zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plFilmRecenzje › 'To tylko koniec świata': Śmierć wśród manekinów /recenzja filmu/

'To tylko koniec świata': Śmierć wśród manekinów /recenzja filmu/

[wszystkie zdjęcia: MK2 Productions/ Hagi]

Xavier Dolan zaliczył pierwszą poważną wpadkę w swoim dorobku. Jego nowy film to chybiony i przeszarżowany aktorsko dramat, który zamiast poruszać - irytuje.

Cudowne dziecko kinematografii z Quebecu dojrzało. I mówi o rzeczach ostatecznych. Choć przy zachowaniu dotychczasowej, bezpiecznej pozycji outsidera. Tym razem Xaviera Dolana zawiodła jednak reżyserska intuicja. Ekranizując sztukę Jean-Luc Lagarce'a przedobrzył. "To tylko koniec świata" chwilami ogląda się niczym niezamierzoną autoparodię. Zbyt wysoko ustawione reżyserskie potencjometry dają tu mocno zaburzony obraz i dźwięk. Przyprawiając widza nie tyle o łzy wzruszenia, co ból głowy.

 

Kieszonkowa apokalipsa

Przy okazji promocji filmu, reżyser tłumaczył, jak żmudny był proces adaptacji literackiego pierwowzoru. Sztuka Lagarce'a wymagała bowiem naniesienia daleko idących scenariuszowych poprawek . Dolan wykreślał sceny lub zmieniał ich układ, przycinał zbyt długie monologi, wreszcie zmienił sam finał utworu. Wysiłek zrozumiały ze względu na specyfikę medium filmowego, ale czy sensowny? To, co pojawia się na ekranie, jest przecież zbyt fragmentaryczne i lapidarne.

Dolan zastosował tu podobny punkt wyjścia co w swoim wcześniejszym thrillerze "Tom". Główny bohater jest zatem intruzem w hermetycznym świecie dalekiej prowincji. W tym wypadku to akurat powrót na stare śmieci. Pisarz Louis odwiedza po długiej nieobecności rodzinny dom. Chce osobiście powiadomić bliskich o swojej śmiertelnej chorobie.

Szczerą rozmowę znacznie utrudniają nieuregulowane sprawy z przeszłości. Wspomnienia wywołane wizytą są dla domowników tyleż nostalgiczne, co bolesne. U brata bohatera prowadzą do, nie wiadomo czy bezpodstawnej, agresji. Mimo starań matki i dużo młodszej siostry, rodzinna symbioza pozostaje w sferze marzeń. A wizyta bohatera nabiera wymiaru małej emocjonalnej apokalipsy.

 

Zombie wśród (nie)żywych

Zarys fabuły w nowym dziele Dolana wydaje się nawet obiecujący. To świetny pretekst choćby do wnikliwej psychologicznej wiwisekcji. Problem w tym, iż kanadyjski reżyser kreuje postaci prawie anonimowe. I nie chodzi tylko o marginalne potraktowanie homoseksualizmu głównego bohatera (a także - AIDS). Bezosobowa jest tu cała filmowa rodzina. Portretowana za pomocą grymasów oraz deklamowanych formułek.

Bohaterowie "To tylko koniec świata" przypominają zbiór pozbawionych tożsamości manekinów.  Dolan ubiera je w nie do końca dopasowane charakterologiczne kostiumy. Jest zbuntowana córka, jest zmęczony"byciem najstarszym" porywczy syn, jest i spolegliwa, żyjąca przeszłością matka.

Na ich tle Louis prezentuje się niczym zjawa. Milcząca i pochodząca z innego wymiaru. Jakiego? Czyżby personifikacja śmierci? Trudno zgadnąć. Wycofanie głównego bohatera na pewno wynika z przedśmiertnej optyki. Brakuje aczkolwiek jakiegoś pogłębienia motywacji postaci - ukazania szerszej perspektywy tego, kim ona wewnętrznie jest. Kilka onirycznych refleksów przeszłości to zdecydowanie za mało.

 

Aktorska szamotanina

Powierzchowna koncepcja bohaterów odbija się na warstwie aktorskiej filmu. Dolan współpracował z wymarzoną obsadą. Co z tego, skoro gwiazdy francuskiego kina okazują się bezradne wobec szczątkowych postaci? Marion Cotillard jako szwagierka Louisa może tylko wybałuszać oczy i markować nieme przerażenie. Odpowiedzialny za owo przerażenie, grający starszego brata Vincent Cassel szamocze się z kolei na ekranie w absurdalny sposób. Najprostsze kwestie zapodając z subtelnością ostrzału artyleryjskiego.

