zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja
Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych

Przesłuchalnia Online

Dzisiaj słuchamy dwóch Gonzalesów, postrzelonych art rockowców z Everything Everything i comebacku Goo Goo Dolls. W ramach powtórki - klasyka Milesa Davisa i Avro Part.

PREMIERA TYGODNIA

CHILLY GONZALES, Ivory Tower (PIAS)
JUNIP, Fields (Mute)

Dwóch Gonzalesów rzuca się na głęboką wodę raczej obcym im nurtom popularnej muzyki i zamiast tonąć udanie nurkuje w głębinach obranych konwencji.

Gonzales.html

Tylko jeden z nich naprawdę nazywa się Gonzales (a właściwie González) i tylko jeden z nich jest wirtuozem. Obaj dokonali jednak estetycznej rewolucji na polu muzyki rockowej. Kanadyjczyk Jason Charles Beck jako błyskotliwy showman o ksywie Gonzales, wpierw rozruszał środowisko berlińskiej alternatywy mieszaniną hip- hopu i żydowskich inspiracji, a potem rozpoczął karierę szalonego pianisty. Bił rekordy świata pod względem długości recitali, dowcipnie wyzywał rockmana Andrew WK na pojedynek i przede wszystkim nagrywał dziwaczne płyty z fortepianiem w roli głównej.

Działalność urodzonego w Szwecji, a mającego argentyńskie korzenie José Gonzáleza jest mniej spektakularna. Ale to właśnie on może pochwalić się sporą rozpoznawalnością. Jego cover "Heartbeats" zespołu The Knife za sprawą reklamy telewizorów Sony trafił pod strzechy. Gonzalez ze swą akustyczną śpiewaniną był w pewnym momencie antytezą komercyjnego wyrachowania. Tak jak Gonzales zaprzeczeniem off-owego pozerstwa. Obaj panowie nie stoją aczkolwiek w miejscu i przygotowali nowe zaskakujące wcielenia.

Przy ekletycznej palecie gatunków, którą posługuje się kanadyjski Gonzales, sięgnięcie po muzykę dance wydaje się posunięciem logicznym, choć znów nacechowanym pewną dozą szaleństwa. Płyta "Ivory Tower" stanowi ścieżkę dźwiękową autorskiego filmu wykonawcy i jest wynikiem kooperacji z berlińskim producentem sceny "brudnego" electro Boys Noize. Współpraca pianisty z topowym dj'em wbrew pozorom nie przyniosła bitowej nawałnicy. W końcu wydawnictwo firmuje Chilly Gonzales.

W większości nagrań "Ivory Tower" chill out bierze górę nad disco, choć to właśnie disco definiuje brzmienie całości. Utwory Gonzalesa otrzymały barokowe aranże na miarę tanecznych produkcji z końca lat 70. w stylu Chic. Podobnie prezentują się przebiegi melodyczne, choć te w dużym stopniu ewokują o dekadę późniejsze prekursorskie produkcje house music, tworzone na bazie pojedynczych, fortepianowych akordów. Gonzales, słynący z pianistycznych popisów, tu bardzo ostrożnie dawkuje partie swojego ulubionego instrumentu. Fortepian jest uwięziony w bogatym, elektronicznym anturażu, nierzadko stanowiąc jedynie element do nabijania rytmu.

Stosowanie serialnych motywów markujących Philipa Glassa, nie przeszkadza Kanadyjczykowi w serwowaniu przyjemnej, ilustracyjnej muzyki do tańca i różańca.  Otwierające "Knight Moves" czy "You Can Dance" bez wstydu mogą pojawić się na każdym parkiecie. Z kolei utwory pokroju "Bittersuite" są pięknie skrojoną chwilą wytchnienia. Oba te oblicza "Ivory Tower" posiadają zresztą czytelny odsyłacz - lekką, bezpretensjonalną i zwróconą w przeszłość scenę French Touch. Gonzales z Daft Punk i Air mógłby zresztą spokojnie stanąć w szranki. To byłby dopiero pojedynek.

przesłuchaj płytę via 3VOOR12 tutaj

Junip .html

Komu kanadyjski Gonzales wydaje się nazbyt speedy, z przyjemnością ukoi nerwy przy nowym wydawnictwie szwedzkiego Gonzaleza. Płyta "Fields" to świeżynka, ale firmujący ją projekt Junip legitymuje się dziesięcioletnim stażem. Gonzalez założył trio wraz ze znajomymi z dzieciństwa: klawiszowcem Tobiasem Winterkornem i perkusistą Eliasem Aray. Niespodziewany sukces solowych nagrań Szweda, zmusił jednak muzyków do zawieszenia działalności. Dopiero teraz udaje się spełnić młodzieńcze marzenia i zadebiutować pełnowymiarowym wydawnictwem. Chyba najlepszym w karierze Gonzaleza.

