No-Do: Duchy przeszłości wzywają
Gdzie bije obecnie tętno filmowego horroru? Bynajmniej nie w USA czy krajach azjatyckich. W nowym tysiącleciu miejscem najbardziej sugestywnych produkcji spod znaku kina grozy, stała się bowiem Europa. Jeśli chodzi o wytyczanie mapy horroru na starym kontynencie, faworyzowane miejsce na niej powinna zająć Hiszpania. Choć nie kręci się tam tak drastycznego gore jak we Francji czy socjologicznie nacechowanych thrillerów na wzór Wielkiej Brytanii, to kraj ów może pochwalić się osiągnięciami w dziedzinie stylowych opowieści grozy. Autorskie dzieło Elio Quiroga - "No-Do. Wezwani" jest kolejnym ogniwem tej wcale nienowej i zacnej tradycji.![]() |
| Polski poster filmu/hagi.pl |
Całość splata ze sobą współczesną opowieść o nawiedzonym domostwie z tkwiącą w przeszłości tajemnicą. Główna bohaterka, Francesca zmaga się z traumą utraconego niegdyś dziecka i po narodzinach synka próbuje na nowo ułożyć sobie życie. Wspólnie z mężem, niemowlakiem i dorastającą córką, przeprowadza się do ponurej rezydencji na obrzeżach miasta. Jeszcze nie wie, że domostwo było niegdyś siedzibą kościelnego przytułku, gdzie badano przypadki cudownych objawień. Niepokojące i paranormalne manifestacje, których doświadcza bohaterka, skłaniają ją do podjęcia starań o wyjaśnienie zagadki posiadłości. Klucz do niej tkwi w archiwalnych filmach, należących do spuścizny tytułowych no-do, czyli propagandowych dokumentów z czasów świetności generała Franco.
Dystrybutor nawet nie stara się ukrywać, iż "Wezwani" są sukcesorem brawurowego "Sierocińca" Juana Antonio Bayona. Oba filmy łączy bowiem podobne umiłowanie konwencji. Kto rozkochał się w klimacie dzieła Bayona, w obrazie Quiroga odnajdzie analogiczną nastrojowość i zawiązanie fabuły. Ale porównanie z "Sierocincem" działa także na niekorzyść "Wezwanych". Film Bayona był kunsztowną, wręcz modelową stylizacją na kino tajemnicy, podczas gdy dzieło Quiroga , wiele czerpiąc z chwytów swego poprzednika, jest po prostu sprawnie wykonanym ćwiczeniem z zakresu filmowej grozy.
Hiszpański scenarzysta i reżyser zabrał się do tego zadania metodycznie. Już na poziomie intrygi, fabuła złożona jest z pomysłowych wątków i zwrotów akcji. Po ekspozycji sił ponadprzyrodzonych przychodzi pora na żmudne śledztwo, które z kolei zbacza w kierunku teorii kościelnego spisku. Widz oczywiście poznaje prawdę stopniowo, tak by napięcie rosło i nie pozwoliło skupić się na roztrząsaniu wszelkich nieścisłości. Dzięki temu "Wezwani" pozwalają na spędzenie przed ekranem iście emocjonujących dwóch godzin.
![]() |
| Scena z filmu/hagi.pl |
Skoro "Wezwani" ani nie szokują, ani nie przerażają, to czy w ogóle są w stanie przykuć uwagę? Bez wątpienia tak, bo dzieło Quiroga dowodzi zręcznego opanowania materii filmowej. Zdjęcia Juana Carlosa Gómeza to wysokiej jakości robota operatorska, gdzie teraźniejsze wydarzenia płynnie przechodzą w wycinki starych kronik filmowych oraz archiwalnych dokumentacji z przeszłości. Spójny montaż stosuje kunsztowne przeskoki pomiędzy kolejnymi ujęciami. W tle rozbrzmiewa, idealnie punktująca ekranową akcję, symfoniczna muzyka Alfonsa Conde. Obsada również staje na wysokości zadania.
W reklamach dystrybutora, obok "Sierocińca" pojawiają się jeszcze odwołania do "Kodu da Vinci". Choć mają one rację bytu ze względu na wspomniany "spiskowy" wątek, mogą nieco zmylić potencjalnego odbiorcę, bo film Quiroga mało ma wspólnego z absurdalnymi łamigłówkami Dana Browna. Hiszpański reżyser już wcześniejszym "The Cold Hour" (2006) przekonał, że nieźle wychodzi mu kino popularne z dużą zawartością pierwiastku niesamowitości. "Wezwani" to właśnie taki rodzaj rozrywki. Dla hollywoodzkich produkcji często nieosiągalny, choć włodarze Fabryki Snów za jakiś czas pewnie zgotują hiszpańskiemu dziełu remake. Zbędny i nie dorastający oryginałowi do pięt...
|
Trailer filmu
|
| No-Do, 2009 |
Napisz artykul






