zobacz listę gratisów jakie mamy do rozdania logowanierejestracja

Kulturaonline.pl - kulturalny rozkład jazdy

Zgłoś wydarzenie kulturalne Panel logowania dla instytucji kulturalnych
KulturaOnline.plTeatrRecenzje › Wróg ludu: Co z tymi na U? /recenzja/

Wróg ludu: Co z tymi na U? /recenzja/

Dwóch Stockmannów toczy bój o prawdę - Juliusz Chrząstowski i Radosław Krzyżowski/fot. Joanna Gałuszka - Stary Teatr
Sztuka sprzed ponad stu lat, tematy i emocje z dzisiejszych mediów. Na bazie Ibsena Jan Klata stworzył spektakl zadziwiająco aktualny. Choć nie do końca w swojej wizji spójny.
 
Co Państwo sądzą o uchodźcach? Przyjęliby któregoś pod swój dach? Juliusz Chrząstowski zadaje ze sceny krępujące pytania. Zadaje wprost, wychodząc z roli i sięgając po smartfona. Ktoś na fanpage'u napisał celny komentarz o skutkach braku tlenu. Warto go więc w Krakowie - mieście smogu zacytować widowni. A także zabawić się w quiz, cytując Biblię z Mahometem zamiast Bogiem w kluczowych fragmentach. Jeszcze tylko wspomnienie sennego koszmaru o krzyżujących się demonstracjach narodowców i można wracać do meritum. Show must go on. Ibsen musi dalej trwać. I, o dziwo, nie ma się wrażenia powrotu do wirtualnej klasyki. "Wróg ludu" jest bowiem sztuką niepokojąco aktualną. Świadomość tego ma chyba i stojący za reżyserią Jan Klata. Dyrektor Starego Teatru częściej tonuje niż potęguje charakterystyczne dla siebie inscenizacyjne zabiegi. Efektem jest sztuka bardzo bliska rzeczywistości. Taka, której chyba nikt po krakowskim teatrze się nie spodziewał.  
 
 
A to Polska właśnie...
 
Monolog Chrząstowskiego pełni funkcję niezwiązanego z akcją sztuki przerywnika. Osobistej dygresji aktora, który pauzuje spektakl i burzy z rozmysłem czwartą ścianę. Niczym w gniewnych inscenizacjach duetu Strzępka- Demirski. Trochę to niepotrzebne, idące na łatwiznę (my mniejszość postępowa - oni motłoch ksenofobiczny), stawiające Chrząstowskiego w sytuacji kabareciarza. A przecież "Wróg ludu" nie potrzebuje żadnych dopisków. Sztuka sprzed ponad stu lat chwyta za gardło już tym, co zostało w niej oryginalnie zapisane. Małomiasteczkowe układy, medialny narcyzm, łatwo sterowalna hermetyczna społeczność. Wypisz wymaluj, a to Polska właśnie.
 fot. Joanna Gałuszka/Stary Teatr
Z początku wydaje się, że Klata potraktuje dramat z postmodernistycznym i reakcyjnym zacięciem. Sztukę inicjuje mini-słuchowisko przy zapalonych światłach. Potem jest kojarzące się z grepsami trupy L'Immediant wprawienie scenicznej maszynerii w ruch. Aktorzy wygłaszają swoje kwestie przy wymyślnej choreografii. Zagracona scena pełni rolę estrady dla anty-systemowej pieśni reggae o czeluściach (by nie napisać odbycie) miasta. A jednak ta miejska groteska szybko przybiera wymiar realnego dramatu. Dramatu konkretnych ludzkich postaw, związanych z konkretną życiową sytuacją. 
 

Brat donosi na brata
 
Sceniczny konflikt został u Ibsena rozpisany przede wszystkim na dwójkę braci. Siłą adaptacji Klaty jest uwzględnienie szerokiego pola tego starcia. Bo też nie chodzi wyłącznie o braterską rywalizację (Klata pokazuje ją zresztą w bokserskiej oprawie). We "Wrogu ludu" linia demarkacyjna przebiega daleko poza rodzinnym gniazdkiem.
 fot. Joanna Gałuszka/Stary Teatr
Sprawa wadliwej kanalizacji oczywiście najpierw dzieli samych braci. Doktor Stockmann jest przekonany, iż sprawę należy nagłośnić i podjąć się kosztownej naprawy wodociągów. Stockmann- burmistrz torpeduje ten pomysł. Z racji na wysokie wydatki, ale też obawy przed kompromitacją jako osoby, która zatwierdziła feralną budowę. Problem zatrutej wody rozgrzewa do czerwoności lokalną prasę, a potem miejscowych oficjeli. Każdy widzi w niej określony interes. Podczas, gdy dziennikarze pieją z zachwytu nad tematem- żyłą złota, władza liczy pieniądze, które musi wydać. A musi wydać tyle, że konieczna będzie zrzutka obywateli. No to teraz małe referendum. Dorzucamy się czy udajemy, że woda nie jest aż tak zatruta?
 

