zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plWokół kulturyWywiady › 2015: Powiedzieli nam

2015: Powiedzieli nam



W minionym roku rozmawialiśmy z aktorami, muzykami, reżyserami, pisarzami i artystami obu płci. Przypominamy ciekawe fragmenty naszych wywiadów.
 
Joanna Kulig na planie "Disco Polo"/Next Movie
Joanna Kulig, aktorka:
Na początku wydawało mi się, że nie ma nic prostszego niż zaśpiewanie disco polo. I nagle okazało się, że weszliśmy z Dawidem do studia, nagraliśmy te wszystkie utwory... i one kompletnie nie wyszły. Brzmiały okropnie! Nie mogliśmy wejść w tę stylistykę. Na szczęście pomogła nam konsultantka muzyczna – Daria Druzgała, wokalistka zespołu De Su. 


Anna Zubrzycki, aktorka, założycielka Teatru Pieśni Kozła:
Całe moje doświadczenie aktorskie zdobyłam na polskiej wsi. Podczas wypraw pokazywaliśmy fragmenty spektaklu i od razu było wiadomo, czy się podoba, czy nie. Ludzie po prostu przestawali nas słuchać, zaczynali rozmawiać i palić papierosy, kiedy tylko ogarniała ich nuda. To była prawdziwa szkoła teatralna. Musiałam być autentyczna, otwarta wobec naszej publiczności, która nie miała świadomości, że nią jest, bo nigdy wcześniej przecież nie była w teatrze.

Olga Bończyk, aktorka śpiewająca:
Od 40. roku życia zaczynam z roku na rok uwalniać się ze wszystkich presji. Z tego wszystkiego co jest związane z dorosłością. Czujemy, że ciągle komuś podlegamy i coś od innych zależy. Nic nie zależy od innych, wszystko zależy od nas. Tylko musimy to sobie zwyczajnie uświadomić i żyć. Sięgać po to co chcemy. Jak nie wyjdzie to trudno. Nie mieć do siebie ani innych pretensji, tylko zdobywać własne szczyty- własny Mont Everest. Kiedy to zrozumiałam, to ten optymizm i  radość życia zaczęła bić ze mnie, moich piosenek, koncertowania,  pracy, ze wszystkich działań. To się na wszystko przekłada. Na całe moje życie i  postrzeganie świata.

Takashi Yamamoto, pianista:
W roku 2012 postawiłem sobie za cel wykonać wszystkie dzieła Chopina w Japonii i jakoś mi się udało. To było trudne,  bo jego twórczość obejmuje ponad 230 utworów! Zawsze, bez wyjątku zaczynam od ćwiczeń jedną ręką i dopiero później dodaję drugą. Robię tak, by wyszukać w utworze więcej pięknych, interesujących brzmień, a w szybkim tempie, grając obiema rękami, nie mógłbym ich znaleźć. Na czym kończę? Wydaje mi się, że nie ma końca...


Tomasz Organek, muzyk:
Dostałem parę nagród. To jest bardzo miłe. Ale w ogóle niczego nie zmienia. To jest chwila pośród fleszy aparatów. No i koniec. Trzeba robić dalej dobre rzeczy, treściwe, mądre i prawdziwe. To zupełnie niczego nie zmienia.


Swietłana Wasilenko, pisarka:
W Rosji ubodzy duchem stają się świętymi. Czczona jest m.in. Matrona Moskiewska, która zmarła w 1952 roku. Jej biografie mówią, że posiadała dar przepowiadania przyszłości i uzdrawiania, a także czytania w myślach. Jako dziewczynka miała również przewidzieć przyszłość kraju, w tym rewolucję październikową i jej następstwa, wybuch II wojny światowej i straty w ludziach poniesione przez Związek Radziecki, a także końcowe zwycięstwo Armii Czerwonej. Wiedziała, kto zginie w łagrach. Mężczyźni bali się pytać, a kobiety - przeciwnie. Dowiadywały się o losy najbliższych.

