zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › Klątwa epizod 1: Nie zadzieraj z Mesjaszem

Klątwa epizod 1: Nie zadzieraj z Mesjaszem

W pierwszym odcinku teatralnego serialu są masowe zgony polityków, tajemny plan Jezusa i znakomite aktorstwo. Duet Strzępka- Demirski nie zaskakuje niczym nowym, ale też nie odkrywa wszystkich kart. 
 
.html
 Jedyny poseł ocalały z "katastrofy" (Radomir Rospondek)/fot. Łukasz Badula - próba spektaklu
Przez ulicę Wiejską przeszła potężna trąba powietrzna. Zasysając obradujących w Sejmie posłów i przenosząc ich ciała w bliżej nieokreślone miejsce. Już po fakcie, na miejsce przybyły wozy transmisyjne telewizji. Pokazując pogorzelisko parlamentu i unoszący się dym. Internauci szybko dostrzegli w nim sylwetkę Franka Underwooda. Choć niektórzy byli przekonani, że to nie postać z "House of Cards", ale Jezus Chrystus bez brody. Jedyne katolickie radio w kraju wezwało do publicznych modłów za ojczyznę. Na ulicę wyjechały czołgi, a "pożyczone" od USA myśliwce odbyły serię kontrolnych lotów nad krajem. Aby Putinowi Ściana Wschodnia nie pomyliła się z Krymem. Hipermarkety zamknęły swoje podwoje w obawie przed plądrowaniem półek. Kościoły przeciwnie - otwarły bramy na oścież, stając się schronieniem dla nagle nawróconych obywateli. Zamknięto granice. Ogłoszono żałobę narodową. Odwołano "Taniec z gwiazdami". 
 
To wszystko zdarzyło się w jeden piątkowy wieczór. Gdy z wysoką gorączką leżałem w łóżku, nie mogąc uczestniczyć w premierze teatralnej "Klątwy". O tym, czy spektakl przebił moje majaki, przyszło zweryfikować dopiero dzień później. Z gorączką, ale i sporym bagażem oczekiwań. Teatralną koprodukcję Łaźni Nowej i Teatru IMKA cechuje przecież niesamowicie nośny punkt wyjścia. Polska bez polityków, za to z wiarą w czary i gusła. Cenzurka wystawiona władzy, ale też krzywe zwierciadło społecznych mechanizmów. Spekulatywna publicystyka w ujęciu najbardziej gniewnego z teatralnych duetów. 
 
Z tym gniewem nie ma co przesadzać. Monika Strzępka i Piotr Demirski od dawna nie są już zakalcem w mainstreamowym cieście. Nie jątrzą tak bardzo, bo też inna jest ich teatralna pozycja. Gdy realizowali pierwsze projekty, jawili się rodzajem dramaturgicznej partyzantki. Przeprowadzając dywersję w najbardziej newralgicznych miejscach teatralnego życia. Nie tylko odbrązawiali i przedrzeźniali, lecz konsekwentnie upominali się o dramaturgię zaangażowaną, wojowniczą, nonkomformistyczną. Dla jednych była to heroiczna walka, dla drugich - tylko lewacka utopia. Od tamtego czasu, sytuacja duetu uległa jednak daleko idącej przemianie. Poznań, Chorzów, Wrocław, Warszawa, Kraków - ich bunt jest rozchwytywany, transferowany na kolejne sceny, z różnymi zespołami aktorskimi. Strzępka trafia na okładkę "Wysokich Obcasów", a Demirski - jako ekspert do studia TVN 24. 
 
Jeśli wspominam o ekspansji duetu, to bynajmniej nie dla wytykania niekonsekwencji. Strzępka i Demirski nigdy przecież nie składali ślubów wierności przed żadną antysystemową Międzynarodówką. Kto zaś pamięta tyradę z teatralnego remiksu Dario Fo, wie, jak cierpko potrafią mówić np. o środowisku "Krytyki Politycznej". Problem leży gdzie indziej. Przy obecnej nadreprezentacji dokonań duetu, radykalizm jego poczynań wydaje się mocno ograniczony. Kiedyś Strzępka z Demirskim wybornie parodiowali Warlikowskiego. Dzisiaj łatwo wyobrazić sobie parodię ich spektaklu. Wywrotowa treść stała się kolejną teatralną marką, dramaturgicznym sznytem, określoną medialnie strategią. 
 
