać prawo – także w stosunku do słabszych, którymi są kobiety. Jest to mała prowincjonalna społeczność, która nie daje właściwie żadnej alternatywy.

Istnieje zatem wyraźna dychotomia pomiędzy mężczyznami – okropnymi samcami, odrażającymi fizycznie i mentalnie, upokarzającymi innych, a kobietami – ich żonami i kochankami – traktowanymi przedmiotowo i bezwzględnie. Jedynie trzej przybywający z zewnątrz przybysze są inni. Jeden z nich to znerwicowany wdowiec Matoga, który spędza czas w swoim domu (głównie w piwnicy, jak jego ojciec), drugi to Boros (w tej roli wystąpił czeski aktor i reżyser Miroslav Krobot), naukowiec – cudzoziemiec, badający życie owadów leśnych, trzecim jest młody informatyk, Dyzio (Jakub Gierszał), ”naznaczony” epilepsją. Wszyscy są w jakimś sensie słabi i bezbronni, więc nie należą do grupy ”silnych mężczyzn”.

W takim oto świecie żyje główna bohaterka – ongiś inżynier, która budowała w Libii mosty, a obecnie żyjąca blisko natury wegetarianka, astrolożka z zamiłowania, uwielbiana przez dzieci nauczycielka języka angielskiego. Próbuje bezskutecznie powstrzymać bezprawie, ale na próżno, toteż – jak samotny szeryf z amerykańskich westernów – bierze sprawy w swoje ręce.

Ta nieznośna ”jednowymiarowość” postaci właściwie nie pozwala znakomitym skądinąd aktorom stworzyć znaczące kreacje. Borys Szyc jako Wnętrzak ma właściwie niewiele do zagrania: klnie, jest prymitywny i traktuje przedmiotowo swoją kochankę – Dobrą Nowinę (Patrycja Wolny). Podobnie wygląda inna para: Prezes (Andrzej Grabowski) i jego neurotyczna żona. Jakby reżyserka nie dowierzała widzowi, że właściwie oceni daną postać, stosuje jeszcze odpowiednie tricki, jak np. wielokrotne zbliżenia ust ”złych” bohaterów – ich odrażające w tak wielkim planie usta i zęby mają nas przekonać, że to potwory i ”pożeracze”. Nawet główna postać – Janina Duszejko, zagrana przez Agnieszkę Mandat, składa się z samych schematów: to skrzyżowanie wyzwolonej hipiski z intelektualistką (o czym świadczą nie tyle jej wypowiedzi, co książki na półkach) i wegetarianką. Swoją wiedzę tajemną o ludziach czerpie z … astrologii. Właściwie nic o niej nie wiemy, chyba tylko to, że w walce o życie zwierząt nie cofnie się przed niczym. Jest zupełnie pozbawiona biografii, nawet w tak szczątkowej postaci jak Dobra Nowina czy Matoga. Z pewnością jest ”wrażliwa”, bo wzrusza ją do łez ”holokaust” larw – tak to dosłownie zostało w filmie określone. Tak czy owak jest pozytywną bohaterką i ma dobroduszną twarz Agnieszki Mandat.

 kadr z filmu: Agnieszka Mandat (Duszejko) i Miroslav Krobot (Boros), fot. Robert Pałka/prasowe

Gatunkowy misz-masz z niepokojącym przesłaniem

”Pokot” sprawia również kłopot natury genologicznej. Przywykliśmy do kina gatunków, a także do postmodernistycznego ich mieszania. Zawsze jednak owo przemieszanie miało jakiś sens, jak choćby sceny musicalowe w ”Wysokich obcasach” Almodovara czy „Tańcząc w ciemnościach” von Triera.  Jednak Agnieszka Holland to nie Almodovar ani von Trier, jej kino zawsze było pod tym względem jednorodne gatunkowo.  W ”Pokocie” jest inaczej – reżyserka korzysta z kina gatunków, ale robi to jakoś niezręcznie i niekonsekwentnie. Jej film to po trosze zagadka kryminalna, film psychologiczny, a nawet coś na kształt westernu… Ale zagadka kryminalna rozłazi się w szwach, bo więcej w niej ”astrologii” niż kryminalnych tajemnic. Psychologia postaci właściwie nie istnieje lub jest uschematyzowana: Dobra Nowina daje się wykorzystywać, bo jest z patologicznej rodziny, a Matoga (Wiktor Zborowski) stracił we wczesnym dzieciństwie matkę, a potem żonę i zdziwaczał jak jego ojciec. W westernie zaś samotny bohater walczył ze złem i zwyciężał, zaprowadzając ponownie moralny ład. W ”Pokocie”  trudno mówić o zaprowadzeniu moralnego ładu. Na dodatek  – jak w baśni – mamy happy and. Bohater nie  jest już sam, ale w gronie przyjaciół, w jeszcze ładniejszym raju, do którego zło nie ma już dostępu. Sądzę, że takie infantylne zakończenie filmu nie przystoi doświadczonej artystce. Cóż z tego, że Kotlina Kłodzka została pięknie sfilmowana przez Jolantę Dylewską, skoro tym razem urodzie zdjęć nie towarzyszy jakieś głębsze przemyślenie…