Stasys Eidrigevičiuś, artysta malarz:
Na wernisażu jeden z gości w swetrze, zapytał dlaczego powstały duże abstrakcyjne prace, co to znaczy? Chciałem mu odpowiedzieć - odpowiem na to pytanie, kiedy pan założy garnitur. To brzmi jak żart, ale uważam, że dla artysty wernisaż to duże święto, które należy uszanować. Innym razem na zaproszeniu będę pisał "Obowiązują stroje wieczorowe”. Ludzi trzeba edukować w różny sposób.
 
Sean Noonan/ fot. mat.prasowe - Facebook
Sean Noonan, perkusista:
Odwiedzałem farmę w Suwałkach w poszukiwaniu krowy. Rolnicy z tej farmy okazali się być muzykami (smyczkowymi). Kiedy się dowiedziałem, że są muzykami, zapytałem ich, czy nie zechcieliby zagrać mojej  muzyki. To brzmiało świetnie, nagraliśmy nowy album razem w Londynie, który opowiada historie z śląskich kopalni soli i węgla, miedzy innymi o skarbniku, czyli duchu strzegącym kopalni.
 

Julia Fiedorczuk, pisarka:
W fizyce mówi się o "kwantowym splątaniu”, kiedy jedna cząstka "wie” co dzieje się z inną cząstką, nawet jeśli są od siebie odległe o całe lata świetlne. Ludzkie losy czasem są podobnie "splątane” – kto wie, być może ktoś kiedyś znajdzie naukowe, fizyczne wyjaśnienie tych spraw (śmiech). Poza tym, w tkance  wszystko jest ze sobą splecione – materialne z duchowym, żywe z martwym, piękne z brzydkim. Czas również pozostaje dla nas tajemnicą, ponieważ, zatopieni w nim jak owady w bursztynie, nie możemy zobaczyć go z zewnątrz. Wydaje mi się jednak, że literatura pozwala trochę wniknąć w tę tajemnicę. Właśnie język – precyzyjny, bezkompromisowy -  jest sposobem na to, żeby zrobić szczelinę w otaczającej nas skorupie i wpuścić trochę światła z zewnątrz.
 

Hubert Dobaczewski, muzyk zespołu Lao Che:
Nie wiem, jaki jest lęk współczesnego człowieka. Mogę powiedzieć tylko o swoich lękach. Ja się wypowiadam tylko i wyłącznie za swoją osobę. Największy lęk… Dla mnie zdecydowanie sytuacja wojenna. Chodzi mi o takie ekstremum, w którym wszystko staje na głowie, sytuację, w  której  ten wojenny świat próbuje ułożyć się i w tym systemie jakoś tak się odnaleźć i rodzinnie, i z dziećmi, i tak dalej… Taka sytuacja jest ekstremalna. 
 

Mateusz Damięcki, aktor:
Wykonując ten zawód jest się człowiekiem próżnym z zasady. Można powiedzieć, że uczymy się tej próżności już w Akademii Teatralnej: na każdym kroku mówią nam, że jesteśmy wyjątkowi, że będziemy grali Hamletów, że będziemy kształtować świadomość kulturalną otaczającego nas świata, że będziemy gwiazdami, profetami. Wychodzimy z tej szkoły, mając przekonanie, że będziemy góry przenosić. Potem jak ktoś dostanie trzecie tło w dubbingu, to przychodzi i się chwali. Tak bywa. 
 
 Phyllida Lloyd/fot.Łukasz Badula
Phyllida Lloyd, reżyserka:
2 lata przed przystąpieniem do produkcji, BBC zamówiło sondaż, pytający Brytyjczyków o ich wybór odtwórczyni Margaret Thatcher. I Meryl Streep znalazła się na pierwszym miejscu. Brytyjczycy, bez względu na to, czy kochają czy nienawidzą Thatcher, mają świadomość tego, że była swego rodzaju supergwiazdą, kimś wyrastającym ponad rzeczywistość. Ludzie zaakceptowali również fakt, iż Meryl tak jak Thatcher jest swoistym outisiderem. Thatcher wywodziła się przecież z klasy średniej, poszła do Partii Konserwatystów, pełnej dobrze wykształconych mężczyzn z prywatnych szkół. Była zatem outsiderem. Podobnie jest z Meryl. Te dwie rzeczy zaważyły na akceptacji tej decyzji obsadowej. 
 
