zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plFilmRecenzje › Ostatnia Rodzina: Beksińskich portret pośmiertny /recenzja filmu/

Ostatnia Rodzina: Beksińskich portret pośmiertny /recenzja filmu/

[wszystkie zdjęcia: Hubert Komerski/Aurum Film - oficjalny fanpage Ostatnia rodzina]

Zasiany podczas projekcji filmu o Beksińskich emocjonalny niepokój, jeszcze długo będzie kiełkował w naszej podświadomości.

Są filmy, które prześlizgują się przez sale kinowe bez większego echa i szybko popadają w niepamięć widzów. Są i takie na których premierę wyczekuję się miesiącami, jednak ich efekt końcowy rozczarowuje, wywołując poczucie niezadowolenia i frustracji. Jedynym światełkiem dla kinematografii zdają się być produkcję budzące jakiegokolwiek rodzaju kontrowersje, łamiące obowiązujące zasady, konwenanse czy stereotypy. Obejrzenie, których zachęca do dyskusji i chęci skonfrontowania swoich przemyśleń z refleksami innych odbiorców. I do takich właśnie filmów będzie można niebawem zaliczyć "Ostatnią rodzinę" w reżyserii debiutującego na dużym ekranie Jana Matuszyńskiego.


Filmowa wiwisekcja

Fabuła filmu przenosi nas od razu do 1977 roku. Służewieckie osiedle swoim wyglądem i klimatem nie odbiega od postapokaliptycznych wizji, tak dobrze znanych z dzieł Zdzisława Beksińskiego. Warszawa odradzała się z popiołów wojny, podobnie jak nasi bohaterowie. Trzy niezwykle barwne postaci powiązane z nie do końca zrozumiałych przyczyn destruktywnymi więzami pokrewieństwa. Genialny artysta, introwertyczny syn i stojąca w ich cieniu żona i matka.

Wspólnym zamysłem reżysera i scenarzysty Roberta  Bolesto miało być pokazanie tego trudnego do uchwycenia wątku, odpowiadającego za rozpad  tej rodziny. I myślę, że doskonale się z tego zadania wywiązali. Oprócz sportretowania familii Beksińskich, jako kolektywnej całości, udało się także za pomocą kamery odmalować osobowość, każdego z jej członków indywidualnie. Autodestrukcja rozłożona na czynniki pierwsze. 


Beksińscy show

Widz od niemal pierwszej sceny zostaje wrzucony w samo epicentrum toksycznego układu,  w jakim funkcjonowali Zdzisław, Tomek i Zofia. Może czuć się nawet bezpośrednim gościem programu telewizyjnego, którego gospodarzami są Beksińscy. Momentami prywatny i nazbyt intymny charakter zarejestrowanych rozmów czy sytuacji budził uczucie chwilowej konsternacji, że kamera pozwala sobie na zbyt śmiałe ujęcia. Jednak to właśnie dzięki takim podpatrzonym i podsłuchanym momentom, mogliśmy przekonać się, jak bardzo niszczycielska była natura  więzów, jakimi została skonsolidowana ta rodzina.

Z racji tego, że Zdzisław Beksiński był ogarnięty obsesyjnym filmowaniem nawet najbardziej prozaicznych momentów z życia rodzinnego, scenarzysta Robert Bolesto musiał spędzić wiele lat na przeglądaniu i analizowaniu pozostawionych przez niego materiałów. Zarejestrowane na taśmach i kliszach sceny rozmów czy wydarzeń obnażyły słabości poszczególnych członków tej rodziny. Oglądając ten film odnosi się wrażenie, że dla Zdzisława ukrywającego się po drugiej stronie kamery jest to najbardziej osobisty kontakt z Tomkiem i Zosią, na jaki go stać. Scena, w której oboje z żoną rozmawiają ze sobą za pośrednictwem kamer daje wyobrażenie o dzielącej ich emocjonalnej przepaści.


Trzy wymiary umierania

Mieszkanie przy ul. Sonaty 314 stało się niemym świadkiem śmierci każdego z jego domowników. Każde z nich umiera na swój sposób: Zosia z powodu choroby, Tomek w wyniku samobójstwa i wreszcie Zdzisław od kilkunastu ciosów zadanych nożem. I co najsmutniejsze każde z nich w samotności. Jednak efekt końcowy Ostatnia rodziny nie byłby na tyle imponujący gdyby nie dobór odpowiedniej obsady. Ta wspięła się bowiem na szczyt swoich aktorskich możliwości.

