zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrArtykuły › Teatr Montownia: Jednostka powietrzno- desantowa

Teatr Montownia: Jednostka powietrzno- desantowa

 

Tuż przed premierą  "przeMontowanej” wersji "Quo Vadis” rozmawiamy z Rafałem Rutkowskim i Adamem Krawczukiem. O polskim teatrze i lwach. 

Od 18 lat jako Teatr Montownia  podejmują się rozmaitych wyzwań aktorsko- inscenizacyjnych.  Prawie zawsze w tym samym składzie (Rutkowski – Krawczuk- Perchuć- Wierzbicki), ale na różnych, nie tylko warszawskich scenach. W ubiegłym roku kwartet zawitał do Krakowa, we współpracy z Łaźnią Nowa realizując prześmiewczą adaptację "Trzech muszkieterów”.  W tym – przygotował własną wariację sienkiewiczowskiej powieści. Tuż przed premierą "Quo Vadis” – Rafał Rutkowski (reżyserujący całość) i Adam Krawczuk (odtwórca roli Marka Winicjusza) zgodzili się na wywiad z nami.

 

Łukasz Badula: Wszyscy uciekają z Krakowa do Warszawy, a Wy odwrotnie  – ze stolicy przyjeżdżacie tutaj. Może by tak osiąść tu na stałe?

Rafał Rutkowski: Bardzo chętnie, ale nie ukrywam, że najfajniej jest być i tu i tu.

Adam Krawczuk: Przyzwyczailiśmy się do tego, bo jesteśmy tzw. teatralną jednostką powietrzno- desantową. Gdziekolwiek nas zrzucą, rozkładamy namioty i robimy teatr. Od lat tak funkcjonujemy, w różnych teatrach w całej Polsce.

 

Montownia ma już 18 lat. Jaka jest tajemnica Waszej długowieczności? Czy, aby utrzymać współpracę w tym samym składzie potrzebna jest towarzyska konsolidacja czy raczej kompromis artystyczny?

AK: To są wspólne cele, a potem trzeba do tego dopasowywać całą resztę. Wiadomo, że różnice między nami są ogromne, natomiast cel jest ten sam. Dlatego to się do tej pory udaje.

RR: Przez tyle lat bycia razem w zawodzie, wypracowaliśmy pewną umiejętność współpracy. Nie ukrywajmy, przez te 18 lat było różnie; kryzysy, jakieś załamania, itd. Ale gdzieś tam na górze zawsze jest myśl, iż razem lubimy robić teatr, mamy podobne poczucie humoru, potrafimy się zgodzić co do estetyki. Jako Montownia dzielimy więc wiele wspólnych celów. Na pewno nie były i nie są nimi pieniądze czy sława. Jest w tym jakaś pasja. A im jesteśmy ze sobą dłużej, staje się to samą w sobie wartością.

 

Jak na przestrzeni tych 18 lat zmienił się Wasz stosunek do teatru jako medium, tego, co chcecie przekazać widzom? Pozostajecie wierni pewnej wypracowanej na początku formule inscenizacji?

RR: Robiąc "Quo Vadis”, zauważyłem, iż , o dziwo, trzymamy się filozofii, z którą rozpoczynaliśmy karierę, czyli zabawa teatrem i wyobraźnią, nieklasyczne podejście do tematu. Po drodze różne rzeczy robiliśmy, ale poczucie humoru, dystans do świata, teatr oparty raczej na aktorach niż żywiołach inscenizacyjnych jest tym, co bardzo lubimy. I oczywiście widz. Myślimy o nim. Robimy coś bardziej dla niego niż dla siebie.

 

Mieliście okazję przyglądać się z bliska albo i z boku rewolucjom we współczesnym polskim teatrze po 1989 roku. Czy czujecie powinowactwo z jakąś formacją, reżyserem albo sceną?

