Wspomnienia z naszej klasy
Zbigniew Sikora to czołowa postać teatru dziecięcego w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Z pod jego ręki wyszły już dwa ciekawe, kameralne spektakle "Przygody Koziołka Matołka" i "Foczka akrobatka". Tym razem powraca do tematu, który realizował już w opolskim teatrze pod koniec lat 80 ubiegłego wieku. "Gdyby do szkoły chodziły anioły" to zabawna opowieść o czwórce rodziców, którzy spotykają się na szkolnej wywiadówce.
![]() |
| Plakat spektaklu |
Inżynier Pestka (Anna Maria Urbanowska), artysta Żarówka (Krzysztof Wojciechowski), krawcowa Wymoczek (Katarzyna Więcek) i magister Kaczor (Tomasz Gregor) wspominają swoją klasę i szkołę. Wracają do szkolnych ław, przypominają sobie najbardziej traumatyczne zajęcia, odpytywanie z geografii, problem z podpowiadaniem. Powracają do marzeń, która na dobre porzucili pod wpływem zwykłej codzienności. Na chwile stają się z powrotem grupą rozbrykanych dzieciaków, których nieograniczona wyobraźnia pozwala z mapy zrobić maszt, a z wieszaka estradowy mikrofon.
Całość poza zabawnymi i bardzo zgrabnie skrojonymi scenami dramatycznymi wypełnia muzyka Brunona Gościniaka, Jacka Mełnickiego i Zygmunta Rychtera, w aranżacji Artura Guzy. Chwilami mało urozmaicona zapada jednak w pamięć głównie dzięki tekstom Tadeusza Klimowskiego i charyzmatycznym kreacjom aktorskim. Szczególnie porywająco prezentuje się na scenie Krzysztof Wojciechowski, którego bohater ma w sobie zarówno pierwiastek artysty, nieco szalonego i nieokiełznanego szaleńca, ale i gotowego do psot chłopca. Dzielnie stara się dotrzymać mu kroku pozostała trójka, nie ma jednak wątpliwości, że spektakl kradnie im Wojciechowski. Salwy śmiechu wybuchają na widowni przede wszystkim właśnie dzięki niemu.
A śmieją się najgłośniej widzowie dorośli. Bo to chyba spektakl jeżeli nie przede wszystkim, to również i dla nich. No bo które dziecko z sentymentem potrafi wspominać odsiadkę w szkolnej ławie? A dorośli, jak najbardziej. Czego najlepszym dowodem jest popularność wszelkich portali jednoczących szkolne znajomości, ponownie w jednej, tym razem jednak wirtualnej klasie.
"Gdyby do szkoły chodziły anioły" to nie tylko dobra zabawa. Koniec wywiadówki, na której o dziwo temat dzieci zszedł na drugi plan, przynosi kilka wymownych stwierdzeń. Grupa dobrych znajomych poza szkolnymi wspomnieniami nie ma sobie nic innego do powiedzenia. Sens kolejnego spotkanie podważa fakt, że na odchodne nie wymieniają się nawet numerami telefonów. Chciałoby się powiedzieć samo życie… no bo kto z nas nadal korzysta z słynnego portalu "Nasza klasa"? Spotkania odbyte, wspomnienia odkurzone i jeżeli coś nas łączy to tylko chęć pochwalenia się przesłodzonymi wakacyjnymi zdjęciami.






