zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plFilmRecenzje › Krakowski Festiwal Filmowy: Relacja

Krakowski Festiwal Filmowy: Relacja

Zakończyła się 53. edycja jednego z najstarszych festiwali dokumentów, animacji i krótkiego metrażu. Recenzujemy filmy, które zwróciły na imprezie naszą uwagę, m.in. dokument o yazzowej Miłości. 
 
 
PAUL BOWLES: KLATKA JEST ZAWSZE OTWARTA
(Paul Bowles: The Cage Door Is Always Open)
sekcja: Spojrzenie na Szwajcarię
 
.html
 
Od rzutu monetą uzależnił swoją całą przyszłość. Jeśli orzeł to samobójstwo, reszka - wyjazd do Paryża i artystyczna kariera. Ostatecznie wylądował nad Sekwaną. Pod skrzydłami królowej tamtejszych intelektualistów - Gertrudy Stein. Dostąpił zaszczytu wyprowadzania na spacer jej psa. W krótkich spodenkach. Wedle rozkazu Stein. Królowa wolała bowiem oglądać jego nogi niż czytać wiersze, które pisał. Bardzo się myliła. Paul Bowles wyrósł bowiem na wybitnego pisarza. A także - wielkiego ekscentryka. Osobę, potrafiącą być outsiderem nawet pośród hołubiących go buntowników. Bo na przestrzeni lat kontestacja zmieniała sztandary, a Bowles pozostawał we własnym świecie. Tuż przed śmiercią odwiedził go w nim młody dokumentalista. Po 12 latach można wreszcie zobaczyć efekty tego spotkania.
 
Praca nad filmem "Paul Bowles: Klatka jest zawsze otwarta" rzeczywiście trwała ponad dekadę. Producent i reżyser Daniel Young, kręcił swój dokument właściwie na wariackich papierach. Przy niemal zerowym budżecie i zmieniającej się ekipie. Z początku nie planował zresztą aż tak rozciągniętej w czasie produkcji. Gdy nadarzyła się okazja rozmowy z Bowlesem, był świeżo po lekturze "Pod osłoną nieba". Powieść spodobała mu się, ale o jej autorze nie wiedział zbyt wiele. Luki w literackiej wiedzy nadrobił dopiero po spotkaniu z Bowlesem. Żmudnie odtwarzając biografię pisarza. Zwieńczeniem przygody stał się oryginalny film. Mimo wielu "gadających głów", bynajmniej nie przegadany. Na pograniczu osobistego pamiętnika, reportażu i animacji. 
 
Dla kogoś, kto zna tylko zekranizowane "Pod osłoną nieba", dokument Younga może wydać się mistyfikacją na miarę "Zeliga". Oto Bowles jawi się jako figura, która jeśli nie pociągała za sznurki kontrkultury, to stanowiła dla niej stały punkt odniesienia. Young jednak niczego nie musiał koloryzować, ani tym bardziej zmyślać. Autor "Pod osłoną nieba" naprawdę gościł na okładkach "Vogue", był idolem bitników i hippisów czy przyjmował u siebie gwiazdy pokroju Rolling Stonesów. Tyle, że nie robiło to na nim wielkiego wrażenia. Gdyby szukał poklasku, nie uciekałby z Ameryki wprost do odległego Maroka. I poświęcał mnóstwo czasu na dokumentację etnicznej muzyki i ludowych opowieści.   
 
Tanger. Tam właśnie umarł Bowles i tam udzielił swojego ostatniego wywiadu. Young nie daje się aczkolwiek zwieść legendzie portowego miasta. Klucza do postaci szuka również poza Marokiem. Tanger mógł artystycznie uformować Bowlesa, ale na stałe osiadł tam dopiero pod koniec lat 40. Co było wcześniej? Chłopiec, który pierwszego rówieśnika poznał w wieku 5 lat i nad którym znęcał się ojciec. Wrażliwiec, powoli odkrywający odmienną orientację seksualną. Działacz partii komunistycznej, który w Meksyku podburzał do zamachu na Trockiego (co skrzętnie odnotowało FBI). Przede wszystkim zaś utalentowany kompozytor, dorabiający pisaniem miniatur do broadway'owskich spektakli.
 