Sam przeciw wszystkim 
 
Doktor Stockmann z minuty na minutę traci sojuszników. Sekundujący mu dziennikarze szybko tracą rezon wobec gniewu społecznych mas. Prasa jest przecież od pisania tego, co podoba się czytelnikom. Żona bohatera również ma mu za złe donkiszoterię. Zamiast zapowiadanej rewolucji, są zatem pretensje wobec osoby, która wyciągnęła na światło dzienne krępującą prawdę. Prawdę, którą należy ująć w cudzysłów. Knowania teścia doktora wskazują, że sprawa posiada nomen omen swoje drugie dno. 
 fot. Joanna Gałuszka/Stary Teatr
W ujęciu Klaty, wątek "siły złego na jednego" posiada określony wydźwięk. Reżyser podkreśla bezideowość mediów, a także cynizm władzy. Doktor Stockmann to wadliwa część dobrze naoliwionego mechanizmu. Albo da się go zreperować albo pójdzie do wymiany. Razem z rodziną. Wynocha! 
 

Publiczność śpiewa, jak jej burmistrz zagra
 
"Wróg ludu" jest tekstem gorzkim, pesymistycznym, demaskatorskim. Klata pozostawia sobie jednak margines na poszukiwania poza wymową oryginału. Co czasem wpływa negatywnie na spójność sztuki. Teściu- metalowiec to żart dobry tylko jeden raz. Powtarzany pod koniec prędzej uwiera niż bawi. Na podobnej zasadzie drażni końcowa pantomima w takt hitu "Sunshine Reggae".
 
W sztuce nie brak i fragmentów, które Klata ewidentnie wygrywa. Brawurowa jest sekwencja z "Little Drummer Boy". Ta bożonarodzeniowa piosenka w spektaklu przybiera kształt obrazoburczego coveru w stylu Laibacha. Potężna pieśń, marszowy rytm i narastająca symfoniczna oprawa - burmistrz narzuca tempo, a wszyscy muszą śpiewać. 
 
Burmistrzem jest u Klaty Radosław Krzyżowski. Wracający do ekipy Starego Teatru aktor doskonale sprawdza się w tej roli. Jego bohater posiada twarz bezwzględnego tyrana, ale też oblicze troskliwego brata. Zawiedzionego brakiem lojalności i w finale przerażonego rozpętaną kampanią nienawiści.
 
Wspomniany Chrząstowski buduje swoją postać na nieco innej amplitudzie emocji. Od naiwności chcącego zmieniać świat idealisty do totalnego zagubienia tytułowej persona non grata. To postać boleśnie bezradna, ale też prawdziwa w egzystencjalnej rozpaczy. Chrząstowskiemu chce się wierzyć. Również podczas improwizowanego monologu. Co z tymi na U? - zwraca się do widowni. Bardziej właściwie byłoby zapytać: Co z tą Polską? 
 
 
Premiera spektaklu odbyła się 3 października na Dużej Scenie Narodowego Starego Teatru w Krakowie. 
 
Napisz artykuł
Artykuły powiązane
Komentarze
  • Byłem, widziałem brawo !!!! niestety smutno i tragicznie aktualna ....

Reklama
Ostatnio dodane artykuły
Dom Dźwięku. Zagraj na nie byle czym. Mamy bilety! Muzyka / Aktualności
Niezwykła teatralno- muzyczna instalacja, której brzmienie nadaje sama publiczność! Mamy podwójne zaproszenie na spotkanie z Domem Dźwięku w...
Bulwar(t) nad Zalewem Nowohuckim. Lato pod znakiem kultury i rekreacji
W Nowej Hucie wakacje zaczynają się już teraz! Już 9 czerwca rusza wielki plenerowy maraton wydarzeń. 7 dni w tygodniu, od rana do wieczora,...
Obraz Matejki sprzedany za ponad trzy i pół miliona złotych. Nowy rekord polskiego rynku sztuki!
Takiej licytacji nie było od lat. Na Aukcji Sztuki Dawnej w DESA Unicum obraz "Zabicie Wapowskiego” Jana Matejki zyskał rekordową sumę.
Festiwal Miłosza w Krakowie. Zacznij od swoich ulic! /zdjęcia/ We Wear Culture - największa wirtualna wystawa poświęcona modzie!
Tagi