zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › Szkoła błaznów: impresje o okrucieństwie

Szkoła błaznów: impresje o okrucieństwie

                                                                   fot. Michał Matuszak

Kolaż luźnych scen wypełnionych obyczajowymi obserwacjami, dowcipnych, poetyckich, czasami okrutnych – oto propozycja najnowszego spektaklu we Wrocławskim Teatrze Pantomimy.

Spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy ”Szkoła błaznów” powstał z inspiracji dramatem Michela Ghelderode, belgijskiego dramaturga, którego sztuki charakteryzuje czarny, absurdalny humor i makabra.  Zbigniew Szymczyk – autor scenariusza i reżyser przedstawienia zaczerpnął z oryginału główną myśl dotyczącą okrucieństwa sztuki i życia.

 

Nieoczekiwana zamiana miejsc

Główna i kluczowa zarazem postać dramatu różni się jednak od oryginału zasadniczo. Folial bowiem (w tej roli znakomita Anna Nabiałkowska) jest zamaskowaną kobietą, ucharakteryzowaną na Chaplinowskiego Charliego. Frak, wąsik i baczna obserwacja świata – oto, co łączy te dwie postaci. Bliżej jednak pantomimicznemu Folialowi do Charliego aniżeli do  mistrza błaznów, jakim go przedstawia Ghelderode.

W swojej interpretacji tego bohatera Zbigniew Szymczyk idzie jeszcze dalej. Przedstawia także przyczynę tej zmiany. Otóż w symbolicznej scenie, która rozgrywa się w wyimaginowanym raju, po ”zerwaniu” owocu, Adam i Ewa ubierają leżące obok nich stroje: Adam – kobiecy, Ewa – męski. Ta zamiana ma więc miejsce ab ovo. Przypadek? Los? Reżyser pozwala nam domniemywać, że w tym właśnie tkwi źródło cierpienia głównego bohatera, który nie umie się z tym pogodzić, ale także – jak się okazuje na końcu sztuki – jego siła.

 

Projekcja wiszących ciał

Przedstawienie składa się właściwie z pantomimicznych impresyjnych scen, dość luźno ze sobą powiązanych. Za każdym razem jednak w finale jest czyjeś cierpienie i śmierć. Obojętnie, czy rzecz dzieje się na plaży, czy też na placu zabaw. Właściwie można by rzec, że jest to kolaż rozbudowanych etiud, które wypełnia muzyka i gra aktorska. Obrazy te są zabawne i pełne wdzięku, a przy tym niesie je ckliwa muzyka Nat King Cole` a (”Te Quiero Dijiste”), przedwojenne przeboje i inne „słodkości” usypiające czujność widza.

                                                                           fot. Michał Matuszak

Nikt nie domyśla się dramatu, bo też go przez całą niemal etiudę nie dostrzegamy. Rodzi się z znienacka i z zaskoczenia. Kobieta na scenie „walczy” z leżakiem, mężczyzna w typie biznesmena zastyga z kawałkiem papieru na nosie, aby złapać trochę słońca, inni wystawiają różne części ciała do słońca… To jest nieodparcie komiczne. Rychło zapominamy, że w pierwszej scenie pojawiła się projekcja wiszących ciał.

Podobnie jest również w kolejnych scenach. Podczas dziecięcych zabaw nagle zmienia się nastrój – ktoś zostaje wykluczony, ktoś inny pozbawiony życia. I spektakl toczy się dalej. Niektóre z etiud mają cudowny, poetycki charakter. Podwojone, lustrzane odbicia postaci ożywają i na naszych oczach talerz staje się słońcem, planetą, a człowiek unosi go nad sobą albo ma pod stopami, jakby krążył w przestrzeni kosmicznej. Żadne słowo nie jest w stanie opisać urody tych scen… Są jak ze snu. Gesty postaci odbitych w „lustrze” zostają zwielokrotnione przez inne, realne i zdają się mówić, że człowiek zawsze pragnie czegoś więcej niż tylko dobra materialne.

 

Ciąg teatralnych popisów

Owe etiudy stają się w tym spektaklu całościami w gruncie rzeczy niezależnymi i zbyt przypadkowo ze sobą „sklejonymi”, aby można je było uznać za pewną logiczną całość. Przedstawienie zamienia się bowiem w ciąg teatralnych popisów, podczas których umyka gdzieś zasadnicze przesłanie sztuki.

Z całą pewnością jednak warto podkreślić, że ma ona wyraziste zakończenie. Otóż Folial zostaje pojmany i przytwierdzony do ściany. Proces, który się odbywa, jest wybitnie groteskowy i wiadomo, że zakończy się skazaniem. Zresztą nie ma obrońcy. Postacie zaczynają wykonywać gesty, które przypominają kamienowanie. Niczego nie mają w rękach, a jednak za każdym razem w ścianie, do której przytwierdzony jest główny bohater, pojawia się nóż. A mimo to Folial nie tylko uchodzi z życiem, ale zrzuca z siebie męski strój i pojawia jako kobieta. To, co było źródłem jego cierpienia, staje się także przyczyną jego siły i prowadzi do wolności.

Jest także w spektaklu rodzaj post scriptum. Postacie (za wyjątkiem głównej) zaczynają grać na plastykowych dziecinnych rurkach hymn Europy. Początkowo jest to niezbyt zgrana orkiestra, ale pod wpływem Błazna zaczynają robić to coraz energiczniej i w pewnym momencie rozpoczyna się ich marsz w kierunku widowni. Zanim zgaśnie światło, czujemy dreszcz strachu, bo to my stajemy się przedmiotem opresji…

 

Premiera ”Szkoły błaznów” w reż. Zbigniewa Szymczyka miała miejsce 10 października 2014 roku  we Wrocławskim Teatrze Pantomimy. 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
    Reklama
    Ostatnio dodane artykuły
    Teatr IMKA wystawi Szekspira za darmo w parku! Teatr / Aktualności
    Bez biletów i w pięknych okolicznościach przyrody. Stołeczny Teatr IMKA zaprasza na "Szekspira w parku" - plenerowy projekt Johna Weisgerbera.
    The Living Room: Opus Thomasa Richardsa /relacja/
    "The Living Room” nie jest tradycyjnym spektaklem. Nie wiem, czy w ogóle należy tutaj używać tej kategorii. Twórcy wolą bardzo pojemny...
    Robert Lewandowski w autoryzowanej biografii 'Nienasycony' /rozdajemy książki/
    Wczoraj cała Polska trzymała kciuki za naszą reprezentację, dziś, mimo przegranej, jesteśmy dumni "z naszych Chłopaków"! A zastanawialiście...
    Iron Maiden we Wrocławiu 'Litr ciekłego ołowiu', 'Necrosis. Przebudzenie' /Nowości w Klubie Kulturaonline.pl 1.07.2016/
    Tagi