W Nowym Jorku bierze również początek chyba najważniejszy rozdział w osobistym życiu pisarza. Skrupulatnie przez Younga streszczony. Związek Bowlesa z Jane Auer to niewątpliwie zdumiewające love story. Homoseksualista i lesbijka zakochują się w sobie do szaleństwa. Biorą ślub. Są małżeństwem twórczym, choć opartym na wzajemnej rywalizacji. Kiedy Paul poznaje Jane, ta jest już początkującą pisarką. Bowles debiutuje literacko dopiero po wydaniu powieści żony. On odnosi sukces, żona - mimo pochwał Tenesse Williamsa - nie.
 
W filmie Younga wychodzi na jaw codzienna proza osobliwego związku. W Tangerze Paul ma swoje piętro z chłopcami, Jane - swoje z dziewczętami. Tworzy się swoisty czworokąt. Jane zaczyna być ponoć podtruwana przez... własną kochankę. Choć może to tylko skutki alkoholizmu i rosnącej psychozy? W każdym razie Jane powoli umiera na oczach Paula. 
 
Sceny z Bowlesem, który wspomina żonę trudno oglądać bez poruszenia. Jak też inne wypowiedzi pisarza, leżącego na łożu śmierci i otoczonego lekarstwami. Czego nie potrafi już wyznać, dopowiadają jego przyjaciele i znawcy twórczości. Gore Vidal, John Waters, Edmund White czy Bernardo Bertolucci, reżyser wspomnianej ekranizacji "Pod osłoną nieba". Na oczach widza domyka się pasjonująca historia. Opowieść o człowieku, który w młodości myślał o samobójstwie, a dożył 88 lat. 
 
 Zobacz zwiastun 
 
 

GLASTOPIA
sekcja: DocFilm Music
 
.html
 
Tłumy oklaskują U2 i Coldplay. Prawdziwe życie festiwalu Glastonbury toczy się aczkolwiek poza wielką sceną. Na obrzeżach farmy, gdzie funkcjonują osady typu Shangri- La, Greenfield czy Arcadia. Dla ich przedstawicieli główna scena to Babilon. Niechętnie się tam zapuszczają. To do nich przychodzi festiwalowa publiczność. Z myślą o imprezie do białego rana, szalonych happeningach czy posmakowaniu prawdziwej anarchii. Julien Temple rusza z kamerą w tłum, aby przekonać się, jak wygląda owa oaza wolności.
 
Temple, specjalista od rockowych tematów (m.in. filmowe biografie Sex Pistols i Joe Strummera), nakręcił już wcześniej dokument o Glastonbury. Tamten film był przede wszystkim spojrzeniem na historię festiwalu i jego muzyczne dziedzictwo. "Glastopia" kładzie nacisk na aspekt kontrkulturowy. Fenomen organizowania się ludzi wokół imprezy i kreowania na jej zapleczu społecznego eksperymentu. Przestrzeni poza mieszczańską jurysdykcją, gdzie nie ma zasięgu telefonów komórkowych, nie działa internet, a jedyną religią jest nonkonformizm.
 
Głównym przewodnikiem po festiwalu jest u Temple'a Chris Coates. Autor imponującej pracy "Utopia Britannica", która sumuje pół tysiąca lat brytyjskiego snu o idealnej krainie. Od "Utopii" Tomasza Moore'a do... pomysłów welfare state. Coates odnajduje na Glastonbury znajome zjawiska; eskapizm, pogańskie rytuały, przestrzenny izolacjonizm. Wszystko, co wcześniej cechowało inne wysepki buntu w ramach Zjednoczonego Królestwa. Obecna wspólnota to nic innego jak efekt wcześniejszej migracji. Z końca lat 70., gdy hippisi wspólnie z punkowcami szukali dla siebie miejsca. Znajdując je właśnie na festiwalowej farmie.
 