Pokot czyli rytualny ubój

Pokot oznacza rozkład – jest to tradycyjny obrzęd zakończenia polowania, podczas którego składany jest raport o jego przebiegu, o ubitej zwierzynie (ułożonej pokotem) i ma charakter rytuału. Taki rytuał Agnieszka Holland pokazuje … we wnętrzu kościoła, w trakcie mszy. Podczas jego trwania uśmiechnięte dzieci śpiewają popularną pieśń myśliwską z XVII w. ”Pojedziemy na łów”. A to tylko jeden z ”chwytów” mających pokazać, gdzie tkwi zło. Zresztą kościół płonie po tej ”czarnej mszy”, niejako  ”za karę”….

”Pokot” jest filmem jednowymiarowym, z gotowymi tezami i jednoznacznym przesłaniem, zrobionym jakby na zamówienie. Przecież jednak nie ekologów?

 

”Pokot” w reżyserii Agnieszki Holland został nakręcony na podstawie powieści Olgi Tokarczuk ”Prowadź swój pług przez kości umarłych” (2009) i miał swoją polską premierę 24 lutego 2017 roku.


Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • fajne cudzysłowy w tytule ;]

  • Recenzja jest inspirująca, zarówno dla tych którzy film zobaczyli, jak i potencjalnych kinomanów. Ostrość zaprezentowanych interpretacji dzieła zachęca do własnego osądu i opinii.

  • "Polozyl pokotem" mi sie podoba :) Pan Krzysztof Kłopotowski ustrzelił Agnieszkę Holland, jak również położył pokotem całe tabuny hipokrytów. Kulturalna rzeź. "„Pokot” Agnieszki Holland to strzał w wojnie kulturowej oddany w polski katolicyzm i prowincję. Strzał uznano w Berlinie za celny, stąd nagroda od niemieckich sojuszników. Statuetka im. Alfreda Bauera dawana jest za filmy ukazujące „nowe perspektywy”. Niech mi będzie wolno wskazać perspektywę szerszą. Może tym zachęcę byśmy razem napisali scenariusz kolejnego filmu o okrucieństwie wobec żywych istot. Motywem „Pokotu” jest potępienie myśliwych, którzy zabijają zwierzęta dla rozrywki. Jako uzasadnienie barbarzyństwa ksiądz podaje z ambony cytat biblijny „czyńcie sobie ziemię poddaną”, nakaz dany przez Boga pierwszym rodzicom. Ksiądz jest myśliwym, a więc ginie za karę w spalonym kościele. Zostają zabici także inni myśliwi z elity polskiej prowincji. Jeżeli rozumiem język kina, to zakończenie filmu pochwala owe zabójstwa. Agnieszka Holland pokazała mszę myśliwych we wnętrzu kościelnym, ze świętymi obrazami, a w zbliżeniach chór chłopięcy śpiewający „pojedziemy na łów towarzyszu mój”. Bezmyślne polskie dzieci nie słyszą, że wzywają do rzezi. Jednak w drugiej części fabuły nie odważyła się pokazać, jak płonie wnętrze kościelne i ksiądz. Pożar widać z daleka w planie ogólnym z informacją w dialogu, że płonie kościół. Twarz księdza miga w popiołach w bardzo krótkim zbliżeniu. Pani Agnieszka dopiero bada grunt. Zobaczmy, jak daleko można się posunąć. „Czyńcie sobie ziemię poddaną” nie pochodzi z Nowego Testamentu, jak mimochodem sugeruje reżyserka. Jest cytatem Księgi Rodzaju należącej do pięcioksiągu Mojżeszowego, podstawy judaizmu, skąd przeszedł do tradycji chrześcijańskiej. Wspomnijmy więc ubój koszerny. To zadanie zwierzęciu jednego cięcia nożem po przełyku i arterii. Zwierzę nie może być ogłuszone, jak przy zwykłym uboju. Wije się z przerażenia w pełni świadome powolnej śmierci od upływu krwi. Trybunał Konstytucyjny uznał „ubój rytualny” za okrutny i sprzeczny z konstytucją w roku 2004. Ale dziesięć lat później zmienił zdanie. Szacuje się, że kilkadziesiąt tysięcy ton wołowiny rocznie na eksport pochodzi z uboju rytualnego ważnego też dla muzułmanów, czyli kilkaset tysięcy wołów i krów. A Polski Związek Łowiecki podaje, że rocznie ginie na polowaniach 850 tysięcy różnych zwierząt. Myślistwo i ubój rytualny mają ten sam rząd wielkości. Agnieszka Holland powinna więc spalić nie tylko kościół z księdzem ale również meczet z imamem i synagogę z rabinem. Znajdzie się smętna pieśń żydowska do ilustracji muzycznej. Nasza artystka moralistka światowej sławy powinna przyjąć globalną perspektywę. Ale czemu nie posunąć się dalej w kinie dla walki z okrucieństwem? Najważniejsze w judaizmie święto Paschy wspomina wymordowanie przez Jehowę pierworodnych dzieci Egipcjan, aby zmusić faraona do wypuszczenia Żydów z niewoli. Ludobójstwo dzieci jest tak wstrętne, że Ridley Scott w filmie o Mojżeszu pominął tą dziesiątą plagę, chociaż była decydująca dla złamania faraona. To jest materiał dla naszej artystki moralistki. Niechby zbadała, co zachodzi w psychice ludu od tysięcy lat czczącego takie wydarzenie. Ale dlaczego na tym poprzestać, gdy jest więcej materiału do rewizji moralnej. Święto Purim wspomina królową Ester. W czasie śmiertelnego zagrożenia dla Żydów ujawniła mężowi, że jest Żydówką i wyprosiła ocalenie dla swojego ludu. Król zezwolił Żydom na zabicie prewencyjne 75 tysięcy podejrzewanych o wrogie zamiary. Zaś chrześcijaństwo głosi przebaczenie wrogom. Jest tu też podskórny przekaz, by uważać w stosunkach z Żydami; nigdy nie wiadomo, jak wysoko mają postawionych rodaków i przyjaciół. Agnieszko, po starej przyjaźni usiądźmy do pisania scenariusza. Każde z nas wniesie własny punkt widzenia. Jak dialog to dialog, jak chucpa to chucpa. I pokażmy nasz ładny film w postępowym Berlinie. Nie będą chcieli takiej „nowej perspektywy”? Niemożliwe!"