 
Anna Orska, projektantka biżuterii:
Robiąc rzeczy unikatowe nie patrzę na zapotrzebowanie. Biżuteria i tak znajdzie nabywcę. Chodzi bardziej o proces nauczenia się nowych rzeczy i ich wdrożenia, który jest czasem tak długi, że okazuje się niezbyt dobry dla marki. Plusem są ciągłe poszukiwania i radość, że coś wyszło, bo efekt widzę nie po kilku tygodniach, kiedy fabryka odeślę gotowy produkt, ale już po kilku godzinach, najwyżej kilku dniach. Nie ma dla mnie lepszej motywacji, by dalej działać.
 

Jan Peszek, aktor:
...to tunel strachu, w który wraz z pojawieniem się dziecka się wpada. Życie całkowicie się zmienia, często ogarnia nas ciemność. Mnie nie dotyczył, w moim okresie życia, zakładania rodziny, tunel strachu, wręcz przeciwnie. Trzeba powiedzieć, że to było czterdzieści parę lat temu. Był zupełnie inny świat niż ten, w którym obecnie żyjemy; innego rodzaju zagrożenia i zahamowania, ale które człowiek był w stanie pokonywać samodzielnie. Teraz pojawiają się takie, który człowiek pokonać nie jest w stanie.
 
 
Anne Plaisance, artystka:
Za każdym razem kiedy tworzę, istnieje ryzyko, że komuś się to nie spodoba, że będzie szokować albo też tego nie zrozumie. Kiedy tworzę, najpierw robię to dla siebie, potem dopiero dzielę się tym z innymi, jeśli taka jest moja decyzja. Każdy ma własną wrażliwość, własne upodobania, i ja to szanuję. Poza tym nie jestem zupą pomidorową, aby każdy lubił mnie i to, co robię. Ja także w sztuce mam swoje preferencje, ulubione obrazy, melodie, artystów, autorów. To jest po prostu normalne i naturalne.
 
 
Jakub Zapała, profesjonalny mistrz gry do wynajęcia:
Jest sporo różnych okazji, przy których Mistrz Gry dostawać może wynagrodzenie. Duże konwenty płacą w swojej wewnętrznej walucie – za poprowadzenie sesji można w ich wewnętrznym sklepiku kupić książki czy gry. Dla jednych to oszczędność, inni wystawiają zdobyte fanty na Allegro i mają z tego wymierny zysk. Od lat organizowane są obozy dla młodzieży, na których opiekunowie i wychowawcy prowadzą sesje. Zdarzyło mi się działać i w ten sposób. Są tacy, którzy prowadzenie RPG traktują jako część swoich obowiązków służbowych jako pracownicy domów kultury czy sklepów z grami. W końcu jest trochę ludzi, którzy raz na jakiś czas wezmą pieniądze za sesję. 
 
 Wojciech Smarzowski/fot. Barbara Lekarczyk- Cisek
Wojciech Smarzowski, reżyser:
Wierzę, że mam grupę widzów o wrażliwości podobnej do mojej i cieszę się z tego. Ale robiąc filmy nie kalkuluję, tylko staram się mówić o rzeczach istotnych. Robię filmy, bo coś mnie uwiera, coś mnie w naszej rzeczywistości boli. Ale zawsze próbuję zostawić nadzieję. Na tyle, na ile potrafię. Na swój sposób jestem reżyserem niezależnym.
 