Andrzej Seweryn w roli Zdzisława Beksińskiego wizualnie był niemal nie do odróżnienia od pierwowzoru. Doskonale wczuł się w rolę artystycznego wirtuoza cierpiącego na "zdzisławoocentryzm” apodyktycznego męża i ojca z konieczności. Ze szczególną starannością odrobił pracę domową zadaną przez twórców tego filmu. Odwzorował w pełni zachowanie człowieka chorującego na nerwicę natręctw, chroniczny rozstrój żołądka, cierpiącego z powodu strachu przed niezapowiedzianymi wizytami domowymi i szczerze nienawidzącego pająków.


Życie pośród obrazów śmierci

Kreację Tomasza Beksińskiego reżyser powierzył jednemu z najbardziej utalentowanych aktorów młodego pokolenia-Dawidowi Ogrodnikowi (Jesteś Bogiem, Ida, Chce się żyć). Nie łatwo było zmierzyć się z legendą polskiego dziennikarstwa, którego muzyczne audycje radiowe przeszły już do historii. Zagranie tak złożonej osobowości – nieszczęśliwego ekscentryka o zaniżonym poziomie własnej wartości z poczuciem ciągłego wyobcowania– wymagało włożenia dużych pokładów sił i umiejętności. I z tego zadania Ogrodnik wywiązał się znakomicie.

Można jedynie zarzucić zbytnio przejaskrawione i momentami karykaturalne naśladowanie gestów, mowy ciała czy tembru głosu Tomka. Niewykluczone, że taka wizja przedstawienia jego osoby miała podkreślić i zwizualizować to, o czym pisała Magdalena Grzebałkowska w książce "Beksińscy. Portret podwójny": Zdzisław wypluwał demony z siebie na obrazy. A Tomek nie. W nim to wszystko siedziało w środku. Był potworem nie do opanowania, i to od dzieciństwa. Nadopiekuńczość Zosi w połączeniu z obcesowością Zdzisława uczyniły z niego mężczyznę niezdolnego do spełnienia się w roli męża, kochanka czy ojca.


Anioł czuwający nad demonami

Osobą, która zawsze łagodziła napiętą atmosferę pomiędzy ojcem i synem była Zofia Beksińska. W tej roli wystąpiła rewelacyjna Aleksandra Konieczna. Po biografii napisanej przez Grzebałkowską można by oczekiwać, że na ekranie ujrzymy obraz cichej i wycofanej kobiety całkowicie podporządkowanej zachciankom swoich bliskich. Tymczasem, to ona podejmuje wszystkie kluczowe dla rodziny życiowe decyzje. Pozostaje jednak całkowicie bezsilna wobec  autodestrukcyjnych tendencji Zdzisława i Tomka. Nie udaje jej się uratować ani jednego, ani drugiego. Podczas, gdy ona zajmowała się domem mąż mógł malować śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć,  a syn w spokoju obmyślać szczegóły samobójstwa.


Uwierający ból otaczającej rzeczywistości

Trudno odpowiedzieć na pytanie, o czym tak naprawdę jest ten film a o czym nie. O twórczości znanego artysty, o problemach wychowawczych z synem, o kobiecie poświęcającej się dla rodziny? Każda z tych odpowiedzi na pewno jest w jakiejś mierze poprawna. Dla mnie film Jana Matuszyńskiego to przede wszystkim opowieść o miłości, która jak to w życiu bywa przybiera najrozmaitsze postacie. Toksyczność relacji, jaka łączyła tę rodzinę to efekt poczucia alienacji każdej z jej członków i rozpaczliwego poszukiwania przez nich akceptacji i zrozumienia. Na ekranie została obnażona postać bezsilnego wobec swojej wiedzy, intuicji i talentu człowieka.  Obrazuje ból, jakiego doświadcza ktoś kto dostrzega więcej niż inni, ponieważ jest świadomy  otaczającej go rzeczywistości. Bruno Jasieński powiedział kiedyś, że każdy ma swój punkt wiedzenia, ale nie każdy coś z niego widzi. To, ile wyciągniemy z tej  historii  zależy wyłącznie od naszej wewnętrznej wrażliwości.


Czy Zdzisław Beksiński poczułby się w końcu filmowo dopieszczony?