AK: Przede wszystkim zawsze czujemy, kiedy jakaś wypowiedź jest szczera i coś za nią idzie, jakieś wewnętrzne przekonanie twórców. To zawsze działa i budzi silne emocje. Natomiast mamy wyczulenie na sytuację, gdy ktoś chce w spektaklu zabłysnąć, pokazać się, zaszokować. Wtedy  widać, że to nie po to, by coś opowiedzieć . Jest natomiast dużo takich spektakli, które są fantastyczne, choć nie w naszej stylistyce. Mimo tego nas pociągają. My mamy swój język, ktoś ma inny. Ale jeżeli jest to szczere i stanowi pewną całość, zawsze zadziała.

RR: Mnie zawsze w teatrze pociągała konsekwencja artystyczna. Często jak tak, że jakiś młody twórca zrobi jakieś przedstawienie, które jest okrzyknięte rewelacją, zbawieniem, rewolucją, po czym następuje wielkie nic. Mnie zawsze pociągali ludzie, którzy potrafili konsekwentnie prowadzić swoją karierę artystyczną. Takimi osobami- instytucjami są dla mnie: na pewno Krystyna Janda, która prowadzi dwa teatry, Piotr Cieplak, Agnieszka Glińska jako reżyser, Grzegorz Jarzyna, Krzysztof Warlikowski. Wiem, że tutaj w Krakowie różnie mówi się o dyrektorze Starego Teatru, ale ja do Jana Klaty mam wielki szacunek. Właśnie za twórczą konsekwencję. Teatru nie buduje się przez jeden sezon czy dwa. Teatr to jest pewna droga i my jako Montownia staramy się robić to samo. W naszym skromnym wymiarze, własnej poetyce, ale konsekwentnie iść własną drogą artystyczną. To jest w teatrze najcenniejsze.

                    Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego - Montownia adaptuje Muszkieterów/Łaźnia Nowa

 

Jeśli chodzi o "Quo Vadis”, mamy w pamięci przede wszystkim  feralną ekranizację Kawalerowicza. Czy w Waszej inscenizacji również zobaczymy równie "niesamowite” efekty specjalne?

AK: Efektem specjalnym będzie to, że w ciągu godziny opowiemy tą wielką opowieść, burzliwą i z wieloma wątkami, zrobimy to tylko we czterech. To jest nasz efekt specjalny.

 

… czyli cała linia fabularna została zachowana? 

AK: Liczymy na dobrą pamięć widzów.

 

Pożaru nie będzie?

RR: Będzie. Dlatego, że nie ma "Quo Vadis" bez pożaru. Tak jak "Czterech Pancernych" nie ma bez Szarika czy Rudego.

 

Na ile to improwizacja, a na ile parodia zaplanowana, na zasadzie: to wytniemy, a to ośmieszymy?

AK: To pytanie trochę jak z tymi frytkami: Duże czy małe? Trochę takich i trochę takich (śmiech). Jest oczywiście założenie koncepcyjne, ale później też w pracy zbiorowej, wiele pomysłów pojawia się na bieżąco. Choć z drugiej strony, musimy być też wobec siebie szczerzy i niektóre z tych pomysłów zlikwidować, np. gdy widzimy, że za dużo pewnych rzeczy się pojawia albo dajemy zmyłkę widzowi. W związku z tym musimy coś prościej opowiedzieć, aby osiągnąć efekt, który założyliśmy właśnie w pracy koncepcyjnej. To jest połączone. Jakiś zamysł zawsze mamy, ale bywało w naszej pracy, że stylistyka skręcała w czasie prób, że zakładaliśmy coś innego, lecz poszliśmy gdzieś indziej, bo to bardziej nas niosło, było bardziej silne, dotykające tego, o czym chcieliśmy opowiedzieć. Tak więc tor lotu korygujemy na bieżąco.

                     Rafał Rutkowski i Adam Krawczuk podczas wywiadu z Kulturaonline/fot. Ł. Badula


Pytanie o scenicznego Ursusa. Żadne zwierzęta nie ucierpią w trakcie spektaklu?

RR: Nie, nie ucierpią żadne zwierzęta, choć będą lwy.

AK: Lew się wypowie artystycznie, co będzie dodatkową atrakcją dla widzów.