 
Renata Lis, pisarka, autorka książki o Iwanie Buninie:
Będąc już dobrze po pięćdziesiątce, żonaty od prawie dwudziestu lat Bunin poznał miłość swojego życia, młodszą o pokolenie poetkę Galinę Kuzniecową, i po długiej walce wewnętrznej postanowił, że muszą, po prostu muszą żyć we troje - on, jego żona Wiera Muromcewa i Galina. Prawdziwy charakter ich relacji był utrzymywany w tajemnicy. Bunin doświadczył wtedy głębokiego rozdwojenia - kochał obie kobiety jednocześnie i z żadnej nie umiał zrezygnować. To było w jego przypadku tragiczne, było prawdziwe, i czytając źródła na ten temat, nie byłam w stanie się na niego oburzyć, choć współczułam bardzo jego żonie. Ale jemu też współczułam. I Galinie. 
 
 
Marcin Nowakowski, saksofonista:
Z Marylą Rodowicz pracowałem podczas trasy "Złota Maryla”. Wtedy jeszcze chodziłem do szkoły muzycznej. Nauczyciele nie byli zadowoleni. Pamiętam jak mówili, że skoro zarabiam pieniądze, to mogę je oddawać do szkoły na komitet rodzicielski. Powiedziałem, że niestety nie jestem tym zainteresowany, bo zbieram na instrument.
 

Jan Fijor, ekonomista i wydawca:
Na całym świecie wszyscy wiedzą, że najgłupszą instytucją w gospodarce prywatnej są banki. To kartel, który nie ma konkurencji. A władzę dają bankom politycy, rząd musi przecież gdzieś pożyczać pieniądze np. na wojnę z Irakiem. Dobrze jest pożyczać jak najtaniej, więc banki zrobiły zerowe stopy procentowe i pożyczały za darmo. A to niemożliwe. Teraz zamiast oszczędzać drukuje się pieniądze. Ekonomiści nie wróżą dobrze amerykańskiej gospodarce. 
 
 
Iza Michalewicz, reporterka i pisarka:
Najpierw zbieram wszystko, jakbym zaglądała pod każdy kamień. Może się to wydawać drobiazgowe, ale wybitny polski reporter Krzysztof Kąkolewski robił podobnie. Jeśli przyjrzeć się temu, jak gromadził dokumentację choćby do ”Co u pana słychać?”, to trzeba przyznać, że to się już obecnie prawie nie zdarza. Ludzie idą na łatwiznę, na skróty, traktując od początku wszystko wybiórczo. A ja właśnie, nie wiedząc jak pracował Kąkolewski, robiłam to i nadal robię tak jak on. Redaktorzy utyskują czasem na mnie, że "przeinwestowuję”
 
 
Kamil Sipowicz, poeta, artysta i filozof:
Nuda jest przeżyciem metafizycznym. Jest taka świetna książka Alberto Moravi na temat nudy. W nudzie tak zwany byt w całości – to jest pojęcie Martina Heideggera – napiera na nas, nachodzi nas w szary, jałowy sposób. Możemy to wykorzystać jako paliwo do działania, do twórczości. Nuda jest potrzebna, żeby tworzyć, działać. Chyba że tak nas przygniata, że nie możemy się z jej ciężaru podnieść. 
 
Lech Majewski/fot. mat. prasowe
Lech Majewski, reżyser i artysta multi-medialny:
Pojechałem do Szwecji i nazajutrz po przyjeździe poszedłem na plan. Wszyscy już od rana dziarsko się uwijali, co wprawiło mnie w zdumienie po uprzednich doświadczeniach, ale przede wszystkim szukałem Ingmara Bergmana. Sądziłem, że pewno pojawi się na planie jak jakiś cesarz. W końcu zapytałem asystenta producenta. Ten wskazał mi palcem jakiegoś mężczyznę, który klęczał w przepoconej koszuli i przesuwał kabel… Dopiero wtedy rozpoznałem Bergmana. Miał taki system, że kiedy rozmawiał z aktorami, to zawsze ustawiał się w pozycji niższej niż oni. Poza tym męczył się nad ujęciami jak jakiś, nie przymierzając, debiutant. To była fizyczna walka człowieka z przestrzenią i ze swoim własnym wnętrzem. Mimo że był protestantem, człowiekiem niezwykle precyzyjnym, to jednak dopuszczał do siebie nieznane .
 
