zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja
Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych

Sny o potędze tymczasowej autonomii

Gdyby dzisiaj złożyć wizytę Hakim Bey'owi, spotkałoby się sędziwego jegomościa z akademickich kręgów Harvardu. Bey, a właściwie Peter Lamborn Wilson, mimo nieco ekscentrycznego wyglądu,  to pozornie modelowe wcielenie kontrkulturowego intelektualisty. Przewagę retoryki nad praktyką, zarzucają mu bowiem sami antysystemowcy. Dla nich teksty podpisane jako Hakim Bey to rozcieńczanie substancji anarchizmu. Na tyle, iż traci on wywrotowy charakter.

Hakim Bey.html
Peter Lamborn Wilson/Wikipedia
Wilson tytułowany klasykiem anarchistycznej myśli, raczej słabo podpada pod paragraf lewackiej rewolucji. Nie dość, że jego prace są przesiąknięte mistyką i duchowymi poszukiwaniami, to na dodatek rodzaj anarchii, którą proponuje odbywa się w izolowanych przestrzeniach, bez dekonstrukcji istniejącego porządku. Publikowana teraz w Polsce "Tymczasowa strefa autonomiczna" z 1991 roku, nie jest tu wyjątkiem.

Mimo pozorów filozoficznego zacięcia, Wilson nie jest zasiedziałym mędrcem. Jego biografię wyznacza wędrówka typowego nomada, ciągle poszukującego, jeśli nie miejsca na Ziemi, to klimatu do refleksji. Przez długi czas Wilson podróżował po Bliskim Wschodzie, fascynując się sufizmem i tantrą. Te zainteresowania, w połączeniu z inspiracjami współczesną awangardą, kulturą celtycką, neopogańskimi nurtami czy tematyką nowych technologii, zaowocowały dość niezwykłą hybrydą światopoglądową. Sam Wilson określił ją terminem "anarchistyczna ontologia". Tego typu oksymoroniczne zwroty są zresztą specjalnością amerykańskiego myśliciela. W końcu kto inny mógłby firmować pracę pt. "Zielony hermetyzm: alchemia i ekologia"?

"Tymczasowa strefa autonomiczna" dotyczy podstawowych zrębów myśli Wilsona, czyli problemu jednostkowej wolności w warunkach społeczeństwa o mocno zhierarchizowanej strukturze. To ulubiony temat anarchistów, podważających fundamenty ustrojów opartych na legalizmie i reprezentacji większościowej. Wilson, jak wspomniano, nie nawołuje wszak do rewolucji. Zamiast jednorazowego przewrotu, proponuje długotrwały proces tworzenia kolejnych enklaw wolności. Tytułowe strefy autonomiczne są "chwilówkami" na przestrzeni dziejów, ale na stałe utrwalają marzenie o wspólnocie pozbawionej nadrzędnych regulacji.

Hakim Bey.html
Okładka "Tymczasowej strefy autonomicznej"/ha.art.pl
Czym właściwie miałaby być tymczasowa strefa autonomiczna? Wcieleniem idei (bliskiej każdemu Polakowi) insurekcji. Insurekcja jest zrywem prowadzącym do wykreowania przestrzeni własnej wolności. Albo natychmiast zostaje ona stłamszona albo pozostaje w kompletnej izolacji od reszty świata. Poprzez własne kanały informacji na obrzeżach oficjalnego obiegu, tworzy się wtedy w miarę niezależna komitywa. Jej sednem jest koncentracja na tym, co teraźniejsze i jednoczesna świadomość nieuchronnej klęski przedsięwzięcia w dalszej perspektywie.

Gdy Bey publikował "Tymczasową strefę autonomiczną", jego postulaty zdawały się mgliste. Dzisiaj stanowią normę, choćby na płaszczyźnie społeczności internetowych. Dużo wcześniej koncept tymczasowej strefy autonomicznej znalazł praktyczne zastosowanie w brytyjskiej subkulturze "rave" przełomu lat 80. i 90. Nielegalne potańcówki organizowane przez miłośników acid house, były wówczas wyłomami w systemie publicznej rozrywki. Państwo szybko zneutralizowało ich przekaz, wpierw penalizując nielegalne zgromadzenia, a później przenosząc taneczne spędy do instytucjonalnych klubów.