.html
 Znakomity Krzysztof Dracz jako prezydent i nawiedzający jego ciało dziennikarz/fot. Łukasz Badula - próba spektaklu
Wybierając się sobotnim wieczorem do Nowej Huty, żywiłem zatem pewne obawy co do wymowy  "Klątwy". Zwłaszcza pamiętając przeprawę z "Bitwą warszawską 1920", którą duet wystawił na deskach Starego Teatru. Tamten spektakl był przegadany, uginający się od historycznych retorsji, przewidywalny w scenicznych grepsach. A jednak duet nie poległ w nim do końca, nie skapitulował przed trudnym tematem, zachował jakąś cząstkę twórczego fermentu. Stąd i nadzieja, że przy okazji kolejnej współpracy z Łaźnią Nową (po "W imię Jakuba S."), w najgorszym wypadku będzie... swojsko. Człowiek da na siebie nakrzyczeć, trochę się pośmieje, podpisze jakąś petycję i odetchnie z ulgą, że jeszcze mu daleko do kreatur lub ofiar systemu ukazywanych w sztuce. Taka mała eksterytorialna wspólnota. Cenne doświadczenie niezależnie od tego, czy jest się jej członkiem czy zakładnikiem. 
 
O wspólnotowym charakterze "Klątwy" świadczyły już tłumy koczujące przed spektaklem w korytarzach Łaźni Nowej. Wśród gromadnie przybyłej publiczności, udało mi się wyłowić m.in. profesora Hartmana (który zapewne chciał wiedzieć, czy Demirski nie przeklina przypadkiem Twojego Ruchu). Duży rozrzut pokoleniowy i modowy. Szum wokół "Klątwy" niewątpliwie zadziałał. Teraz wypadało czekać, aż zaszumi na scenie. 
 
Zaszumiało. Nie tylko w głowie, ale i na scenie. Co prawda, ten, kto spodziewał się u Strzępki i Demirskiego resetu twardego dysku, musiał przeżyć rozczarowanie. To wszystko gdzieś już było. Te nagłe wejścia i wyjścia przez drzwi, pyskówki w pierwszej osobie a'la "jakim to jestem świnią, ale mam swoje powody", osoby publiczne jako obiekty kabareciarskiego linczu czy covery szlagierów służące za przerywniki. 
 
"Klątwa" nie jest zatem formalną innowacją. Reżyserująca Strzępka i piszący tekst Demirski nie wylecieli nagle na Księżyc. Nie stworzyli na scenie żadnej apokapityczno- mistycznej wizji. Serial mający ukazywać renesans czarów i magii, na razie mocno trzyma się konkretów. Będąc kpiną w równym stopniu z klasy rządzącej, co społeczeństwa tą klasę karmiącego. Z mesjanistycznym wątkiem w tle. 
 
Nagłe uśmiercenie wszystkich posłów posiada w serialu rzeczywiście mesjanistyczne podłoże. Groteskowa anihilacja władzy poprzedza bowiem powtórne przyjście Jezusa. To Chrystus rodem z gnostyckich apokryfów. Rozgniewany, bezlitosny, mściwy. Co zrobiliście z moim Kościołem?! - wydziera się na posoborową Polskę. Potrafi splunąć na dziennikarkę, która zgubiła różaniec, a tym, którzy są nieposłuszni - fundować bolesny wgląd w piekielne czeluście. Podaje nawet przybliżoną datę śmierci każdego z widzów (ja na wszelki wypadek wyłączyłem komórkę i... niech tak zostanie). Tytuł pierwszego odcinka "Don't Mess With Jesus" mówi zresztą sam za siebie. Takiemu Mesjaszowi lepiej nie podskakiwać. 
 