Wanda Ziembicka- Has, wdowa po reżyserze Wojciechu J. Hasie:
"Rękopis znaleziony w Saragossie” to pierwszy film, w którym Zbigniew Cybulski grał kostiumową rolę i zdjął okulary. Zachowałam korespondencję między moim mężem a Cybulskim, w której aktor pisał "Co ty, chcesz ze mnie kobietę zrobić, żebym ja w jakichś żabotach grał? Ja się do tego nie nadaję i nie zdejmę okularów, bo nic nie będę widział”. Wtedy niestety nie było szkieł kontaktowych, ale na szczęście wszystko się udało. Trzeba przyznać, że rola Cybulskiego wyszła genialnie.
 
 
Daniel Olbrychski, aktor:
W moim zawodzie trzeba mieć umiejętność bycia pokornym i niepokornym.  W aktorstwie, tak jak w sporcie potrzebna jest bezczelna pewność siebie, przekonanie, że jest się najlepszym, bo inaczej nie wychodzi się ani na ring ani na scenę.  Jednocześnie trzeba być bardzo pokornym wobec tekstu,  reżysera, partnerów, wobec wymagań widowni.  Być niepokornym to czasami robić coś pod prąd, przeciw wszystkim i wszystkiemu. Takimi niepokornymi byli najwięksi artyści, których tutaj czytałem np. Norwid, który bardzo obraźliwe rzeczy, na temat społeczeństwa polskiego wygłosił, a które brzmią do dzisiaj bardzo aktualnie.
 
 
Rafał Szłapa, komiksiarz:
Każdy chyba miał okres swojej fascynacji komiksami zza wielkiej wody. Kiedy byłem bardzo młodym człowiekiem, to wszystko miało swoją nazwę "komiksy amerykańskie” i było niesamowitym rarytasem, nie odróżniałem DC od Marvela, bo zresztą nie było większej potrzeby. Pamiętam, że w szkole wymieniłem Tytusy (wybacz Papcio!) na węgierskiego Hulka i jeden, przypadkowy ale za to świetnie narysowany zeszyt Eternali, później na jakimś targowisku kupiłem mocno zużytego Kapitana Amerykę... Pamiętam, że gdzieś w tv zobaczyłem fragment komiksu gwiezdno-wojennego i jako fan, oszalałem na jego punkcie. To było wtedy praktycznie nie do zdobycia. Taki był kontakt z tymi komiksami w latach osiemdziesiątych.
 
 Wojciech Jagielski.fot. Bartosz Krupa
Wojciech Jagielski, reporter i pisarz:
Już w Polsce musiałem przygotowywać się do podróży, które być może nastąpią. Wydawało mi się wręcz karygodne, gdybym jadąc dokądś, był do tego nieprzygotowany. Była to benedyktyńska praca: ślęczenie nad każdą depeszą, artykułem, także nad książkami. Spędzałem na tym wiele godzin. Pisanie i wyjazdy stanowiły może dwadzieścia pięć procent tego czasu, który spędzałem zgłębiając dany temat. Wiedząc np. o wyborach prezydenckich w Ugandzie i będąc pewnym, że tam pojadę, wiele miesięcy przedtem czytałem lokalne gazety, wertowałem książki poświęcone Ugandzie… Im więcej bowiem wiedziałem, tym łatwiej było mi zauważać różnego rodzaju historie, które innym, mniej zaangażowanym, umykały. 
 

Stefan Laudyn, dyrektor Warszawskiego Festiwalu Filmowego:
Festiwale są furtką dla filmów niezależnych, czyli takich, które nie mają gwarancji dystrybucyjnych i muszą walczyć o swoje miejsce na rynku. Kiedyś wspaniały brytyjski dystrybutor Andi Engel, szef firmy Artificial Eye, podzielił filmy na trzy rodzaje:

- te, które są pokazywane w kinach
- te, które są pokazywane na festiwalach
- te, które nie są pokazywane nigdzie.