Podążaj za naszym przywódcą - głosi napis pod wielkim graffiti z Michaelem Eavisem. Brodaty farmer jest szarą eminencją filmu Temple'a. Szef festiwalu udostępnia swą ziemię dla społecznych odszczepieńców i broni ich autonomii. W jednej ze scen filmu wskazuje palcem namioty poza farmą. Tam, na wzgórzu mają mieszkać dzieci bogaczy. Dowożone na festiwal Rolls Roysami i obsługiwane przez sąsiadów Eavisa. Z chwilą wejścia na jego farmę, wysoki status społeczny traci jednak znaczenie. Ludzie znikają w jednolitej masie.
 
Kamera Temple'a z trudem ogarnia panujący na festiwalu chaos. Widz jest przerzucany do kolejnych enklaw; kasyno, blok zombie, gejowska restauracja, ekolodzy itp. W tej różnorodności jest siła, ale też swoisty efekt przesilenia. Czy tak wyglądają ostatnie dni przed końcem świata czy, wręcz przeciwnie, to zapowiedź nowego społeczeństwa? Nikt tu nie szuka odpowiedzi. Jeśli już czymś się martwić, to wielkim kacem po festiwalu. Kacem mentalnym, bo, jak wyznaje jeden rozmówca Temple'a, nic nie potem ma sensu. Pozostaje tylko śnić o farmerskiej Utopii i czekać do następnego roku. Eavis wraz z jego plemionami już wyczekują pielgrzymów. 
 
 Zobacz fragment
 
 

ZABÓJCA Z LUBIEŻNOŚCI
sekcje: Konkurs Polski i Dokumentalny
 
.html
 
Seryjni mordercy trafiają do cel śmierci, ale dzięki mediom zyskują nieśmiertelność. Tak też było z Joachimem Knychałą - zabójcą kobiet, który w II połowie lat 70. grasował na Górnym Śląsku. Jeszcze zanim trafił na szubienicę, stał się bohaterem gazet. Pośmiertną sławę zapewnił mu zaś pewien dziennikarz z lokalnej telewizji. Namawiając na pisanie pamiętnika, który później zyskał wersję książkową. Właśnie ta publikacja wykreowała legendarną postać wampira z Piekar. Mizogina w skórze cichego domatora. Seksualnego drapieżcy, który na co dzień jest zwyczajnym pracownikiem kopalni. Istoty zafascynowanej i jednocześnie brzydzącej się popełnianym złem. Cała ta złożona osobowość nie wyszłaby na światło dzienne, gdyby nie wspomniany dziennikarz. Człowiek potrafiący wyciągnąć z Knychały więcej niż przesłuchujący go śledczy. 30 lat po egzekucji zbrodniarza, ów bohater drugiego planu chce o sobie przypomnieć. Zagarniając dla siebie przestrzeń nowego filmu Marcina Koszałki. 
 
"Zabójca z lubieżności" tylko pozornie powiela medialną fascynację zbrodniami psychopaty. Koszałka wychodząc od legendy Knychały, nie dokonuje bowiem rekonstrukcji jego biografii czy też samych przestępstw. Dokumentalistę interesują bardziej toksyny, które wydziela motywowana seksualnie zbrodnia. Perwersyjne napięcie, osaczające jaźń i sterujące wyobraźnią. U Koszałki są więc niepokojące, hipnotyczne ujęcia a'la słynny "Henry. Portret seryjnego mordercy". Miejsca zbrodni przypominają nawiedzone domy. Paraliżują działaniem jakiejś nieznanej siły, uwolnionej podczas występku i wciąż tam obecnej. Z drugiej strony, reżyser co jakiś czas powraca do hipnotycznego obrazu pływającej dziewczyny. Filmowana w zwolnionym tempie i w pięknej kolorystyce scena, to jakby estetyzacja chorego pożądania. Filtr nałożony na zbrodnię.
 
