Sound z wrocławskiej sceny
![]() |
| Sinusoidal |
Wrocławski Sound to festiwal indywidualności i artystów związanych ze stolicą Dolnego Śląska, czerpiących inspirację z atmosfery wielokulturowego miasta, ale nie tylko. Festiwal prezentuje i promuje wrocławskie środowisko muzyczne - w myśl zasady, cudze chwalicie, swego nie znacie. Pełni on także funkcję platformy spotkań i integracji dla samych artystów, stając się dla nich pretekstem do rozmów o nowych pomysłach na kolejne muzyczne projekty.
Trzecia już edycja festiwalu odbyła się w dniach 20-23 października w Centrum Sztuki Impart we Wrocławiu. Program pierwszego dnia przeglądu został wypełniony koncertami zespołów zakwalifikowanych w konkursie "Młody Wrocław", piątek i sobota były natomiast regularnymi przeglądowymi dniami, podczas których naprzemiennie na dwóch scenach występowały wrocławskie składy i artyści, natomiast w niedzielę odbył się koncert galowy. Był to multimedialny projekt o mieście Wrocław z fragmentem jego burzliwej przeszłości w roli głównej, czyli "Breslau" Igora Boxxa - artysty znanego z duetu Skalpel i ze współpracy z londyńską wytwórnią Ninja Tune.
Podczas festiwalu dominowała muzyka nu-jazz, alternatywa, elektronika i fussion, czyli właśnie brzmienia, które czynią wrocławską scenę muzyczną wyrazistą i niepowtarzalną. Ale to nie wszystko, na scenach Impartu obecny był także blues, pop, rock, bowiem przegląd jednoczy całe środowisko muzyczne Wrocławia i prezentuje muzyczne odkrycia niezależnie od granego przez nich gatunku.
W tegorocznej edycji imprezy zaprezentowały się m.in. Legitymacje, Matplaneta, Alicja Janosz z zespołem, Bartosz Porczyk, Kormorany, Kasia Mirowska z Liquid Love, Zgas, Kariera, Fat Burning Step czy Sinusoidal.
Niszowo, a przez to kameralnie

Bartosz Porczyk
Piątek niewątpliwie należał do Bartosza Porczyka oraz grającego tuż po nim zespołu Sinusoidal. Porczyk zaprezentował materiał ze swojej autorskiej, wydanej w kwietniu tego roku płyty zatytułowanej "Sprawca" (więcej o projekcie poczytacie tutaj). Podczas koncertu, który był wyśmienitym muzyczno-aktorskim show, artysta postawił sobie za cel obnażenie prawdziwego obrazu współczesnej rzeczywistości czasów konsumpcjonizmu, poruszył także kwestie popkulturowości i chorób polskiego show biznesu. Świetnie wykreowana oprawa muzyczna, gra świateł i mocne teksty utworów sprawiły, że Bartosz Porczyk dokonał dwóch rzeczy naraz - ośmieszył masowe gusta i jednocześnie je zaspokoił.
Zmianę muzycznego klimatu zapewnił natomiast duet Michała Siwaka i Adrianny Styrcz, czyli formacja Sinusoidal, która zagrała pozytywną i niezwykle energetyczną dawkę muzyki, pochodzącą z ich najnowszego krążka "Out of the wall" (o zespole pisaliśmy też tutaj). Fascynujące, jak łatwo można zapomnieć się i całkowicie rozpłynąć w ich dźwiękach inspirowanych nu-jazzem, trip-hopem, ambientem, downtempo i chillwavem. Spora dawka elektroniki, przeplatana różnorodnymi brzmieniami Ady skutecznie rozbujała publikę zebraną tego dnia w Imparcie.
Oko w oko z artystą
W sobotę objawieniem wieczoru była natomiast Alicja Janosz oraz Fat Burning Step ze zjawiskową wokalistką Marią Payne. Janosz zagrała na scenie w Imparcie swój pierwszy koncert prezentujący materiał z najnowszego albumu z pełnym muzycznym składem. Powracająca na polską scenę muzyczną wokalistka zaśpiewała klimatyczne, bluesowe kawałki, nie zabrakło jednak także porcji bardziej energetycznych utworów. Charakterystyczny, mocny głos filigranowej Alicji, wpadające w ucho teksty, doskonała oprawa muzyczna, to połączenie, które musiało się udać.
Janosz rozgrzała publikę, co skrzętnie wykorzystał zespół występujący jako następny, czyli Fat Burning Step. FBS to efekt współpracy wrocławskich muzyków ze zjawiskową wokalistką o angielsko-greckich korzeniach - Marią Payne oraz szwajcarskim producentem Roli Mosimannem. Przez godzinę artyści grali w duchu dubstepu, dubu oraz world music. Niesamowita sceniczna ekspresja wokalistki, jej intrygująca barwa głosu i oryginalne dźwięki skutecznie rozruszały uczestników sobotniej imprezy.
***
Wrocławski Sound prezentuje artystów niejednoznacznych, często nie dających uchwycić się w znane muzyczne ramy. Ale jednocześnie artystów odważnych i utalentowanych, nie bojących się żadnych muzycznych eksperymentów, nawet kosztem bycia niszowym. Wrocławski Sound pozwolił im zaprezentować się szerszej publice. Nam natomiast dał możliwość delektowania się tym, co niebanalne i bezkompromisowe w podejściu do dźwięku.