Szwed ani nie zmienił swojej maniery śpiewu, ani też nie porzucił akustycznej gitary, a jednak płyta Junip stanowi pewne novum. Głównie ze względu na zadziwiający urodzaj aranżacyjny. Już w singlowym "Rope and Summit" dochodzi do porywającego spotkania między gitarowymi zagrywkami a narastającą w tle, dryfującą elektroniką. Ambientowe plamy generowane przez Winterkorna wyrwały intymne zaśpiewy Gonzaleza z kręgu balladowej ascezy. "Without You" wzbudziłby zazdrość Massive Attack, "It's alright" to swoisty akustyczny ekwiwalent micro house'u Matthew Herberta, a "To The Grain" tworzy wysmakowany pop w klimacie lat 80. na wzór obecnych poczynań Yesayer. Gonzalez odchodząc od image'u chłopaka z gitarą, na szczęście pozostał wierny folkowej skromności. "Fields" to płyta tak niepozorna, że łatwo przeoczyć jej walory, przemyślnie skryte pod warstwa niezobowiązującego muzykowania.

przesłuchaj płytę w jednym pliku via NPR
 

lub pod postacią pojedynczych nagrań tutaj

PŁYTOWA REZERWA

Goo Goo Dolls.html
GOO GOO DOLLS, Something for The Rest of Us (Warner Bros.)
Dla laika:
John Rzeznick
ze swą grupą chce być sumieniem Ameryki doby recesji. Co najmniej formatu Bruce'a Springsteena. Tyle, że najlepiej wychodzi mu pisanie zaraźliwie chwytliwych przebojów z wkładem rockowej tradycji.

Co jest grane: Jak przystało na chłopaka z porządnej katolickiej rodziny o polskich korzeniach, Rzeznick jest konserwatystą. Głównie na polu muzycznym, bo dowodzony przez niego zespół od lat z powodzeniem odpowiada zapotrzebowaniom na ugrzeczniony rock. Goo Goo Dolls potrafili dotąd obsługiwać zarówno miłośników soft- metalowych pościelówek, jak i zwolenników post- grunge'owego łojenia. Talent melodyczny Rzeznicka zaowocował balladą "Iris", które przykleiła się do Goo Goo Dolls chyba na zawsze. A szkoda, bo zespół niewątpliwie ma więcej do zaoferowania niż przereklamowane grupy rockowego manistreamu typu Maroon 5 czy Nickleback.

Nagrany po pięciu latach przerwy "Something for the Rest of Us" według Rzeznicka jest zresztą próbą nakreślenia klimatu współczesnej Ameryki, gdy z irackiego i afgańskiego frontu wracają żołnierze bez kończyn, a domy ich rodzin idą na licytacje. Wypisz wymaluj - aktualizacja springsteenowskiego "Born in the USA". Tyle, że jak by Rzeznick nie afiszował się ze swą publicystyczną empatią, i tak najlepiej wychodzi mu pisanie prostych rockowych przebojów. A te z "Something for the Rest of Us" są oparte na zacnych źródłach klasyki końca lat 60. posiadają od razu zapamiętywalne refreny, a na dodatek za ich produkcję odpowiadają takie tuzy jak Butch Vig.

Nie przegap: "Sweetest Lie" - wymarzony początek rockowej płyty, z wykopem przypominający o "Won't Get Fooled Again" The Who.

Przesłuchaj: via MSN. com <jeden plik WMP> tutaj

Everything Everything.html
EVERYTHING EVERYTHING,Man Alive (Geffen)
Dla laika:
Debiutancki album zespołu z Manchesteru drażni i zachwyca dźwiękami, których źródła tkwią w zakurzonej piwnicy art rockowych grepsów. Ale ten jam zniewieściałego wokalisty z muzykami cierpiącymi na co najmniej rozdwojenie jaźni, dla wielu słuchaczy może okazać się nie do przejścia.

