zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTaniecRecenzje › The Living Room: Opus Thomasa Richardsa /relacja/

The Living Room: Opus Thomasa Richardsa /relacja/

 fot. mat. prasowe

"The Living Room nie jest tradycyjnym spektaklem. Nie wiem, czy w ogóle należy tutaj używać tej kategorii. Twórcy wolą bardzo pojemny termin opus.

Każdy, kto chociaż pobieżnie obeznany jest z pracą Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards, stanowczo potwierdzi, że wszystko w niej sprytnie umyka łatwemu zaszufladkowaniu. Niejednoznaczny jest nawet status widza. Czy w ogóle możemy nazwać widzami tych, którzy przychodzili do Studia na Grobli w ciągu tygodniowego pobytu Workcenter we Wrocławiu? Być może należałoby użyć określenia „świadkowie”? Słowo to często pojawiało się w wypowiedziach Grotowskiego, kiedy mówił o pracy w ramach sztuki jako wehikułu, której kontynuacją jest m. in. opus „The Living Room”.

Wychodząc od podstawowego działania, które podejmujemy w pokoju dziennym/salonie, artyści usiłują zbadać, jak sztuka performansu może wzbogacić codzienną rzeczywistość i relacje międzyludzkie, a zarazem sama zostać przez nie wzbogacona. Jak sprawić, by nasz pokój ożył? Jak być z drugą osobą tak, by to, co codzienne, stało się niecodzienne, niezwykłe?

Można więc myśleć o widzach jako gościach i spektaklu jako spotkaniu. Wszyscy byli łaskawie witani i uroczyście zapraszani do siadania przy pięknie urządzonych stolikach. Można było wygodnie rozłożyć się na kanapie czy też wybrać poduszkę i podłogę. Aktorzy, pełniąc zarazem rolę gospodarzy, podawali gorące napoje. Niektórzy z gości przynieśli drobny poczęstunek z domu i chętnie dzielili się nim z innymi.  

 

Wierzyć czy nie wierzyć?

"The Living Room” to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera przyjęcia, święta, rytuału. Chociaż samo słowo atmosfera nie potrafi oddać wszystkich znaczeń. Chodzi o dość subtelny wymiar emocjonalno-energetyczny, który towarzyszy każdemu ruchowi, każdej z wielu śpiewanych pieśni mających korzenie w tradycyjnej kulturze afrykańskiej. Energia krąży między uczestnikami, krąży między zaproszonymi gośćmi. Tu, używając słów Grotowskiego, można albo widzieć i rozumieć, albo wierzyć. Wierzyć w duchu Stanisławskiego, który "wierzył” lub "nie wierzył” swoim aktorom. Dlatego odbiór będzie bardzo indywidualny. Wszystko zależy od nastawienia, otwartości, przygotowania, wrażliwości i wielu innych czynników.  

 fot. mat. prasowe

Ja nie miałem żadnych wątpliwości – wierzyłem. Niekiedy zamykałem oczy i po prostu słuchałem. Czysta rozkosz. Wykonanie przeraża szczególną perfekcją, w której od razu wyczuwamy lata ciężkiej i wnikliwej pracy.

Grotowski nazywał Richardsa swoim "esencjalnym współpracownikiem”. To jemu przekazał doświadczenie związane z tym, co określał „procesem wewnętrznym” czy „wewnętrznym aspektem pracy”. Ów proces, który towarzyszy występującym artystom, w samym widzu może wytworzyć coś, co słynny polski reżyser nazywał "indukcją”. Nie mogę tu znowu nie sięgnąć po cytat, tym razem z książki-wywiadu Richardsa "Punkt graniczny przedstawienia”:

Jeśli w przewodzie elektrycznym płynie prąd i położymy obok niego drugi przewód, nie podłączony do prądu, to dzięki temu, że w pierwszym prąd płynie, również w drugim mogą pojawić się napięcia elektryczne. Jest to zjawisko indukcji – może ono zaistnieć również wtedy, gdy ktoś jest świadkiem struktury performatywnej, w której osoby działające zmierzają ku „akcji wewnętrznej”, ku owej transformacji energii.

 

Niech będzie święto

Jak się domyślacie, w "The Living Room” nie ma wyraźnej fabuły i zdecydowanie wyodrębnionych postaci. Wszystko rozgrywa się na poziomie intuicji i archetypów. Jest Dziecko i Matka, Zakochany i Zakochana pisane wielką literą. Przed nami rozgrywa się historia o wymiarze kosmicznym i transcendentnym. Historia przemiany duchowej, dorastania, miłości.

Wszystko to zaś wypełnione czystą radością istnienia. Stajemy się uczestnikami wielu świąt na raz. Kiedy w pewnym momencie pojawia się tort urodzinowy, który następnie zostanie w artystyczny sposób pokrojony i rozdany wszystkim chętnym, wygląda to tak naturalnie i prosto, że ogarnia nas czysta ekscytacja z krainy dzieciństwa. Jednym słowem - Święto. Małe wielkie Święto.


Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.

 

 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Dobra recenzja! GRATULACJE!

  • Warto śledzić co się dzieje w Instytucie Grotowskiego również latem. Mają bardzo bogatą ofertę warsztatów.

  • Po lekturze powyzszego materialu latwo mozna dojsc do wniosku,ze owe opus na pewno nie jest dla kazdego.I to bez wzgledu na to,czy jego obserwatorow nazywa sie widzami, czy tez bardziej adekwatne jest okreslenie swiadkowie.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Konkurs na komiks inspirowany życiem i działalnością Tadeusza Kościuszki Plastyka / Aktualności
Z okazji Roku Kościuszkowskiego Muzeum Narodowe we Wrocławiu ogłasza konkurs na komiks na temat życia i działalności Tadeusza Kościuszki. Na...
Marian Wołczuk: 'Moja przestrzeń' - wystawa w Muzeum Miejskim Wrocławia
3 marca Muzeum Miejskie Wrocławia, Stary Ratusz zaprezentuje wystawę malarstwa Mariana Wołczuka: ”Moja przestrzeń”. Artysta pokaże...
'Król Maciuś Pierwszy' na motywach powieści Janusza Korczaka w Teatrze Lalek Banialuka
26 lutego 2017 roku odbędzie się na deskach Teatru Lalek Banialuka w Bielsko-Białej premiera inscenizacji ”Króla Maciusia...
'Pani Einstein' Marie Benedict: Einstein była kobietą! /recenzja książki/ 'Jak gdybyś tańczyła', 'Czlowiek honoru', 'Kukiełki i dusze', 'Milość za wszelką cenę'/ Nowości w Klubie Kulturaonline.pl
Tagi