W publikacji Bey'a pojawiają się bardziej historyczne przykłady autonomicznych stref. Autor zaczyna od... piratów. Konkretnie - od pirackich baz, które pomiędzy XVI a XVIII wiekiem stały się lokacjami pozbawionych zwierzchniej siły wspólnot. Izolowane wyspy, służące piratom jako przyczółki, miały być docelowym miejscem wszystkich banitów. Na nich ponoć wcielano w życie ideały społeczeństwa stawiającego na nieskrępowaną wolność jednostki. "Pirackie utopie" rzecz jasna nie przetrwały na dłuższą metę. Podobnie było z włoską Republiką Fiume czy angielską kolonią Roanoke.

Twierdzenia Bey'a są mimo wszystko dość powierzchowną pochwałą niezależności. Oczywiście  w każdym uciekinierze z wyścigu szczurów obudzą dumę z powodu osobistej rewolty w skali mikro.  To nie usprawiedliwia aczkolwiek dość jednostronnej wizji autora.  I nie chodzi nawet o idyllę nonokonformizmu, która wspólnoty występków lub nacjonalistycznych haseł  każe podciągać pod profil wolnościowych Arkadii. Najbardziej w lekturze Bey'a przeszkadza bowiem konfrontacja autorskiego oglądu sytuacji z tym, co dla czytelnika weryfikowalne, namacalne i potoczne.

Walka z instytucjonalną opresją, u Wilsona ma być szczytną walką z wiatrakami. Tyle, że kto w obecnym społeczeństwie, pełnym izolowanych grup nacisku jest atakowanym, a kto atakującym? Czyż po zmierzchu wielkich narracji, które diagnozował postmodernizm, instytucjonalne molochy Państwa lub Kościoła nie są już kolosami o glinianych nogach? Bey śniąc o społecznościach pozbawionych zwierzchnictwa, w gruncie rzeczy nie prezentuje przecież wyimaginowanych projektów. To oazy anarchii funkcjonujące obecnie nie tylko w internecie, ale i w realu. Choćby pod postacią tzw. squatów, będących codziennym pejzażem każdej większej metropolii. Obok rozrastającej się ulicznej, off-owej partyzantki, następuje ponadto także silna laicyzacja życia społecznego. W takich warunkach raczej trudno myśleć o "tymczasowej strefie autonomii" jako rzeczywistej awangardzie.

Mniej lub bardziej urojony charakter myśli Bey'a aż tak bardzo nie przeszkadza w lekturze jego pism. Jak każdy zaczepny umysł, Wilson znajduje się bowiem we własnym wszechświecie, po którego galaktykach kursuje z wielką sprawnością dyskursu. Póki jest na pułapie teorii, nie grożą mu katastrofy. Gorzej, jeśli potraktować jego  "tymczasowe strefy autonomii"  w oderwaniu od opozycji jednostka- system. Wówczas może się okazać, iż człowiek uciekający przed instytucjami ostatecznie kończy w quasi- plemiennym zgromadzeniu. A ono, wcześniej czy później, aby nie popaść w dezintegrację, musi wytworzyć jakieś hierarchiczne struktury. Wolność tylko chwilowa i w określonych sytuacjach? Zadanie sobie takiego pytania pozostaje najbardziej niepokojącym rezultatem starcia z ontologicznym anarchistą Bey'em.

"Tymczasowa strefa autonomiczna" w polskim przekładzie ukazała się kilka lat temu w ograniczonym nakładzie krakowskiej Oficyny Trójka. Obecnie jej wznowienie proponuje Korporacja Ha.art. Tekst całej publikacji w języku angielskim znajduje się na witrynie pism Hakima Bey'a tutaj.

Napisz artykul
Artykuły powiązane
Komentarze
    Co jest grane ?
     
    Reklama
    Ostatnio dodane artykuły
    Roman Polański: Reżyseria życia Film / Recenzje
    Dokument Laurenta Boudreau daje Polańskiemu możliwość opowiedzenia osobistej historii życia. Co bohater czyni z łamiącym się głosem.
    O Bajkach Misia Fisia + mini-wywiad z Fiszem
    Prostoty "Bajkom Misia Fisia" nie można odmówić. I właśnie to jest ich przewodnią siłą. Są zbiorem wieloznacznych spostrzeżeń, dotyczących...
    Fotografuj z kulturą cz. 8: Z lampą czy bez?
    Po krótkiej przerwie wracamy do naszego cyklu, w którym fotograf Dominki Peh zdradza tajniki robienia udanych zdjęć. Kiedy używać lampy, a...
    Boso do Afryki Arsenał wystawami stoi
    Tagi