zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plLiteraturaRecenzje › Stacja: Nowy Świat /recenzja/

Stacja: Nowy Świat /recenzja/

Bartek Biedrzycki "Stacja: Nowy Świat", wyd. Fabryka Słów 2015

 

Moda na postapokaliptyczne klimaty w polskiej literaturze trwa w najlepsze. "Stacja: Nowy Świat" Bartka Biedrzyckiego doskonale wpisuje się w ten trend, ale czy to oznacza, że można ją potraktować wyłącznie jako sezonową ciekawostkę?

Na krótko przed przystąpieniem do lektury spędziłem trochę czasu przy "Metro: Last Light" - jednej z gier na podstawie powieści Dmitrija Glukhovsky'ego, którego Uniwersum rozpoczęło boom na "fantastykę dramatu". Była to dla mnie istotna rozgrzewka - jasnym jest, że pisząc "Stację", Biedrzycki przynajmniej po części sugerował się tym co naskrobał rosyjski korespondent. Zresztą, już po pierwszych stronach sprawę z tego zda sobie każdy kto zapoznał się z niemal kultowym już "Metro 2033".

Idąc za ciosem popularności Glukhovsky'ego, jak i swojej własnej, którą zyskał za sprawą debiutanckiego "Kompleks 7215" (wywiad z autorem i naszą recenzję znajdziecie tutaj i tutaj), Biedrzycki postawił przed sobą nie lada wyzwanie. W końcu znalazł się w pozycji, której z jednej strony mogą mu zazdrościć mniej szanowani koledzy po piórze, lecz z drugiej może ona budzić szczere współczucie. Nie do dziś wiadomo, że nadmiar oczekiwań fanów zdolny jest sparaliżować nawet najbardziej wytrawnego pisarza. A jako że Biedrzycki z pewnością jeszcze nim nie jest...

 

Ilustracja do debiutanckiej książki Bartka Biedrzyckiego "Kompleks 7215"/mat. pras.

 

Zacznijmy jednak od plusów, których paradoksalnie jest całkiem sporo. Jeden z najważniejszych to fakt, że w powieść możemy wkroczyć bez znajomości poprzedniej książki, co w przypadku tego gatunku nie zdarza się często. Co więcej, wydawałoby się całkiem sensowne zacząć niejako "od końca", skoro najnowsza powieść Bartka to w zasadzie prequel. Drugi ukłon w stronę laika to niewątpliwie język, który nie męczy trudnymi w zrozumieniu pojęciami rodem z science fiction. A na taki równie często można się naciąć i ostatecznie zniechęcić.

Jednak to, co ciągnie "Stacja: Nowy Świat" ku górze, to przede wszystkim przyciężka, choć nie tak przytłaczająca jak mogłaby być, wojenna atmosfera. Mimowolnie uruchamia wyobraźnię czytelnika - sprawia, że w jego głowie wyświetla się niepokojący film przedstawiający ludzi, którzy na skutek wojny atomowej w Warszawie musieli zejść do podziemia, co zresztą udało się tylko nielicznym. I choć wydawałoby się, że po tak dramatycznych przeżyciach życie w mrocznych kompleksach stołecznego metra zsolidaryzuje ich, to szybko pojawiają się pierwsze konflikty.

Niebezpieczeństwa, których głównym źródłem jest nadmierna chęć władzy dwóch liderów, których frakcje ostatecznie stają ze sobą do walki (więcej na ten temat w naszym ostatnim wywiadzie z autorem, który znajdziecie tutaj). Byłoby to bardzo obiecującym, choć oczywiście mało odkrywczym tematem na powieść, gdyby nie... No właśnie, Biedrzycki właściwie sam sobie utrudnił sprawę. Nie pokusił się o wartką akcję, wolał zastosować bardziej "oryginalną" formę, która jednak na skutek jej niedopracowania kładzie się na "Stacji" cieniem przysłaniającym pozytywy.

 

Ilustracja do książki Bartka Biedrzyckiego "Stacja: Nowy Świat"/mat. pras.

 

Jak na złość pokusił się o podwójną, bardzo nieudolną narrację, dzięki której czytelnik czuje się jak w szwankującym wehikule czasu. Zdarzają się kuriozalne sytuacje, kiedy musimy przerwać lekturę, zamiast do książki spojrzeć przed siebie i szybko przypominać sobie czy to jeszcze "przeszłość", czy już "teraźniejszość". Doświadczenie z gatunku niemiłych, a przede wszystkim całkowicie niepotrzebnych. Autor postanowił zagmatwać kawał solidnej fabuły przekombinowaną dychotomią.

Wielka szkoda tym bardziej, że "Nowy Świat" to historia nie tylko z wielce intrygującymi postaciami. To również cały szereg postapokaliptycznych, jak i tych zupełnie swojskich smaczków, które tworzą sugestywny, przynajmniej hipotetyczny obraz "życia po promieniowaniu" w stolicy. Oczywiście o ile pozwoli nam to nasza zdolność skupienia... Kto więc włada nią jak najlepszy jogin, niech wie, że w warszawskiej "Stacji" bawić będzie się przednio. Jeśli jednak brak mu nadzwyczajnych umiejętności na tym polu, lektura powieści może okazać się dla niego tylko frustrującą Golgotą.

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Szanse na ro,ze zdecyduje sie kiedykolwiek siegnac po ksiazke autorstwa Bartka Biedrzyckiego "Stacja.Nowy swiat" sa nemal zerowe.I to nie tylko z powodu dosc rzadkiego siegania po ksiazki o tematyce fantastycznej.

  • jestem wielkim fanem fantastyki i mam swoich ulubionych pisarzy myślę, że sięgnę po Bartek Biedrzycki "Stacja: Nowy Świat" przeczytam to ocenię czy naprawdę warto było.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Na co do teatru? Dzień matki i Dekalog Teatr / Premiery
W długi weekend coś dla mam, ich latorośli i... koneserów azjatyckiego teatru. Premierowe spektakle szykują Wojtek Klemm, Paweł Passini oraz...
Festiwal MUNDUS CANTAT 2016 /relacja/
W Sopocie odbyła się 12. edycja międzynarodowego festiwalu chóralistyki. O nagrody walczyły zespoły z Polski, Litwy, Hiszpanii, a nawet...
Konkurs 'Komediopisanie': Poczucie humoru w cenie!
Teatr Powszechny w Łodzi po raz piąty nagradza oryginalne poczucie humoru. Wystartował konkurs "Komediopisanie" organizowany przez Polskie...
Bilety na Brave Festival już w sprzedaży Na Wawelu otwarto sarkofagi władców
Tagi