Z sekwencji, które Koszałka stworzył z Robertem Sową (twórcą animacji), mogłaby powstać odrębna, fabularna etiuda. "Zabójca z lubieżności"  nie jest jednak impresją. Pasja dokumentalisty wygrywa u Koszałki z (niewątpliwym) talentem operatorskim. W większości scen, kamera skupia się na konkretnym bohaterze, próbując przewiercić na wylot jego motywacje i charakter. Tym bohaterem nie jest oczywiście Knychała (choć parę archiwalnych fragmentów robi ogromne wrażenie). Koszałka o tytułowej lubieżności opowiada z perspektywy wspomnianego dziennikarza - Edwarda Kozaka.
 
Kozak jest w pełni świadomy manipulacyjnych możliwości, które daje przekaz filmowy. Przed kamerą bardziej gra niż pokazuje samego siebie. Oprowadza po porno- klubie, nawiązuje erotyczne znajomości przez internet, wreszcie rozbiera się do naga. Sam wyznaje, że w pewien sposób był zafascynowany Knychałą, tym, jak morderca przekraczał granice. On sam tego nie robi. Ale czy jego lubieżność nie nosi w sobie śladu tamtej, wampirycznej manii? Kozak przecież poluje na kobiety i poddaje je równie uprzedmiotawiającej relacji. Gdzie istnieje bariera między mrocznym pożądaniem a złem przez duże Z? W finale filmu Kozak czyta na głos fragment wyznań Knychały. A widzi zastanawia się, kto tak naprawdę przemawia do kamery...
 
 
MIŁOŚĆ
Nagrody: Złoty Lajkonik w Konkursie Polskim za najlepszy film dokumentalny, Nagroda Publiczności 
 

.html
 
Cały ten yazz. Młodość, brawura, wiatr wiejący od morza. Dźwięki z jednej strony bulwersujące purystów, z drugiej - przyciągające parweniuszy. Ten jazz był otwarty na wszystkich i na wszystko.Jak każda anarchia w sztuce, musiał jednak wcześniej czy później okrzepnąć, nabrać cech klasyki, stać się definiowalną formą. Na szczęście Miłości nie było dane osiągnąć ów stan skupienia. Trójmiejska grupa rozpadła się zanim stała supergrupą. Z przyczyn, które dzisiaj pokazuje rewelacyjny dokument Filipa Dzierżawskiego.
 
W "Miłości" Dzierżawskiego są same gorące uczucia. Samej miłości jednak jak na lekarstwo, bo bardziej liczą się własne ambicje, uprzedzenia, pretensje. Muzyków prywatnie mogą łączyć przyjacielskie relacje, ale na polu artystycznym - ciągle trwa jakaś skryta rywalizacja. Stąd dokument Dzierżawskiego jest niczym słynne "Let It Be". To świadectwo personalnych tarć między ludźmi, którzy po prostu nie mogą już razem ze sobą grać.
 
Dzierżawski niejako sprowokował powstanie filmu, dopingując Tymona Tymańskiego do spotkania ze starymi kolegami. W studiu pojawiają się więc Mikołaj Trzaska, Maciej Sikała i Leszek Możdżer. Obecnie tuzy polskiego jazzu, kiedyś - kumple rozwalający ów jazz od środka. Prawie cały skład legendarnej Miłości. Bogatszy o doświadczenia i umiejętności warsztatowe. Teraz mogliby zagrać jak nigdy przedtem. Nie zagrają. 
 