 

Czy zabawa kanonicznymi dla narodowej tożsamości dziełami jak Sienkiewicz, nie staje się obecnie znowu ryzykowna?

AK: Myślę wręcz odwrotnie. Bardziej niebezpieczne są puste hasła niż zdrowe podejście do życia. Ktoś zażartuje na jakiś temat, a robi się z tego wielką aferę, bo dotknął świętego tytułu, idei, itd. Tego się bardziej boję. To nie jest jednak tak, że my coś wyśmiewamy.

RR: Jeśli „Quo Vadis” jest dobrą literaturą, obroni się sama. My krzywdy tej literaturze nie zrobimy w żaden sposób. Po prostu jesteśmy za małe żuczki,  żeby zaszkodzić takiemu dziełu, które w dodatku zdobyło Nobla. Ale też po to założyliśmy Teatr Montownia, aby robić takie absurdalne przedstawienia. Mamy do tego pełne prawo. Ocenę pozostawiamy widzom.

 

Co sprawiło największą trudność przy adaptowaniu Sienkiewicza?

RR: Problem z tą lekturą jest taki, że jest to wielowątkowa, historyczna opowieść. Co z niej wybrać, co jest tu ważne, jak to przeprowadzić na scenie? Cały czas się z tym bijemy.  To nie jest nie morze, ale ocean materiału.

AK: … a my musimy zaczerpnąć jedną miarkę i podać ją widzowi, aby go uleczyć (śmiech).

RR: Kiedyś Piotr Cieplak o nas powiedział, że jesteśmy grupą do zadań specjalnych. No i znowu wzięliśmy się za rzecz, nie ukrywam, niesceniczną.

 

Jesteście jedną z nielicznych formacji teatralnych, której udało się trafić do obiegu medialnego. W dzisiejszych czasach to konieczność materialna czy zasada twórczego płodozmianu?

RR: Jesteśmy czterema zawodowymi aktorami i uprawiamy nasz fach. Teatr jest naszą pasją i bazą, z której idziemy dalej. Stąd też robimy go często nie dla pieniędzy. Natomiast żyć trzeba. Jesteśmy facetami po 40-tce, mamy rodziny i dzieci. Z racji na zdolność wykonywania różnych zadań aktorskich, wykorzystujemy ją nie tylko w teatrze. A to czy jakaś rzecz opiera się na celach artystycznych czy, jak w przypadku reklamy, na zarobkowych, w ogóle nie zastanawiamy się. To po prostu część naszego fachu. Problemem jest tylko, jak to wszystko połączyć. Doba ma tylko 24 godziny…

 

Oficjalna premiera "Quo Vadis" już dzisiaj 25 października na deskach krakowskiej Łaźni Nowej. Kolejne spektakle: 26 października, 12 i 13 listopada. Premierę warszawską zaplanowano na 27 grudnia, w Teatrze Powszechnym.


Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Oby widzowie podczas ogladania tego przedstawienia mieli taki ladunek satysfakcji,co jego autorzy podczas realizacji tego spektaklu..Taki "oryginalny" bryk raczej nie przypadnie mi do gustu.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Najpiękniejsze jarmarki bożonarodzeniowe: głosujemy! ESEJE 2.0 / Artykuły
Nastrajają na świąteczny czas i wspólne chwile przy bożonarodzeniowym stole. Tym razem chcemy, żebyście pomogli nam wybrać najpiękniejszy...
Najlepsze iluminacje bożonarodzeniowe: głosujemy
Potrafią ożywić nawet najsmutniejsze miasto, a mieszkańców wprawiają w świąteczny nastrój. Wybieramy najlepsze iluminacje bożonarodzeniowe.
Najlepsze kluby muzyczne: głosujemy
Zapraszają największe gwiazdy muzyki z całego świata, organizują ciekawe imprezy i tematyczne akcje – tym razem chcemy przyjrzeć się...
Legendy Polskie: Piotr Machalica kontra Jaga! /wideo/ Na co do kina? Fale, Firmowa Gwiazdka, Z innego świata
Tagi