Co jest grane: Na Wyspach nie patyczkują się z debiutantami, więc pewien szkocki dzienikarz na dzień dobry poczęstował Everything Everything opinią najlepszej nowej, brytyjskiej grupy. Nawet jeśli przesadził, grupa z Manchesteru jest jednym z najbardziej ekscentrycznych zjawisk tamtejszej sceny. Właściwie to dalecy krewni Ariela Pinka, równie niepoczytalni w kwestii muzycznych inspiracji i trzymający się nie mniej archaicznych wyznaczników wykonawczych.

Nazwa Everything Everything to nie czcze przechwałki. Płyta "Man Alive" świadczy o tym, że muzycy zdołali przetrawić wszystkie możliwe style muzyki popularnej, z naciskiem na przełom lat 60. i 70. Everything Everything bałaganiarsko i bez pardonu rzucają odbiorcę w gąszcz kalejdoskopowo przeglądanych konwencji. Free jazzowe jamowanie, art rockowe dygresje (z gitarowymi arabeskami rodem z King Crimson), funkowy feeling i glamowy kicz potrafią wystąpić nawet w obrębie jednego nagrania. A to nie koniec, bo gusta muzyków uwzgędniają także disco, śladową elektronikę, a nawet chorały (!). Nad całością próbuje zaś zapanować nieznośnie falsetujący i teatralnie przesadny wokalista.

"Man Alive" nie da się przesłuchać bez zdenerwowania. Z drugiej strony od dawna żaden zespół nie rokował aż tak wielkich nadziei. Tylko czekać na półgodzinną suitę. Póki co chłopaki wyrabiają się w kilkuminutowych osiągach.  

Nie przegap: "Schoolin' - definicja rozstrojonej tożsamości zespołu; enigmatyczna, opatrzona smyczkami ballada przechodząca w polifoniczny chaos.

Przesłuchaj: via 3VOOR12 tutaj

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ SAM

Arvo Pärt, "Cantique - The Music of Avro Part" (Sony) - wydana z okazji 75- ych urodzin estońskiego mistrza pasyjnych lamentów kompilacja wybranych kompozycji z jego dorobku, berlińską orkiestrą Rundfunk Sinfonie dyryguje zaprzyjaźniony z Partem Kristjan Jarvi - przesłuchaj via NPR.org tutaj

Miles Davis - "Bitches Brew" (Blue Note) - reedycja płyty będącej kamieniem milowym współczesnego jazzu - przesłuchaj via MSN.com <jeden plik WMP> CD 1 - tutaj, CD 2 - tutaj 


Napisz artykul
Artykuły powiązane
Komentarze
  • co do Goo Goo Dolls, to ich przebój to nie Alice, ale IRIS

    • poprawione, swoją drogą Alice też ładne imię

  • nie ma to jak stary, dobry Miles...

  • Słucham Paerta i jest świetny!!!!

  • lubie takie kawałki

  • trzeba mieć mocne uszy w niektórych przypadkach...

  • gonzales wymiata :)

  • Znajdę chwilę, rozpocznę muzyczną podróż... :D

  • a ja się do niczego nie przekonałam

  • Sporo ciekawych propozycji... Trzeba znaleźć trochę czasu... :)

Co jest grane ?
 
Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Roman Polański: Reżyseria życia Film / Recenzje
Dokument Laurenta Boudreau daje Polańskiemu możliwość opowiedzenia osobistej historii życia. Co bohater czyni z łamiącym się głosem.
O Bajkach Misia Fisia + mini-wywiad z Fiszem
Prostoty "Bajkom Misia Fisia" nie można odmówić. I właśnie to jest ich przewodnią siłą. Są zbiorem wieloznacznych spostrzeżeń, dotyczących...
Fotografuj z kulturą cz. 8: Z lampą czy bez?
Po krótkiej przerwie wracamy do naszego cyklu, w którym fotograf Dominki Peh zdradza tajniki robienia udanych zdjęć. Kiedy używać lampy, a...
Boso do Afryki Arsenał wystawami stoi
Tagi