Przeszarżowana kreacja Cassela jest zupełnie niekompatybilna w stosunku do odtwórcy głównej roli - Gasparda Ulliela. Pokazuje on bowiem Louisa przez pryzmat melancholijnej zadumy. Jakby grał w zupełnie innym filmie niż Cassel. Pod względem aktorskim, film ratują dopiero kreacje Léi Seydoux jako młodej córki oraz przede wszystkim wcielającej się w matkę Nathalie Baye. To ostatnie akurat jest w pełni zrozumiałe. Role matek to ozdoba chyba każdego filmu Dolana.

 

Jak Jason Bourne?

"To tylko koniec świata" jest chyba pierwszą, tak poważną wpadką w karierze 27-letniego Kanadyjczyka. Mimo iż film otrzymał Grand Prix na festiwalu w Cannes, nawet tam spotkał się z niezwykle ostrą krytyką. Odpadł później i w wyścigu po Oscary.

Nawet będąc fanem dokonań Dolana, trudno bronić dzieła tak wysilonego i chybionego. Również pod względem formalnym. Większość sekwencji filmu bazuje na ciasnych kadrach i zbliżeniach fizjonomii bohaterów. Nieliczne poetyckie sceny Dolan potrafi zepsuć np. źle dobraną ścieżką dźwiękową. Tak. Kanadyjczyk zawodzi również na tym polu. Pal licho obecność rumuńskiego hitu O-zone, ale Moby na finał?! Jak, nie przymierzając, w Jasonie Bournie? Od tak dojrzałego (choć ciągle młodego) twórcy, należy chyba oczekiwać szerszych horyzontów. Nie tylko muzycznych.

 

Film "To tylko koniec świata" wchodzi na ekrany polskich kin 10 lutego. Dystrybutorem jest Hagi.

 

 

Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Pewnie jestem nieobiektywny jako fan Dolana, ale tak mocno nie posunąłbym się do masakrowania tego filmu - rzeczywiście postać Cassela przeszarżowana, sam się zastanawiałem, że mógłby czasem wyluzować, ale np. Marion Cotillard była dla mnie ujmująca zważywszy właśnie na to jak skromną i mało ekspresyjną miała rolę. Muszę zapoznać się z tą sztuką Lagarce'a, może da mi to trochę lepszy ogląd na to co Pan pisze o cięciach scenariuszowych. Jak dla mnie finalna scena awantury przed wyjściem z domu była chyba najlepszą w filmie, bo ja miałem łzy w oczach :)

    • Ja się zgadzam z recenzją. Byłam na filmie i żałuję, duży zawód. Nienaturalne dialogi, sztuczne, bez jakiegoś klimatu i straszna słabizna. Niestety.

  • Zapowiadał się bardzo dobry film z genialną obsadą a wyszło nie do końca tak fantastycznie. Aktorzy nie wspięli się na swoje wyżyny a muzyka w wielu miejscach zupełnie nie pasuje.

  • Zwiastun brzmi obiecująco, recenzja gasi entuzjazm. Hmmm... chyba wybiorę się do kina aby wyrobić sobie własne zdanie :)

  • Krotki opis nowego filmu Xaviera Dolana zbytnio mnie nie zainteresowal.Jednak nazwisko rezysra kazalo zwrocic na ten film moja uwage. Jednak chociaz ten obraz wywoluje u widza emocje,to nie o takie dla mnie chodzi.

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Złote Maliny 2017: Anty-Oscary rozdane. O co chodzi z tym filmem o Hillary Clinton? Film / Aktualności
Najgorszym filmem roku nie "Batman v Superman", lecz... demaskatorski dokument o Demokratach?! Czyżby Złote Maliny opanowało politykierstwo?
'Biel kolorem śniegu. Tadeusz Kantor i Artyści z kręgu Cricot 2.' /zapowiedź wystawy/
”Biel kolorem śniegu. Tadeusz Kantor i Artyści z kręgu Cricot 2. Rzym 1979” to tytuł wystawy, która zostanie otwarta 3 marca z...
Sat-Okh (Stanisław Supłatowicz) - Sienkiewicz kanadyjskich Indian
Sat-Okh zbierał legendy i informacje o codziennym życiu swych przodków. Dla Indian kanadyjskich jego twórczość spełniała rolę podobną do tej,...
'Monsieur Jean szuka szczęścia' Thomasa Montassera: Małe może być piękne /recenzja książki/ Abraham Poincheval: Pomieszkuje w rzeźbach i wysiaduje jaja
Tagi