zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › 'Solaris' w Teatrze im. Słowackiego: Oceaniczna głębia /recenzja spektaklu/

'Solaris' w Teatrze im. Słowackiego: Oceaniczna głębia /recenzja spektaklu/

[wszystkie zdjęcia: próba prasowa - Łukasz Badula]


Wojciech Kościelniak mierzy się z filozoficznym i psychologicznym wymiarem lemowskiej prozy. Jego "Solaris" to jednak przede wszystkim przemyślana warstwa wizualna.  

Ty durak - miał ponoć wyzywać Tarkowskiego w jednej z kłótni Stanisław Lem. A poszło o ekranizację "Solaris". Tą samą, którą krytyka niemal zgodnie uznała za przełomowe dokonanie filmowej fantastyki. Na Lemie, nieznoszącym etykietki science-fiction, tego rodzaju nobilitacja nie robiła najmniejszego wrażenia. Po prostu nie mógł ścierpieć ingerencji rosyjskiego reżysera w strukturę i wymowę "Solaris". Pod tym względem, nowy spektakl Wojciecha Kościelniaka byłby miodem na skołatane serce pisarza. Sztuka wystawiana na deskach Teatru Słowackiego w Krakowie jest bowiem dość wierną adaptacją powieści. Oczywiście na tyle, na ile pozwala maszyneria współczesnej dramaturgii, A jak uświadamia Kościelniak, pozwala na wiele. 


Ocean tańczy wudu

"Solaris" na pozór nie stanowi zbyt wdzięcznego teatralnie materiału. Istotą powieści są przecież dociekania w temacie ontologii świata przedstawionego. Próba objęcia rozumem fenomenu kreacyjnej, bliskiej bóstwu, ale też nieokreślonej istoty. Ocean z tytułowej planety skłania do pytań zahaczających i o solipsyzm i o teologię. Nieodgadniona natura zjawiska wyznacza tu zarazem granicę ludzkiego poznania. W kontakcie z obcą cywilizacją, ale też i samym Bogiem, jakąkolwiek wyższą instancją.

Kościelniak może na scenie ową recepcyjną przepaść tylko zasygnalizować. Na szczęście czyni to częściej za pomocą wizualnych niż retorycznych elementów. Zamiast gadania są więc działające na wyobraźnię pomysły scenograficzno- choreograficzne. Przede wszystkim na scenie pojawia się sam ocean. "Wyświetlany" na majestatycznej, wiszącej i emitującej świetlno- obrazowe komunikaty półkuli. Oceanem jest również niedostrzegana przez bohaterów kobieca postać. Swą obecność manifestuje przez taneczne, bliskie wudu rytuały. Bliskie tym bardziej, iż towarzyszą jej dzikie, etniczne wokalizy Eweliny Przybyły. Symbol pogrążenia się w transie albo utracenia kontroli.


Kosmiczne więzienie

Kościelniak projektując świat Solaris, nie pokusił się zatem o radykalną autorską reinterpretację. Inaczej niż np. w pamiętnym przedstawieniu Natalii Korczakowskiej w TR Warszawa, ocean posiada tu określoną, namacalną wręcz formę. Scenografia Damiana Styrny również nie wybiega daleko poza obręb lemowskich opisów. To przestrzeń powieściowej stacji kosmicznej, która dla bohaterów staje się swoistym więzieniem. Żadnej zmiany scenerii czy mrugania okiem, iż rzecz dzieje się w Polsce.

Skrupulatnie rozplanowana warstwa wizualna stanowi odpowiednie tło do snucia znanych z powieści rozważań. Czasem są one przedstawiane za bardzo "ex catedra", ale też trudno inaczej prezentować naukowe spekulacje. W spektaklu Kościelniaka na pierwszy plan wysuwa się zatem dysonans poznawczy. Fascynacja nieznanym przechodzi w intelektualną bezradność i strach przed niedookreśloną tożsamością Innego. Mogącego być równie dobrze wyższą formą inteligencji, co bawiącą się kosztem ludzi, pozbawioną rozumu istotą. 


Materializacja traum

Fatalizm położenia bohaterów, zyskuje wzorem powieści dopełnienie w sytuacji czysto psychologicznej. Gdzie najbardziej kruche i traumatyczne wspomnienia zyskują realny i osobowy kształt. Każdego z mieszkańców stacji stawiając przed osobistym dramatem. Zwieńczonym rozpaczą, frustracją, wreszcie obłędem.

U Kościelniaka ten fragment adaptacji przekonuje chyba najmniej. Głównie dlatego iż sytuacja miłosnego rachunku sumienia jakby traci intymny charakter. Akcentowana wszechobecność oceanu dehumanizuje postać Harey. Przypomina ona poruszaną sznurkami marionetkę albo wampira, którego trzeba przebić jak najszybciej osinowym kołkiem. Ciężko przejąć się jej cierpieniem. Mimo iż dezorientacja Kelvina posiada prawdziwie tragiczny wymiar. 


Baby są jakieś Inne?

W "Solaris" Kościelniaka nie wszystko, co lemowskie się jednak świeci. Właściwie dopiero ta inscenizacja uświadamia trochę uwierający maskulinistyczny (by nie napisać - szowinistyczny) aspekt utworu. Głównie dlatego, iż Kościelniak chyba przedobrzył w owej kwestii. Tak jak w powieści, Solaris jest przedmiotem analizy naukowców- mężczyzn i tak jak w oryginale, jeden z nich rozpamiętuje tragiczny związek z kobietą. Ale Kościelniak dodaje jeszcze bardziej bezpośrednią manifestację zjawiska. Eksponując na scenie cielesność, zarówno personifikowanego oceanu, jak też Harey. Inność posiada zdecydowanie kobiecą płeć.  

Młodym (zjawiskowym!) aktorkom: Anecie Orlik i Agnieszce Kościelniak nie brakuje ani urody, ani charyzmy. Mimo tego, ich sceniczny negliż niesie pewien problematyczny wydźwięk. Grożąc trywializacją wymowy całości. Jakby kwestia impasu komunikacyjnego w "Solaris" wypływała z relacji damsko- męskich. Bo "baby są jakieś inne". Taka banalna myśl niestety może się przytrafić w trakcie spektaklu.

Męski punkt widzenia nie oznacza oczywiście, iż "Solaris" Kościelniaka popada w radykalne uproszczenia. To przede wszystkim spektakl atmosfery "kosmicznego czyśćca", która wciąga i zmusza do zadania kilku istotnych pytań. Kościelniak, mistrz muzycznego teatru, intuicyjnie wyczuł rytm lemowskiej prozy. Uwypukla to, co w powieściowym "Solaris" istotne, ale nie szaleje na odcinku interpretacyjnym. Efektem jest widowisko zajmujące wizualnie, z przekonującym aktorstwem (obok wspomnianych pań - Grzegorz Mielczarek i Tomasz Wysocki) i, co nie dziwi, filmową wręcz ścieżką dźwiękową Pawła Dziubka. Lem miałby dla Kościelniaka z pewnością jakieś miłe słowo...

Premiera spektaklu "Solaris" odbyła się 25 czerwca na Dużej Scenie Teatru im. Słowackiego. 


 


Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
    Reklama
    Ostatnio dodane artykuły
    Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/ Film / Premiery
    Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
    Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
    Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
    Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/
    Wspólnie z krakowskim Kinem Pod Baranami zapraszamy na wakacyjną sesję "filmoznawczą". Wielkie filmy za małe pieniądze. Mamy dla Was podwójne...
    Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety! Bulwar(t) nad Zalewem Nowohuckim. Lato pod znakiem kultury i rekreacji
    Tagi