Dokument Dzierżawskiego w lekkiej tonacji przeplata historię zespołu z próbami jego reaktywacji. Miłość już u zarania jest tworem niemającym prawa istnieć. Tymański - znudzony rockowiec spotyka Trzaskę - jazzmana- amatora. Potem dołącza do nich Możdżer - akademicki perfekcjonista. Tymański szuka w jazzie odskoczni, Trzaska - nieprzewidywalności, Możdżer - porządku. Po latach te różnice nie zdają się wygasać. Na próbie, Trzaska nie chce zagrać utworu w "ułożonym" stylu Możdżera. Czuje się pewnie dopiero, gdy Tymański sugeruje zespołową improwizację. A przecież obok samouka Trzaski jest drugi saksofonista - Sikała. Wykształcony muzyk, którym swego czasu Możdżer chciał zastąpić Trzaskę. Zachęcając Tymańskiego do wyrzucenia kolegi z zespołu. 
 
Wielki comeback Miłości okazuje się wielką katastrofą. Zamiast trasy jest jeden występ na OFF Festival, gdzie pojawiają się tylko Tymański i Możdżer. Sikała ma "joba" w Bułgarii, Trzaska - nagle odcina się od chłopaków z zespołu. Nie chce być kojarzony z Tymańskim i Możdżerem. Wcześniej widać, że jako współzałożyciel zespołu czuje rozgoryczenie. Miłość z Możdżerem i Sikałą jest przecież grupą wirtuozów, podczas gdy on szuka w muzyce pierwotnej, antyintelektualnej ekspresji. Ba, otwarcie przyznaje, że nie jest w stanie zagrać pewnych rzeczy Gdzieś w tle jest dawna zażyłość z Tymańskim. Zażyłość niemal uczuciowa, bliska artystycznemu małżeństwu. 
 
Te wszystkie podteksty zyskują w filmie dramatyczny wydźwięk. Związany z trafigiczną postacią Jacka Oltara - fenomenalnego perkusisty zespołu. Małomówny bębniarz w trakcie wyjazdu do Węgier popadł w psychozę. Tymański z Trzaską musieli odwieść kolegę do szpitala psychiatrycznego. I tam go zostawić. Późniejsze samobójstwo Oltara, w tym kontekście zdaje się krzykiem pretensji wobec kolegów. Tymański i Trzaska zdają sobie z tego sprawę. Ich wypowiedzi na temat Oltara to niespodziewanie wstrząsający fragment filmu. 
 
Polskie kino cierpi na brak dobrych muzycznych dokumentów. Filmów, które nie tylko rejestrują muzykę, ale dopisują do niej wartościowe konteksty. Pod tym względem "Miłość" jest prawdziwą perełką. Prócz wielu bezcennych materiałów archiwalnych (m.in. z okresu trasy zespołu z Lesterem Bowie), są tu znakomicie uchwycone charyzmatyczne postaci. Połączone młodzieńczymi wspomnieniami, ale zarazem ciągle ze sobą walczące. Miłość ci wszystko wybaczy? Nie w tym wypadku.
 
 Zobacz zwiastun‚ 
 
 
 
STRZEŻCIE SIĘ BAKERA (Beware of Mr Baker)
Nagroda Główna w konkursie muzycznym DocFilm Music
 
.html
 
Najlepszy perkusista w historii rocka? John Bonham z Led Zeppelin? Wolne żarty. Keith Moon z The Who? Gdyby żył, sam by zaprzeczył. W muzyce rockowej jest tylko jeden bóg bębnów - Ginger Baker. Kto nie wierzy, niech posłucha Erica Claptona, Stewarda Copelanda, Lars Urlicha czy Chada Smitha z Red Hot Chilli Peppers. Wszyscy oni oddają przed kamerą Bakerowi hołd. A Baker? Na terenie swojej posiadłości w RPA, pokazuje całemu show- biznesowi środkowy palec. 
 
Jay Burgler natknął się na postać Bakera, oglądając dokument z lat 70. o wyprawie muzyka do Afryki. Był święcie przekonany, że perkusista dawno już gryzie glebę. Tymczasem okazało się, że Baker nie tylko żyje, ale i daje do wiwatu. Będąc muzykiem, z którym nikt nie chce grać. Ze strachu. Burgler podjął się zatem trudnego zadania. Nakręcić o Bakerze film. Za wszelką cenę. I skończył ze zbitym nosem. Bo sędziwy Baker wciąż potrafi mocno przywalić. 
 