Festiwali jest bardzo dużo, a gust każdego dyrektora festiwalu jest inny, więc bardzo różne filmy mają szansę na zaistnienie. Myślę, że są też filmy, których nikt nie chce oglądać. Ale zdarza się też, że film, odrzucany przez kolejne festiwale, zostanie w końcu gdzieś zaproszony i niespodziewanie zaczyna się jego kariera.

cały wywiad tutaj
 

Petra Soukupová, pisarka:
Nie mogę wypowiadać się w imieniu dzieci, ale myślę, że nie powinno się zbyt długo chronić dzieci przed prawdziwym światem. Że nie ma niczego złego w tym, że dziewięcioletnie dziecko zobaczy, że jego matka też ma jakieś słabości czy problemy (to akurat nie jest sytuacja z tej książki.) Nie jestem zwolenniczką teorii, że dzieci należy chronić przed światem, że na tym polega dzieciństwo.
 
Marcin Dudziak/fot. Barbara Lekarczyk- Cisek
Marcin Dudziak, reżyser filmowy:
Kręciliśmy 21 dni i był to bardzo trudny plan. Mała ekipa powoduje, że występuje się w wielu rolach, także w rolach tragarzy, byliśmy też zmęczeni fizycznie. Już na samym początku, kiedy wydawało się, że możemy zaczynać pracę, okazało się, że – wbrew wcześniejszym ustaleniom – ponton nie pływa, bo San ma zbyt niski stan. W rezultacie zaczęliśmy szukać innych miejsc do filmowania. Trudne było samo kręcenie na wodzie w tak małej ekipie.
 
 
Lucian Dan Teodorovici, pisarz:
Inspiracje płyną z różnych źródeł i nie zawsze są racjonalne.  Tak się przy tym składa, że studiując reżyserię teatralną, miałem dużo zajęć z teatru lakowego. Dzięki temu zauważyłem, że podczas grania spektaklu aktor nie tylko animuje lalkę, ale też sam zmienia się pod jej wpływem. Zmienia się nie tylko jego fizjonomia, ale także sposób poruszania się.  Chciałem dokonać swego rodzaju transpozycji z duszy marionetki (o której bohater pisze w swoim traktacie) na duszę człowieka. Mój bohater traci duszę, ponieważ traci pamięć i to właśnie marionetka ”przywraca” mu życie.
 
 
Wiesław Komasa, aktor i reżyser teatralny:
...mówiąc teksty poetyckie zrozumiałem, że jeżeli człowiek nie kłamie w relacji z widownią, to dotyka takiej przestrzeni, której, podejrzewam, dotyka sam poeta. Jest to przestrzeń powiększonej wrażliwości i wyjątkowego słowa. Poza tym przez poezję i monodramy uczyłem się mówić. Na początku swojej pracy nie podejrzewałem, że słowo ma taką zaklętą moc. Zawsze zdawało mi się, że mogę pewne sprawy wypowiedzieć za pomocą ruchu, ekspresji. Musiałem dopiero nabrać odwagi na samego siebie, uwierzyć w siebie, aby poprzez bliskość kontaktu z widzem dać się oswoić. I to mi dał właśnie monodram.
 
Krystyna Sienkiewicz/fot. Barbara Lekarczyk- Cisek
Krystyna Sienkiewicz, aktorka: 
Jeremi Przybora mówił, że miałam nie dzieciństwo, ale bachorstwo. Talenty odziedziczyłam po mamie. Była nie tylko piękna, ale miała liczne zdolności. Mimo że umarła, kiedy byłam dzieckiem, mam odczucie, że zawsze na mnie patrzy, a jej portret nieustannie mi towarzyszy. Nie jestem osobą, która chodzi do kościoła, ponieważ uważam, że Pan Bóg źle widzi, bo nie dostrzega małych, cierpiących istot. Nie mogę pojąć, dlaczego są sieroty... To jest na pewno wielkie szczęście, że umiem malować, pisać i tańczyć, że umiem grać. Sądzę, że się z tymi talentami urodziłam i z nich czerpię siłę. 
 