  • Odważna, miażdżąca, przez co bardzo wartościowa recenzja. Czy nasi najwięksi rodzimi twórcy pokroju A. Holland , R. Polańskiego czy A. Wajdy mają prawo do potknięć i czy mimo tego nadal będziemy ich kochać? Ich dotychczasowy dorobek artystyczny pokazuje, że tak. Czy "Pokot" jest tak słabym filmem, jak go opisuje recenzentka? Trudno mi polemizować, ponieważ dotychczas nie miałam okazji się z nim zapoznać. Mam nadzieję jednak, że liczne nagrody nie były w tym przypadku bezzasadne.

  • Wychodzę z założenia 'najpierw książka, później film'. Dlatego też jeszcze nie widziałem produkcji. Jednak książkę już dzisiaj zakupiłem i mam zamiar ją jak najszybciej przeczytać. Mam nadzieję, że w weekend nadrobię zaległości kinowe.

  • Też wolę najpierw przeczytać książkę a później film :) Filmu jeszcze nie widziałem ale z przyjemnością bym zobaczył.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
'Z biegiem lat, z biegiem dni [gdzie jest Pepi]' w Teatrze Słowackiego: Prawdziwych cyganerii już nie ma /recenzja spektaklu/ Teatr / Recenzje
Agnieszka Glińska wskrzesza świat krakowskich artystów i filistrów przełomu XIX i XX wieku. Jej spektakl to również osobiste śledztwo w...
Obcy kontra Ripley w Kinie Pod Baranami /konkurs/
Kultowe odsłony sagi o Obcym na dużym ekranie. Mamy dla Was podwójne zaproszenie na maraton z porucznik Ripley.
'Dzienniki gwiazdowe' w Teatrze Groteska: Z kosmosu na Ziemię /recenzja spektaklu/
Lem ciągle na czasie! Widzów nowej adaptacji "Dzienników gwiazdowych" czeka gorzka, choć niepozbawiona humoru refleksja na temat ludzkości....
14. Festiwal Filmowy Millenium Docs Against Gravity: Oderwij się! /relacja/ Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie: Kino jest muzyką! /relacja- zdjęcia- wideo/
Tagi