.html
 Scena zbiorowa, w fotelu - Jezus Chrystus (Dobromir Dymecki), jeszcze w swetrze/fot. Łukasz Badula - próba spektaklu
Poza sferą wymuszonego rachunku sumienia, w "Klątwie" są oczywiście i bardzo ludzkie postaci. "Jedyny lewicowy poseł" w Sejmie zostaje "jedynym ocalałym z rzezi". Co społeczeństwo ma mu za złe (Wstyd, że przeżyłem - łka). Ostatni Mohikanin władzy ustawodawczej szybko traci pewność siebie. Bo jak tu trzymać fason, gdy nie ma kogo krytykować, a BOR nie zapewnia ochrony? Drugim istotnym protagonistą serialu jest starzejący się dziennikarz - alkoholik. Do niedawna tropił afery i wygrywał procesy o zniesławienie z prezydentem. Teraz w najbardziej medialnym momencie dziejowym, traci pracę. Bo Chrystus wyznaczył mu inne zadanie. Wśród bohaterów pojawia się jeszcze potomek rodu kamieniczników, który odzyskuje stracone po wojnie budynki. Na zasadzie drogocennej kolekcji. Zamierza wysiedlić wszystkich tych, którzy nie pozwalają mu czuć się bezpiecznie w mieście. 
 
Otoczka political- fiction pozwala Demirskiemu na większą niż zazwyczaj dozę absurdu. Wraz z rozwojem akcji, dochodzi więc do komicznych opętań. Wspomniany redaktor budzi się w ciele prezydenta. Tylko po to, by zobaczyć, jak żona zdradza go z głową państwa. Dziennikarz i prezydent muszą teraz dzielić cielesną powłokę. Również podczas transmisji przemówienia do narodu. Ale nie tylko prezydent pada ofiarą wędrówki dusz. Dziennikarka telewizyjna nagle przemawia głosem zmarłej poseł Pawłowicz. Domagając się przeniesienia swoich zwłok do zamrażarki. Najwyraźniej zamierza jeszcze do nich wrócić. Albo przynajmniej zaglądnąć.  
 
Wątek poseł Pawłowicz wzbudził na widowni zdrowy rechot. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż to typowe zagranie pod publiczkę. Tak jak przytaczane na scenie okoliczności śmierci innych parlamentarzystów (m.in. Hoffmana znalezionego nago pod agencją towarzyską). Demirski egzorcyzmuje polską politykę oraz dopisuje kompromitujące nekrologi jej głównym aktorom. Po prawej i lewej stronie. To jednak chyba za mało, by wyjść poza powierzchowną drwinę. Poseł Pawłowicz pozostaje tylko nazwiskiem przyklejonym do rzucającego "kurwami" ducha w ciele dziennikarki. 
 
Jeszcze przed premierą "Klątwy", zwracano uwagę na analogie z katastrofą smoleńską. Na szczęście pierwszy odcinek serialu nie rozgrywa się we mgle znad lotniska w Siewiernym. Demirski darował sobie bezpośrednie skojarzenia z teoriami spiskowymi, tudzież hagiografizacją ofiar katastrofy. Poza pojedynczymi podobieństwami (m.in. mobilizacja serwisów informacyjnych, kwestia wypływających zdjęć zwłok), Smoleńsk i "Klątwa" to dwa różne pola zbiorowej podświadomości. U Demirskiego katastrofa to "work in progress". Nie zewnętrzny zamach, lecz dziejowa sprawiedliwość dokonywana na bieżąco boską ręką. Z umierającymi ciągiem politykami (gdy tylko zechce im się startować w wyborach). Paraliż władzy, który najpierw budzi w społeczeństwie dziką satysfakcję, potem panikę, wreszcie trwogę. To kraina, w której nie ma mowy o "śmierci elit", gdyż elitarny jest tylko immunitet poselski.  

Spreparowana przez Demirskiego szopka na przemian bawi i przeraża. W czym już zasługa nadzorującej przebieg całości Strzępki. Pani reżyser, jak zawsze, czujnie segmentuje tekst i daje pole do popisów aktorom. Aktorom, którzy spisują się, co tu owijać w bawełnę, fenomenalnie. To dzięki nim karykaturalne postaci zyskują realną tożsamość. Zamiast pogardy, budzą jeśli nie zrozumienie, to na pewno współczucie. 
 