"Strzeżcie się Bakera" to portret geniusza i potwora. Profil kariery, w ramach której doktor Jekyll dokonuje przełomowych odkryć, a mister Hyde niweczy reputację naukowca. Jako porywcza bestia, zrażająca do siebie kolejnych muzyków. Starzejący się Baker potrafi budzić przed kamerą prawdziwą grozę. Cedzi słowa, jakby zaraz miał komuś przyłożyć. Jest jednocześnie zmęczony, wściekły i rozczarowany. 
 
Film Burglera przypomina wszystkie imponujące osiągnięcia perkusisty. To, że grał wszystkimi kończynami, pojedynkował się na scenie z gwiazdami jazzu i jako jeden z pierwszych, wyruszył na Czarny Ląd, aby zgłębiać rytmiczne struktury tamtejszej muzyki. Lecz "Strzeżcie się Bakera" jest również podróżą do jądra ciemności. Gdzie afrykańska posiadłość wyznacza ostatni próg szaleńczej izolacji, wojny Bakera z resztą świata. W filmie znalazło się mnóstwo przykładów jego osobliwego życia. Choćby miłość do polo albo pomysł, aby udać się na odwyk na... Jamajkę. Wraz z transportowanym tam samochodem.
 
Dokument Burglera ogląda się znakomicie. Młody reżyser doskonale wyważył proporcje między teledyskowym skrótem a celnymi anegdotami. W jednej z nich, perkusista wspomina epizod z czasów zespołu Cream. Pod koniec koncertu, Baker tradycyjnie zaczyna swą solówkę na bębnach. Nagle dołącza do niego basista Jack Bruce. Co robi perkusista? Rzuca pałeczki i jednym sierpowym powala Bruce'a. Nikt nie ma prawa naruszać autonomii Bakera. Artystycznej, prywatnej, terytorialnej. Bóg bębnów jest tylko jeden. Choć dokument o nim nie powstał z pozycji klęczek. 
 
 Zobacz zwiastun
 
 
 
Nagrody na Krakowskim Festiwalu Filmowym:
  • Złoty Róg w Konkursie Dokumentalnym dla "Colombianos" Tory Martens
  • Złoty Lajkonik w Konkursie Polskim dla "Miłości" Filipa Dzierżawskiego
  • Złoty Hejnał w Konkursie DocFilm Music dla "Strzeżcie się Bakera" Jay'a Burglera
  • Złoty Smok dla najlepszego reżysera krótkiego metrażu - Siergiej Loznitz za "List" 
Pełna lista wyróżnień tutaj.     

 







Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Sposrod wyzej wymienionych tytulow moje zainteresowanie wzbudzaja szczegolnie dwa tytuly""Glastopia",oraz "Milosc".Z filmu Filipa Dzierzawskiego mozna chyba sie sporo dowiedziec o tym, jakimi ludzmi sa:Tymon Tymanski,Leszek Mozdzer,czy Mikolaj Trzaska.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
”Pragnienia”: Anna Przybył zapowiada debiutancką płytę Muzyka / Aktualności
Chcę żeby moja muzyka pociągała za delikatne struny serca - mówi Anna Przybył, której debiutancka płyta już niebawem trafi na sklepowe półki.
Złoty Klucz Wprost dla Wrocławia!
Wrocław został laureatem tegorocznej edycji nagrody tygodnika ”Wprost” dla najbardziej atrakcyjnego miasta w Polsce.
Yōkai. Tajemnicze stwory w kulturze japońskiej /recenzja książki/
Czy zdarzyło ci się kiedyś, że jakaś niewidzialna przeszkoda uniemożliwiła ci ruch? To na pewno sprawka jednego z tajemniczych japońskich...
Wielki powrót Kubusia Puchatka ... już dziś! Neil Mendoza: To żyje i gra muzykę! /wideo/
Tagi