Tego nie wiemy, ale za to można sporo powiedzieć o walorach artystycznych dzieła Jana Matuszyńskiego. Oko kamery sprawnie lawiruje pomiędzy dokumentem a obrazem, dając możliwość widzowi z bycia obserwatorem wydarzeń stać się nagle ich częścią. Nie mogło zabraknąć także czarnego humoru Zdzisława Beksińskiego, którym tak często raczył swoich przyjaciół i znajomych. Warto podkreślić, że nie jest to produkcja z gatunku biograficznych. Owszem, Beksińscy są jej bohaterami, ale byłabym ostrożna w formułowaniu tezy, że jest to  historia o nich. To raczej dobrze udokumentowany film fabularny. I co najważniejsze; film nie ocenia. On pokazuje.

 

Film wchodzi na ekrany polskich kin 30 września. Dystrybutorem jest Kino Świat.


 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Jestem zafascynowana twórczością Zdzisława Beksińskiego od momentu, kiedy odwiedziłam jego wystawę w muzeum w Sanoku. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Film na pewno obejrzę.

  • Zbigniew? Naprawdę? Z poważną recenzją ten tekst nie ma nic wspólnego... niestety.

    • @Komandos - No tak, koleżanka dokonała obszernej i wyczerpującej analizy obejrzanego filmu, dzieląc się bardzo osobistymi spostrzeżeniami. Ale to nieważne, lepiej znęcać się nad jedną nieszczęśliwą pomyłką w jednym śródtytule. Tak czy inaczej, dziękujemy za wyłapanie błędu...

      • Zawsze znajdzie się malkontent, który ma frajdę z wyszukania błędu... Taka mentalność.

  • Nie mogę się doczekać premiery. Beksińscy byli na tyle interesującymi postaciami, że film opowiadający o nich z pewnością mocno poruszy widza.

    • Mnie już poruszył, bo widziałam pokaz przedpremierowy w Katowicach. Czekałam bardzo na ten film i miałam nadzieję, że będzie dobry, prawdziwy, bo to przecież tak dobrze udokumentowana Rodzina. Niestety, muszę powiedzieć, że film mnie poruszył i bardzo rozczarował. Chodzi mi w szczególności o przedstawiony w filmie obraz Tomka Beksińskiego. Czy naprawdę twórcom wolno wszystko? Sadzę, że przynajmniej nie powinni w zwiastunie zachęcać widzów tym, że to prawdziwa historia. Rozumiem oburzenie Pana Weissa, który tak mocno skrytykował film "Ostatnia rodzina" we wstępie swojej książki "Tomek Beksiński. Portret prawdziwy", która właśnie się ukazała.

  • Niestety, to nie jest film o rodzinie Beksińskich. To film o tym, jak scenarzysta ich sobie wyobrażał.

  • "Ostatnia rodzina" w Gdyni otrzymała niemal wszystko, co można było otrzymać, łącznie z nagrodą dla najlepszego filmu festiwalu i odtwórców dwóch głównych ról. Co oznacza, że film będzie murowanym kandydatem do obejrzenia w tym sezonie.

  • Film wyrezyserowany przez Jana P. Matuszyńskiego to jeden z tych obrazow na ktore ostrze sobie zeby. Chocaz slyszalem opinie Wieslawa Weissa,ze w "Ostatniej rodzinie" Tomasz Beksinski nie zostal pokazany takim jakim byl naprawde.

  • @G. G. - i dlatego trzeba mówić, że to jest wizja twórców a nie film autobiograficzny. Tym bardziej że w filmie jest zero Sanoka - nawet pogrzeb nagrano nie wiadomo gdzie

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
'Kopciuszek' w Narodowym Starym Teatrze: Śmierć i dziewczynka /recenzja spektaklu/ Teatr / Recenzje
Tata-pantoflarz, macocha po liftingu i Kopciuch, który nie może poradzić sobie z osobistą traumą. Anna Smolar stworzyła współczesną i dającą,...
2. wrocławska edycja Cinema Italia Oggi: Wizyta włoskiej familii w Kinie Nowe Horyzonty
7 kwietnia rozpocznie się 2. wrocławska edycja Cinema Italia Oggi w Kinie Nowe Horyzonty. W programie osiem najnowszych tytułów z Półwyspu...
Bln_Krk, czyli trochę Berlina w Krakowie
Bln_krk to projekt krakowskiego Instytutu Gothego, który niedawno miał swoją inaugurację. Co wiemy o artystycznej stronie Berlina?
'Dyrdymałki' Dobrusi Rurańskiej w Galerii Ateneum w Katowicach 'Taniec albatrosa' w Teatrze Współczesnym w Warszawie /konkurs/
Tagi