Rewelacyjny jest Krzysztof Dracz w podwójnej roli wspomnianego dziennikarza i prezydenta. Sponiewierany, zgorzkniały, ale też cyniczny do granic śmieszności. Zabawna jest Klara Bielawska, zarówno podczas stawiania tarota, jak i matczynej asysty przy Jezusie. Właśnie, Jezus. Dobromir Dymecki jako Mesjasz po prostu zagarnia dla siebie przestrzeń. Mierzący chyba z 3 metry aktor za nic ma sezon grypowy. Paraduje po scenie półnago, zabijając wzrokiem i wygrażając publiczności. Charyzma młodego aktora sprawia, iż sceniczny Jezus budzi głęboki respekt. Nawet, gdy odstawia Electric Boogie. Muzykalnością wykazuje się również reszta obsady. Paweł Tomaszewski (kamienicznik) w przejmujący sposób śpiewa akustyczną wersję "Space Oddity" Bowiego (tekst idealnie oddający sytuację bohaterów sztuki). Z kolei Alona Szostak ni stąd ni zowąd serwuje godną operowej diwy pieśń. Z taką aktorską ekipą można nie tylko uśmiercać parlamentarzystów, ale też tańczyć na ich grobach. Co w symboliczny sposób dzieje się w sztuce. Przy podtapianej wodą scenografii.
 
Dokonując oceny "Klątwy" wypada wstrzymać się z ostatecznym wyrokiem. Przedsięwzięcie zostało zaplanowana na cztery, długie odcinki. Wszystko, co Demirski ujawnił w pierwszym epizodzie, może więc ulec drastycznej zmianie. Dwie i pół godziny "Don't Mess With Jesus" to ledwie antrakt, rozpoznanie sytuacji, branie rozbiegu. Mimo typowej dla duetu struktury spektaklu, "Klątwa" może jeszcze czymś zaskoczyć. Być może politycy wrócą do żywych? Polska stanie się autentycznym królestwem nie z tej Ziemi? Lucyfer utworzy rząd na uchodźstwie? A może skacowany dziennikarz obudzi się w łóżku i powie do żony: "Nie uwierzysz, co mi się śniło"?
 
Co do mnie, po długim powrocie tramwajem z Łaźni Nowej, spałem niespokojnie. Śnili mi się Dymecki tańczący "Deszczową piosenkę" i dyktujący numery Lotto, Dracz eliminujący Franka Underwooda z reklamy kredytów, a także poseł Pawłowicz razem z Demirskim promująca kolekcjonerskie wydanie DVD "Klątwy". Gorączka spadła. Ale napięcie rośnie.
 
Ciąg dalszy nastąpi...       
 
Serial "Klątwa" jest wspólną produkcją Łaźni Nowej i Teatru IMKA. Premiera pierwszego odcinka odbyła się 14 marca. Ostatnia z krakowskich inscenizacji dzisiaj o godz. 19.00. w Łaźni Nowej. Warszawska premiera już 19 marca w Teatrze IMKA, kolejne spektakle - 20, 21 marca. 



KULTURA ONLINE W TEMACIE:
nasze recenzje wcześniejszych sztuk duetu Strzępka - Demirski
  • Tęczowa trybuna 2012 - tutaj
  • W imię Jakuba S. -tutaj
  • O dobru - tutaj
  • Dario Fo przesłał instrukcje - tutaj
  • Bitwa warszawska 1920 - tutaj

 


 





Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Serial w teatrze? Jakos kompletnie nie mam przekonania do tego rodzaju projektow.Jezeli przedstawienie trafi kiedys do telewizjj,badz ukaze sie na dvd,wtedy moze sie skusze i zdecyduje sie je obejrzec.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
'Ostatnie zwierzęta' w Łaźni Nowej: Człowiek to nie brzmi dumnie /relacja - zdjęcia/ Teatr / Recenzje
Z mapką w ręku i doświadczeniami, które mogą zmienić stosunek do ludzkiej cywilizacji. Na terenie byłego budynku szkolnego w Nowej Huty,...
'Geniusz': Prawa ręka największych pisarzy /recenzja książki/
„Geniusz” A. Scotta Berga to powieść biograficzna opowiadająca o życiu niezwykłego człowieka i najlepszego redaktora – Maxa...
Na co do kina? Uciekaj! i Wybawienie
Na długą majówkę dystrybutorzy przygotowali tylko 2 premiery, adresowane głównie do fanów nieszablonowych thrillerów.
Netia Off Camera: Filmowa gorączka w Krakowie V Festiwal Muzyki Współczesnej im. Wojciecha Kilara: Przestrzenie
Tagi