Kazimierz Kutz, reżyser:
Wytwórnia Filmów Fabularnych powstała z powodów politycznych. Władzom zależało na tym, aby stworzyć coś nowego, oryginalnego, czego nie robili Niemcy. W tym czasie istniała już generacja młodych twórców, do której i ja należałem. W rezultacie ta prymitywnie wyposażona wytwórnia stała się inkubatorem polskiej szkoły filmowej, bo do niej właśnie wysyłano wszystkich debiutantów i młodych reżyserów. Miało to swoje zalety, bo znaleźliśmy się z dala od Łodzi i Warszawy, gdzie istniała już uporządkowana administracja i co za tym idzie – ścisła  kontrola. Natomiast myśmy się znaleźli w nieco poszerzonej sferze wolności. Mieszkaliśmy zazwyczaj w Wytwórni Filmowej, a dyrektor, który tę wytwórnię założył, był fantastycznym człowiekiem i lubił artystów. Miał misję stworzenia nam dobrych warunków do pracy. Można by napisać książkę o tym, że szkoła polska to właśnie Wrocław.
 
 
Mariola Przyzwan, pisarka, autorka biografii o Halinie Poświatowskiej:
Obraz Haliny we wspomnieniach jest bardzo zróżnicowany, choć wszyscy powtarzali zgodnie, że była piękną dziewczyną: wiotką, szczupłą, zgrabną, o wielkich, oczach w kształcie migdałów. Gdy zaczynała mówić, śmiać się, stawała się jeszcze bardziej pociągająca. Jest też inna  Poświatowska uwodząca młodych mężów – zadowolona z tego, że się powiodło, że budzi zainteresowanie mężczyzn i zazdrość kobiet. Lubiła flirtować. Była przy tym szalenie inteligentna, oczytana i  po prostu mądra. Lubiła także bawić się językiem, słowami i jeśli nie znajdowała zrozumienia u drugiego człowieka, często zrywała znajomość. Przyjaciół i znajomych dobierała sobie starannie.
 
 
Maciej Krupa, etnolog i przewodnik, autor "Kronik Zakopiańskich".
Będę surowy dla swoich współmieszkańców. Tak jak w Polsce mniejszość czyta książki, Zakopane nie jest inne. Tu liczy się stan posiadania, marka auta, jakim się jeździ. Ludzie, którym zależy na kulturze i tradycji, dla których wartością jest Karłowicz i Szymanowski, a nie nazywają tego rzępoleniem, którzy zachwycają się dziełami Witkacego, a nie nazywają go wariatem i narkomanem, stanowią absolutną mniejszość. Przytłoczeni są przez tych skłonnych zburzyć absolutnie każdy zabytek, by na jego miejscu wybudować galerię handlową, czy apartamentowiec. To może kiepski bon mot, ale w Zakopanem najpopularniejszym gatunkiem sztuki jest sztuka mięsa.
Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Kulturaonline to strona, na której można się czegoś dowiedzieć i przeczytać masę ciekawych wywiadów. W zeszłym roku napracowaliście się na medal. Tylko gratulować weny i formy.

  • Oby Redakcja mogla wybrac tak liczne cytaty z rozmow przeprowadzonych w roku biezacym.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Letnie Tanie Kinobranie - Młode życie /konkurs/ Film / Aktualności
Lato w pełni, a 11. Letnie Tanie Kinobranie jest już na półmetku. Mamy dla Was podwójne zaproszenie na jeden z seansów.
Letnie Tanie Kinobranie - Prawdziwe życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia...
Letnie Tanie Kinobranie - tydzień 2: Kobieta i życie /konkurs/
Wielkie kino za małe pieniądze. Wspólnie z Kinem Pod Baranami zachęcamy do nadrobienia filmowych zaległości. I mamy dla Was podwójne...
Letnie Tanie Kinobranie: Żyć znaczy kochać /konkurs/ Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety!
Tagi